Drugie życie dla Michasia

opublikowano: 27 kwietnia 2017
Drugie życie dla Michasia lupa lupa

Morze wylanych łez. Modlitwy o cud. I ten cud się wydarzył. Historia rannego w wypadku chłopca dowodzi, że nigdy nie wolno tracić nadziei

Michaś miał nie żyć. Ale jak Anioł Stróż na miejscu wypadku pojawiła się dzielna położna, która przywróciła chłopcu oddech. Michaś miał już nigdy nie stanąć na nóżkach i stracić na zawsze wzrok. Ale rehabilitacja, sfinansowana przez firmę ubezpieczeniową LINK4, daje imponujące efekty. Jak tu nie wierzyć w cuda?

Gdy wskutek wypadku na drodze chłopiec został ciężko ranny, przestał oddychać. Ocaliła go szybka reanimacja. Gdy trafił do szpitala, lekarze przygotowali jego mamę na najgorsze. Półroczny malec dwa tygodnie leżał w śpiączce podłączony do aparatury, która podtrzymywała jego gasnące życie. – A dziś stawia już pierwsze kroki. Lekarze sami przyznają, że jest lepiej niż kiedykolwiek mogli przypuszczać – mówi z dumą jego mama, pani Natalia z Chełmży pod Toruniem.

Jeden dzień, dwa nieszczęścia


Początek tej historii był tragiczny i pełen łez. To był ponury, listopadowy dzień 2014 roku. – Wracałam ze swoją mamą i synkiem ze szpitala w Bydgoszczy. Mama dowiedziała się tam, że ma raka. To był dla nas szok. Ale trzeba było wsiąść w auto i wracać z taką myślą do domu. Nawet nie przypuszczałam, że zaraz spadnie na nas druga tragedia – wspomina pani Natalia. To ona siedziała za kierownicą osobówki.


Nagle wyrósł przed nią olbrzymi TIR. – Pamiętam, że był żołty i że pędził wprost na nas. Nie miałam gdzie uciekać. Wzdłuż wąskiej drogi ciasno rosły drzewa. Wiedziałam, że zaraz zderzymy się czołowo. Pomyślałam więc, że jak skręcę kierownicę, to może uda mi się wyprowadzić auto między drzewami na pole. Ale samochód wpadł w poślizg i zaczął jechać bokiem. Akurat tą stroną, gdzie wpięty w fotelik siedział Michaś – opowiada jego mama. Kierowca TIR-a nawet się nie zatrzymał.

Dzielna położna


Los pisze historie, które byłyby niewiarygodne nawet w filmach. Tak było tym razem. Pierwsza na miejscu wypadku pojawiła się osoba, która już raz dała Michasiowi życie – położna. – Pół roku wcześniej była przy mnie, gdy rodziłam synka. To ona przyjmowała mojego Michasia na świat, a teraz znów była ze mną, żeby go ratować – wspomina pani Natalia.
Położna zatrzymała się, bo jej uwagę zwrócił leżący na poboczu dziecięcy wózek, który siła uderzenia wyrzuciła z bagażnika auta. Dopiero po chwili zorientowała się, że doszło do wypadku. Rzuciła się, by ratować Michasia. Przywróciła oddech dziecku, które jedną nóżką było już na drugim świecie. Jego mama płakała ze szczęścia. Za wcześnie.


Wypadek zabrał wszystko


Kolejne dwa tygodnie to dramatyczna walka o życie dziecka. Lekarze wprowadzili je w farmakologiczną śpiączkę, podłączyli do respiratora. Nie dawali dużych nadziei. – To były dwa najdłuższe tygodnie w moim życiu. Jedyne, co mogłam robić, to modlić się o cud. Bo tak mi poradzili lekarze. Załamali ręce, jak zobaczyli, w jakim stanie jest mój synek. Modliłam się więc i czekałam – opowiada pani Natalia.


Pierwsze próba wybudzenia nie powiodła się. Powiodło się dopiero za drugim razem. – I wtedy zobaczyliśmy, jak bardzo ucierpiał Michaś. Stracił władzę w rączkach i nóżkach, dosłownie przelewał mi się przez ręce. Nie reagował na to, co do niego mówiłam ani co mu pokazywałam, bo prawie stracił wzrok. A wcześniej, raczkując, potrafił przejść z jednego pokoju do drugiego, gdy wołała go babcia. Ten wypadek zabrał mojemu dziecku wszystko – mówi ze łzami w oczach mama chłopca. Sama musiała być dzielna. W beznadziejnej sytuacji nie straciła nadziei: – Postanowiłam walczyć o zdrowie synka.

Uśmiech od losu


Pierwsze kroki pani Natalia skierowała do poradni rehabilitacyjnej, żeby wystarać się o leczenie Michasia w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. Tam się załamała. – Dostałam tylko instruktaż do samodzielnego wykonywania ćwiczeń z synkiem. Do tego raz w miesiącu miałam go zabierać na kontrolną wizytę i przez piętnaście minut pokazywać, czego go nauczyłam. To wszystko! – opowiada ze wzburzeniem. NFZ nie miał jej nic więcej NFZ do zaoferowania.

– I wtedy los znów się do nas uśmiechnął – na to wspomnienie uśmiecha się też pani Natalia. Pomoc zaoferowała jej firma ubezpieczeniowa Link4, w której miała wykupioną polisę na auto. – Sami się do mnie zgłosili! Szybko wyznaczyli mi opiekuna, który na pięć lat ustalił intensywny program rehabilitacji. Zajęcia ruszyły od razu. Przez cztery, a potem pięć dni w tygodniu – mówi mama Michasia. – Dzięki LINK4 pojechaliśmy też na dwa turnusy rehabilitacyjne do Krakowa, każdy po trzy tygodnie.

Lekarze w szoku


Michaś ma już trzy latka. Odzyskuje sprawność w rączkach i nóżkach. Jest pod opieką neurologopedy, rehabilitanta ruchu i wzroku, psychologa oraz tylfopedagoda, który uczy go orientacji w przestrzeni. Specjalistów finansuje LINK4. – Jest szansa na odzyskanie wzroku. Po wypadku źrenice synka w ogóle nie reagowały, a teraz reagują jak u zdrowego dziecka. Michaś zaczyna wreszcie chodzić. Nie wiem, jak za to dziękować wszystkim, którzy nam pomogli – wzrusza się pani Natalia.
Śmieje się z reakcji lekarzy. – Są zdumieni. Z uznaniem patrzą na postępy synka. Nie wierzyli, że po tak ciężkim wypadku uda mu się tak rozwijać. Ale ja w niego wierzę, bo to dzielny chłopak! – mówi z dumą jego mama. – Los nam na razie sprzyja. Michaś na pewno zupełnie wyzdrowieje – dodaje pewnym głosem.

 

Robimy, co do nas należy. Nie liczą się koszty. Trzymamy kciuki za powrót Michasia do zdrowia. LINK4 zadba, żeby dalej zajmowali się nim najlepsi specjaliści. 


Marek Baran, LINK4



Zobacz  historię chłopca, któremu LINK4 pomogło wrócić do zdrowia po wypadku

 

 

 

 

 

 



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła