Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!

Czemu tak się denerwują?

opublikowano: 4 stycznia 2014

Narastająca agresja wobec mediów niepokornych, służących Polsce i Polakom, nieuwikłanych w interesy III RP, opartych na polskim kapitale, może budzić zdumienie. Dlaczego tak się irytują, gdy ktoś powie im prawdę w oczy? Dlaczego tak ich bolą trafne okładki tygodnika "wSieci"? Dlaczego z takim zapałem śledzą każdy wpis - ba, nawet komentarze! - na portalu, który uważają za "niszowy"? Może nie wierzą, że choć tyle razy ogłaszali śmierć tych przedsięwzięć, to one nie tylko żyją, ale i rozwijają się, zdobywają nowych czytelników, budują trwałe podstawy ekonomiczne?

W każdym razie rzeka bluzgów płynie codziennie, i codziennie jest i szersza, i głębsza. Pół-bogowie, którzy uważają się za ludzi wręcz doskonałych, muszą więc przypominać sobie swoje korzenie i sięgać po język resortowo-lumpelski. Okraszają to wszystko manipulacją i kłamstwem wręcz ordynarnym. Sięgają też po arcyklasyczny zabieg ekipy rządzącej w Polsce od 1944 roku - po przypisywanie agresji zaszczuwanemu przeciwnikowi.
Dlaczego to robią? Mają przecież prawie wszystko. Wciąż sprzedają więcej egzemplarzy tygodników (co prawda głównie dzięki wsparciu państwowych instytucji-prenumeratorów, ale co tam), wciąż mają prawie wszystkie ważne telewizje i radia, wciąż błyszczą w głupawych pozach na łamach tzw. "magazynów dla kobiet". A mimo to plują jadem niesłychanym. Mimo to boli ich każde słowo napomnienia, krytyki, boli ich niemiłosiernie książka o ich korzeniach, które - jak sami przekonują - nie mają znaczenia.
Czyżby wciąż było im mało? Chcą wszystkiego?
W pewnym sensie - tak, chcą wszystkiego. Chcą, by obrażani i niszczeni przez nich Polacy nie tylko dokonywali wyborów zgodnych z ich sugestiami, nie tylko bez szemrania akceptowali ich "królewskie" pozycje, nie tylko zachwycali się ich twarzami, ale także by ich kochali. Oni chcą akceptacji totalnej, bezwarunkowej, orwellowskiej - nie tylko tej opartej na przemocy, na praniu mózgów, ale także takiej wynikającej z serca.
Chcą, by Polacy uznawali ich za pół-bogów, wzorce zawodowe, etyczne i życiowe. Chcą, by było tak pomimo tego wszystkiego, co widzimy - a więc pomimo niszczenia polskiego Kościoła, plucia na polskich księży, wyszydzania naszych przodków, niszczenia polskiej kultury, podkopywania polskiej wspólnoty, zwalczania każdej struktury niezależnej, pogardy dla interesów narodowych.
Powiedzmy szczerze - to nie jest niemożliwe. To jest realne. Jest jednak jeden warunek: muszą być sami na scenie. Nie mogą istnieć podmioty, które nazywają rzeczy po imieniu, w tym także ich postawy, biografie i "model" dziennikarstwa. Nawet mniejszościowe media, które mówią: na to nie będzie zgody, nie będziecie kochani, skoro działacie wbrew polskiej wspólnocie, przeszkadzają okrutnie.
I dlatego chcą te media zniszczyć. Muszą, jeśli chcą przejść do historii tak, jak chcą, a więc jako wzorowi patrioci, a nie tak, jak przejść powinni, i jak zapewne przejdą.
Oczywiście, dopuszczają istnienie opozycji, także medialnej. Ma to być taka opozycja, która również wielbi ich pozycję, i domaga się najwyżej dopuszczenia do stołu, a nie zmiany reguł gry. Ma to być opozycja, która godzi się na dyskusję z ich prowadzącym, ich prawem doboru gości, i ich prawem doboru tematów (a więc np. w polityce tematów krążących wokół zbrodni Kaczyńskiego, a w spektrum szerszym - wokół wielkości "Pokłosia"), która milczy, gdy organizują nagonki. Kto się nie podporządkowuje, staje się celem. Nie dziwmy się więc, że wielu - także z naszej strony - akceptuje tę cichą umowę.
My nie akceptujmy. I nie zaakceptujemy, niezależnie od ceny.
Wspierając nas, propagując i kupując tygodnik "wSieci", pomagacie nam Państwo w sposób najważniejszy z możliwych.

Jacek Karnowski



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła