Angielski o idiomach - TreleKamery

opublikowano: 22 lutego 2015
Angielski o idiomach - TreleKamery

Z dużej chmury mały deszcz telekamer (=much ado about nothing), poza tym nieważne, kto i czy w ogóle w głosowaniu wysyła SMS-y, ale ważne, kto je liczy (=popularity is in the eye of the beholder). A liczenia najwyraźniej w TeleKamerach tyle, co kot napłakał (=not even a plate).

Na faktyczną „popularność” gwiazd rzuca światło (=sheds light) zebrana z nadesłanych SMS-ów suma 52 tys. zł na Dom Artystów w Skolimowie. Jeśli podzielić ją przez cenę SMS-a [2,46 zł], wychodzi, że w przeprowadzanym w 40-milionowym kraju od 18 lat głosowaniu wzięło udział ok. 21 tys. osób. Ale liczmy dalej. Mało kto wysyła tylko 1 SMS-a na swoją córkę lub podopieczną, co więcej (=in addition), regulamin plebiscytu dopuszcza nadesłanie aż 11 głosów z jednego numeru, więc (=therefore) 21 tys. trzeba podzielić najskromniej przez dwa. Jeśli otrzymany wynik rozdzielić na 11 kategorii plebiscytu [m.in teleplery, telemaniery i reklamodajka roku] i dalej na pięć osób nominowanych w każdej z nich, to wyjdzie, iż zwycięski Kuźniar jest tak „popularny”, że głosowała na niego tylko jego redakcja, a „uwielbiana” piosenkarka jest naga nie tylko na teledysku (=the emperor wears no clothes). Możliwe, że zwycięzcy dostawali statuetki już za żałosne kilkadziesiąt SMS-ów na głowę (=per head). Co gorsza (=to add insult to injury), „gwiazdy”, które zajęły dalsze miejsca, np. wściekła Tadla, Kraśko, Farna, Dygant itp., musiały otrzymać nie więcej niż kilkanaście głosów, w tym od siebie i od rodziny.
Dla porównania, wspomniany (=aforementioned) Kuźniar swego czasu zgarnął kilka tysięcy (!) e-maili z prośbą o zejście z anteny (=get off the air), i to od prawdziwych widzów, a nie anonimowych fanów pseudonagród (=TreleKamery).

 

Paweł Korsun



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła