Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!

Niż demograficzny może być dobrodziejstwem,bo pozwoli na edukację opartą na relacji mistrz–uczeń

opublikowano: 25 lutego 2013

Wydaje się, że strach przed niskim przyrostem naturalnym i starzeniem się społeczeństwa ma charakter obiektywny i uzasadniony.

Istotnie bowiem boimy się, że siły odtwórcze (reprodukcyjne) Polaków się kurczą, a statystyki są nieubłagane. W ślad za tym idą nasze strachy budowane przez media i polityków. Przelicza się bowiem liczbę osób w tzw. wieku produkcyjnym na liczbę osób, którą ci pierwsi będą musieli utrzymać.

O ile mojego ojca emeryta utrzymywało dziesięciu pracujących, to mnie będzie musiało utrzymać dwóch. W sposób nieubłagany zbliżamy się do momentu, w którym albo drastycznie wzrośnie składka na moje utrzymanie płacona przez pracujących, albo moja emerytura będzie znacząco niższa, niż przewiduje obecny standard. Zilustrowanie tego dramatu (niemal zawsze robi się to przy pomocy schematu ludzików z prezentacji komputerowej) musi budzić grozę, a nade wszystko przekonywać, że nieomal jesteśmy bez wyjścia i katastrofa jest tuż-tuż.

Współczesna wersja „carpe diem”

Tutaj też spotykamy się z ideologicznymi zapowiedziami, które wzajemnie sprzeczne doprowadzają do chaosu, a tym samym konstruują nasz niemal zwierzęcy strach przed niegościnną przyszłością. W okresie wolnego od komunizmu ćwierćwiecza społeczeństwo nie otrzymało ani jednego (ani jednego!) czytelnego sygnału, że warto się rozmnażać, że po prostu warto mieć dzieci. Natomiast szybko okazało się, że w nadrabianiu socjalistycznych zaległości w zakresie konsumpcji dzieci są przeszkodą.

I nie idzie tu o pomysły typu „becikowe”, których polityczny i populistyczny charakter niczego nie poprawił, lecz o tzw. całokształt, czyli skuteczne rozwiązanie kwestii mieszkaniowych (posiadanie lokum to nadal symbol fortuny wyrażanej w gotówce lub całożyciowym i niemal niespłacalnym kredycie „szwajcarskim”). Najkrócej rzecz ujmując, to element pewnej integralnej przesłanki ideologicznej, która głosi, że najważniejsza jest gorąca woda w kranie, i skwapliwie przemilcza, iż za parę lat będzie ona nieznośnie lodowata. Owa polityczna deklaracja o „ciepłej wodzie” jest współczesną wersją zgubnego „carpe diem”. Niechybnie trzeba tu wspomnieć o oświacie czy edukacji w ogóle. Dramat tego sektora wymyka się rygorom jakiejkolwiek przyzwoitości językowej. A obecna minister edukacji, ze swymi kompetencjami zarówno merytorycznymi, jak i komunikacyjnymi wydaje się tego najlepszym przykładem.

cały artykuł w tygodniku "W SIECI" NR 8



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła