Czy z realnymi problemami można walczyć w idiotyczny sposób?

opublikowano: 8 stycznia 2014
Czy z realnymi problemami można walczyć w idiotyczny sposób? lupa lupa

Czy z realnymi problemami można walczyć w idiotyczny sposób? Oczywiście, pod warunkiem, że chodzi o rząd Donalda Tuska. Jedyne, co sensowne w propozycji zwalczania plagi pijanych kierowców, to traktowanie jazdy „bez uprawnienia” (np. po odebraniu prawa jazdy) jako przestępstwa, a nie wykroczenia. Bo już bardzo drastycznie podwyższone grzywny za jazdę „po spożyciu” są dyskusyjne, skoro obciążą na przykład dzieci i żonę pijaka. Koronnym i skrajnym idiotyzmem jest natomiast pomysł wyposażenia wszystkich aut w alkomaty.

Alkomat w aucie nie gwarantuje niczego, poza tym, że ktoś na tym zarobi. Bo niby co mieliby kierowcy z nim robić? Tym, którzy nigdy nie siadają za kierownicą po pijanemu alkomat jest niepotrzebny. Tym, którzy siadają, też nie jest potrzebny, bo z alkomatem czy bez i tak pojadą, skoro mają taką skłonność. To miałoby jakiś sens, gdyby alkomat był połączony z komputerem pokładowym, czujnikami nacisku na fotel, kamerami, sensorami itp. i gdyby nie można było uruchomić silnika po pijaku - ani z fotela pasażera, ani z zastosowaniem jakiejkolwiek sztuczki. Ale to wymagałoby bardzo drogiego oprzyrządowania, co czyni całe przedsięwzięcie kompletnie bezsensownym.
Jeśli każde auto ma mieć na wyposażeniu alkomat, to dlaczego nie w fotoradar (do zmierzenia sobie samemu prędkości) i radio (do doniesienia na samego siebie na policję w razie przekroczenia prędkości)? No i oczywiście przydałaby się kamera do rejestrowania nieprzepisowej jazdy, a zapis powinien być obligatoryjnie przekazywany policji. Rząd mógłby też wymusić posiadanie kajdanek, żeby kierowca mógł sam się skuć w wypadku złamania przepisów. Czekając na policję mógłby być zobligowany do wymierzenia sobie wstępnej kary, np. chłosty. A to oznacza obowiązek wyposażenia samochodów w chłostomaty, czyli maszynki do wlepiania pijanemu kierowcy batów.
Ostatecznie na wyposażeniu każdego auta powinna być też broń palna, żeby za jazdę po pijaku bez kolizji czy bez potrącenia kogoś można było sobie np. strzelić w stopę albo odstrzelić ucho. A gdyby doszło do wypadku z ofiarami śmiertelnymi, pijany kierowca mógłby od razu wymierzyć sobie sprawiedliwość, strzelając sobie przykładnie w łeb. Gdyby delikwent nie chciał się zastrzelić, a chciał uciec, inni kierowcy mieliby prawo zmusić go posiadaną na wyposażeniu bronią do poddania się, z prawem strzelania, a nawet zabicia go, gdyby stawiał opór bądź chciał uciec.
Przedstawione wyżej wymysły są oczywiście kuriozalne i idiotyczne, ale w sensie logiki i skuteczności niczym się nie różnią od pomysłu obowiązkowego posiadania alkomatów. Bo cała akcja walki z pijanymi kierowcami jest czystym populizmem i nie opiera się na racjonalnych podstawach. Przecież, żeby taka walka była skuteczna, trzeba by mieć precyzyjne badania na temat tego, kto stwarza największe zagrożenie na drodze, w jakich sytuacjach są to pijani kierowcy, a w jakich ktoś zupełnie inny. Trzeba by wiedzieć, po jakich drogach najczęściej poruszają się ci na gazie itp., itd.
Donald Tusk przedstawił jakieś propozycje, bo coś trzeba było rzucić społeczeństwu, choćby nie miało to żadnego sensu. Żeby pokazać, jak władza przejmuje się ofiarami pijaków i samym problemem pijanych kierowców. A teraz będzie szantaż moralny wobec tych wszystkich, którzy dostrzegą i opiszą kretyńskie pomysły władzy. Szantaż tym większy, że problem jest realny i kierujący samochodami pijacy rzeczywiście są zagrożeniem i realnie zabijają ludzi. Każdego dnia. Tyle tylko, że realne problemy nie muszą być rozwiązywane nierealnymi metodami. Bowiem im głupsze i bardziej „odjechane” są te metody, tym mniej są one skuteczne i tym mniejsze zrozumienie wywołuje w społeczeństwie ich stosowanie.
A może jest jeszcze inaczej, czyli rząd Donalda Tuska specjalnie przedstawia głupie pomysły, żeby narobić hałasu, ale niczego nie rozwiązać, bo przecież po pijaku jeżdżą też ludzie władzy i przedstawiciele tzw. elit? A oni ponoszą odpowiedzialność za wypadki spowodowane „na gazie” w ostatniej kolejności, jeśli w ogóle. Głupie pomysły sprawiają, że zwykłym ludziom wmawia się, iż rząd walczy z patologią, a ludziom władzy oraz ich kolegom, pociotkom, kochankom itp. nadal gwarantuje się bezkarność. Bo przecież od pomysłu do przemysłu droga daleka, a może się okazać, że wręcz nieskończona.

Stanisław Janecki



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła