Dworcowe mądrości Ewy Kopacz

opublikowano: 26 sierpnia 2015
Dworcowe mądrości Ewy Kopacz lupa lupa
fot. PAP/Paweł Supernak

Słuchając peronowych złotych myśli z bakelitu jest mi prostu wstyd. Nie dlatego, że wygłasza je Ewa Kopacz i że reprezentuje PO, bo to nie ma znaczenia. Ale dlatego, że robi to premier Rzeczypospolitej.

Rankiem 26 sierpnia, przed kolejną podróżą pociągiem, tym razem na Opolszczyznę, premier Ewa Kopacz znowu błysnęła na dworcu. Staje się już „nową świecką tradycją” wygłaszanie przez panią premier na peronie refleksji, które muszą wstrząsać przede wszystkim obcymi placówkami dyplomatycznymi w Polsce oraz ich centralami. Tym razem na peronie Ewa Kopacz wezwała prezydenta Andrzeja Dudę do natychmiastowego powołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego oraz zwołania Rady Gabinetowej. Uzasadnienie na pewno wstrząsnęło dyplomatami oraz prezydentami Putinem i Poroszenką. Pani premier oświadczyła bowiem, że „ostatnio na wschodniej Ukrainie dzieje się bardzo źle. Rosjanie przygotowują się, aby przerzucać mosty pontonowe”. Gdy wszyscy zastygli w oczekiwaniu, że pojawią się jakieś interesujące szczegóły tej operacji desantowo-inżynieryjnej Rosjan, Ewa Kopacz bezpretensjonalnie oświadczyła, że „tak przynajmniej donoszą media”.

Dworcowe mądrości Ewy Kopacz pokazują, na jakim poziomie myślenia operuje szefowa rządu szóstego państwa Unii Europejskiej. Jednocześnie z pozycji mędrca udziela ona na peronie dobrych rad prezydentowi Andrzejowi Dudzie w związku z tym, co o tzw. formacie normandzkim powiedział ukraiński prezydent Perto Poroszenko, a z drugiej - opowiada niebywałe dyrdymały o fundamentalnym dla bezpieczeństwa Polski i Europy konflikcie. Nie mówi tego na podstawie jakiejś fachowej czy ekskluzywnej wiedzy, lecz pewnie usłyszała o tym w radiu jadąc rządową limuzyną na dworzec. Zresztą większość dworcowych i pozadworcowych mądrości premier Ewy Kopacz musi pochodzić z tego samego źródła. Gdzieś coś usłyszała. I na tej podstawie czuje się upoważniona do wygłaszania takich sądów, jak ten o „przerzucaniu mostów pontonowych” przez Rosjan.

Wyobraźmy sobie teraz Radę Gabinetową albo posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, na którym wreszcie Ewa Kopacz dopada prezydenta Andrzeja Dudę i opowiada mu te „dworcowe historie”. To już lepiej, żeby to wszystko rozgrywało się na peronie, a nie było protokołowane z tego powodu, że dzieje się na bardzo oficjalnych posiedzeniach. Lepiej dla Ewy Kopacz i dla przyszłych historyków, który będą podejrzewać, że ktoś podmienił ważne dokumenty państwowe. Bo nikt poważny nie uwierzy, że premier dużego i ważnego państwa europejskiego może wygadywać takie rzeczy. Po prostu rano, przygotowując się do kolejnej wycieczki Pendolino, pani premier rzuca pewnie okiem na telewizje śniadaniowe, w łazience słucha radia Tok FM, zadzwoni do niej jakaś „psiapsiółka” i już jest naładowana wiedzą o państwie, którą potem „sprzedaje” na peronie w obecności kamer i mikrofonów.

Stanisław Janecki

Cały tekst na portalu wPolityce.pl

 



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła