Bolesna porażka katolewicy z „Wyborczej”

opublikowano: 19 października 2014
Bolesna porażka katolewicy z „Wyborczej”
fot. You Tube

Liberałowie przebrani w komże zrozpaczeni. Mimo zmasowanych nacisków, do których włączono wszystkie medialne armaty, nie udało się zmusić ojców synodalnych do wyparcia się nauczania Chrystusa.

 Nie pomógł nawet odśrodkowy demontaż „postępowych” purpuratów. Wygrała wierność Prawdzie i troska o realne Dobro zagubionego w laickim świecie człowieka. Diabeł wije się ze wściekłości. Szkoda tylko, że dołączają do niego ci, którym podobno chodzi o dobro Kościoła.

Wydawało się, że tym razem się uda. Wystarczyło tylko skutecznie manipulować przekazem, fabrykować opinie, tworzyć niepokojące statystyki, powtarzać obowiązującą wersję przez postępowych ekspertów, wtłaczać ciemnemu ludowi przekonanie o zacofaniu Kościoła i ostro krytykować wiernych jego nauce kapłanów. Ośmieszenie, presja, zastraszenie, zrelatywizowanie, kompromitacja zwykle odnoszą spodziewany skutek. Wydawało się, że wszystko w zasięgu ręki.

Gdy pierwszy tydzień obrad został podsumowany kontrowersyjnym dokumentem,ogłoszono zwycięstwo. Arcybiskup Gądecki, który ośmielił się użyć zdrowego rozsądku i przytomnego zmysłu wiary, został okrzyknięty zacofanym szaleńcem z katotalibanu.„Gazeta Wyborcza” do dziś prowadzi tę żałosną nagonkę i piórem Konrada Sawickiego obwieszcza w dzisiejszym wydaniu, że „arcybiskup Gądecki nie zrozumiał Synodu”. Na szczęście zrozumiał go redaktor katolewicowych mediów– Wyborczej, Tygodnika Powszechnego i Więzi – dzięki czemu ciemny lud może odświeżyć swoją zakurzoną średniowieczem myśl. Zdaniem Sawickiego słowa abp. Gądeckiego były „kwintesencją problemów i lęków wielu wierzących znad Wisły”.

Do tej pory przy moralnym ocenianiu danej sytuacji życiowej zawsze wychodzono od nauki Kościoła, którą przykłada się do człowieka jak miarkę. Jeśli mieścisz się w ramach obowiązującej doktryny katolickiej, to wszystko jest w porządku. Natomiast jeśli nie, to automatycznie pojawia się kryterium zła i grzechu. Pomiędzy jedną rzeczywistością a drugą nie ma elementów pośrednich. Albo żyjesz zgodnie z nauką Kościoła, albo w grzechu, tertium non datur. (…) Niektórzy ojcowie synodalni uznali, że to tradycyjne podejście w czasach laicyzacji przestaje być skuteczne, a wręcz określili je jako „niemądre”. Ludzie, gdy widzą, że są piętnowani znamieniem ciężkiego grzechu, i na każdym kroku im się to wypomina, zwyczajnie od Kościoła się odsuwają lub całkowicie odchodzą.

— pisze Sawicki, twierdząc że „Straszenie piekłem już nie działa”. Nie ma w tej publicystycznej połajance refleksji nad prawdziwym dobrem człowieka, nad celem jego działania, nad osadzeniem go w kontekście prawdy. Jest za to wykład postępowego relatywizmu. Sawicki tłumaczy, że abp Gądecki nie zrozumiał koncepcji zastosowania „prawa stopniowalności”, które „zakłada przede wszystkim zaakceptowanie sytuacji człowieka takiej, jaka jest”.

Nie oznacza to akceptacji samego grzechu, ale skupienie się na tym, co mimo niedoskonałości jest w niej dobrego. Np. wobec par żyjących bez ślubu albo ponownych związków po rozwodach dokument docenia takie elementy, jak stabilność, głębokie uczucie, odpowiedzialność rodzicielska, zdolność do wspólnego przezwyciężania trudności. Gdy dany związek wykazuje takie cechy, mogą być one przez Kościół postrzegane „jako zalążek, któremu trzeba towarzyszyć w rozwoju”. Podobnie mówi się też o związkach osób homoseksualnych

— mówi dziennikarz Wyborczej. Relatywizm poznawczo-moralny tak dalece nasączył intelektualne władze pana redaktora, że proste zasady logiki formalnej są dla niego operacjami zbyt wymagającymi. Zasada tożsamości, niesprzeczności to tereny obce. Równie nieznane jak chrześcijańska antropologia, etyka wskazująca na trudne zadanie formowania cnót, wierność nauce Kościoła.

Oczekiwano, że Synod wprowadzi zgodę na homomałżeństwa, na antykoncepcję, aborcję, Komunię dla rozwodników a może wręcz ponowny sakrament małżeństwa. Byliśmy tą narracją osaczani przez długie tygodnie, a każde nawiązanie do Synodu kończyło się pytaniem o to czy Kościół zdoła wreszcie nadążyć za duchem czasu.

Arcybiskup Gądecki podkreślił, że „tworzenie wyjątków prowadzi nieuchronnie do tego, że wyjątki staną się regułą”. Wie to każdy przytomny, myślący człowiek. I właśnie to jest celem rewolucyjnych zabiegów katolewaków.Już oświeceniowi liberałowie odkryli, że aby przejąć kontrolę nad masami, wystarczy poluzować ich zasady moralne, usprawiedliwić niewierność, otworzyć furtkę popędowości i rozbudzać ją nowymi zachciankami. Sprawa wyjątkowo prosta. Byle tylko sforsować tę nieustępliwą bramę w postaci zasad moralnych Kościoła. Nie udało się wieki temu, nie udało się i dziś. Duch Święty czuwa. Ten sam od dwóch tysięcy lat.

Marzena Nykiel



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła