Adam Bodnar za wszelką cenę

opublikowano: 28 lipca 2015
Adam Bodnar za wszelką cenę
fot. YT

Dlaczego zasada dyscypliny partyjnej jest dobra? Zasada dyscypliny partyjnej jest dobra, bo dzięki niej władze PO mogły w Sejmie przeforsować kandydaturę Adama Bodnara na stanowisko rzecznika praw obywatelskich. 

Ale w Senacie regulaminowo nie ma dyscypliny, w dodatku głosowania są tajne, więc z Bodnarem może być różnie. To tym bardziej dowodzi, jak bardzo potrzebna jest instytucja partyjnej dyscypliny.

Tak dokładnie wygląda argumentacja za ową instytucją, przedstawiona w „GW” przez Ewę Siedlecką](http://wyborcza.pl/1,75968,18438473,rzecznik-praw-obywatelskich-z-in-vitro.html).

Nie chcę wypowiadać się w tym tekście na rzecz, lub przeciw, możliwości formalnego dyscyplinowania posłów przez kierownictwa klubów. W różnych demokratycznych krajach obowiązują pod tym względem różne przepisy. Chodzi mi raczej o coś innego. Otóż o to, że Siedlecka konstruuje swój komentarz nie wedługzasady „od ogółu do szczegółu” (czyli np. zaczynając od tego, że zasada dyscypliny partyjnej jest dobra, zdrowa, jest podstawą funkcjonowania państwa, argumentując tę tezę, a potem dopiero dochodząc do szczegółu, czyli że brak tej zasady w Senacie uniemożliwić może niestety wybór optymalnego według autorki kandydata). Buduje swój artykuł zupełnie odwrotnie. Wychodzi  od Bodnara, jej zdaniem nieszczęsnej ofiary nagonki prawicy, i dochodzi do tego, że mógłby on być spokojny o objęcie urzędu, gdyby w izbie wyższej była dyscyplina. Dopiero pod koniec tekstu rzuca jakieś zdanie, mające być bardziej ogólnym uzasadnieniem istnienia partyjnej dyscypliny.

Tak jawnie instrumentalizując tę instytucję Siedlecka wbrew swej woli dowodzi, jak szalenie istotna, jak podstawowa jest dla niej (z przyczyn ideologicznych) kandydatura Bodnara. Powtórzę – z przyczyn ideologicznych, choć to drugiej stronie zarzuca ona ideologizację problemu.

Chcąc dopomóc Bodnarowi w objęciu stanowiska, publicystka „Wyborczej” posuwa się aż do… negowania znaczenia urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich, by za pomocą tego karkołomnego manewru (rzekomo RPO może tyle, co każda fundacja i NGO’s…) uzasadnić tezę, jakoby przeciwnicy lewicowej inżynierii społecznej sprzeciwiali się kandydaturze szefa Fundacji Helsińskiej głównie ze względu na własne obsesje. Bo przecież jak ten biedak zostanie Rzecznikiem, to i tak na nic nie będzie miał wpływu… Jakoś dotąd „GW” odzywała się o roli RPO z większą atencją.

Siedlecka chce, by jej czytelnicy zapomnieli o tym, że osoba sprawująca funkcję Rzecznika nie ma istotnie samodzielnych możliwości sprawczych, porównywalnych z rządem, ale za to posiada w wielkim stopniu możność kreowania tzw. agendy. Czyli lansowania pewnych tematów, projektów i propozycji jako ważnych i bardzoważnych. Przemilczania natomiast kwestii, mu „nie leżących”. Zwłaszcza we współpracy z mediami. Życzliwe liberalnej inżynierii społecznej media mainstreamowe mogą, wraz z podobnie myślącym, aktywnym i lubianym przez nie Rzecznikiem, stworzyć nieformalną, za to bardzo skuteczną machinę nacisku. Nacisku, któremu parlamentarzystom może być trudno się oprzeć.

W kreowaniu atmosfery histerycznej ekscytacji kandydaturą Bodnara, lansowaną jako coś na miarę niemal konieczności dziejowej, chodzi po prostu o stworzenie takiej machiny.

Piotr Skwieciński



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła