Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!

Granie konfliktem

opublikowano: 6 stycznia 2014

26 października 2013 byłem na VIII Kongresie Obywatelskim. To inicjatywa organizowana przez osoby związane ze środowiskiem trójmiejskiej Platformy Obywatelskiej. Od innych działań tego środowiska różni się tym, iż spirytus movens Kongresu, Jan Szomburg stara się - z powodzeniem - zapraszać do debat także osoby zdecydowanie krytyczne wobec ładu III RP. Ładu, który Platforma ongiś krytykowała, a w ostatnich latach gorliwie mu służy.

Na Kongresie spotykają się ludzie, którzy widzą – z różną ostrością – nader takie usterki tego ładu, które kładą się cieniem na samych podstawach organizacyjnych III RP. Jednym z tych cieni jest konflikt społecznego w Polsce.

Konflikt jako dobro wspólne
Mimo to, jedna z sesji Kongresu nosiła intrygujący tytuł: „Konflikt jako dobro wspólne”. Intrygujący, gdyż w ostatnich latach poziom konfliktu w społeczeństwie polskim jest aż nieznośny. W reakcji na agresywny jazgot płynący z wielu mediów sporo osób rezygnuje z zainteresowania sprawami publicznymi w ogóle. (I o taką właśnie reakcję obecnie rządzącym chodzi – ale o tym za chwilę). Wszelako doświadczenie uczy, iż konflikt może być niszczący, ale też budujący. Ten drugi rodzi impulsy ku rozwojowi. Zatem konflikt rozsądnie zarządzany - socjologowie mówią: zinstytucjonalizowany - może faktycznie być dobrem wspólnym.
O „ekumenicznym” charakterze samego Kongresu świadczy m.in. to, iż zostałem poproszony o odniesienie się do dyskusji na tej sesji – obok prof. Dariusza Rosatiego, posła, członka Klubu Parlamentarnego PO, dawniej SLD i PZPR.

Lustro weneckie
Referenci sesji byli dobrani mądrze, wszystkie głosy były rzeczowe, a spora część, może nawet większość, niebanalna. Ale… Ale mówiącym różne trafne rzeczy umknęła jednak druga strona lustra. Na niej właśnie postanowiłem się skupić w moim komentarzu, tym bardziej, że – wiele na to wskazuje - jest to lustro weneckie.
Powiedziałem, iż w społeczeństwach współczesnych, które muszą z krajami innymi ścigać się m.in. na polu innowacji, potencjał dobra wspólnego niesie ze sobą konflikt pokoleń. W III RP jednak ten potencjał został zmarnowany. Stało się to na trzech polach.

Unia - potencjał rozwoju wypchnięty za granicę
Wielka część potencjału niezgody na niesprawiedliwość i kreatywności młodego pokolenia, została „wyeksportowana” do krajów Unii Europejskiej. Setki tysięcy Polaków zostało wypchniętych na emigrację, gdzie pracują na pomyślność innych narodów. Pisano już, iż gdybyśmy ich mieli w Polsce, system III RP od dawna drżałby w posadach (jeśli w ogóle by jeszcze istniał). Zapewne mielibyśmy demokrację o znacznie wyższym poziomie obywatelskiej aktywności.

Owsiak - bunt skanalizowany
Trafnie wskazał Łukasz Warzecha funkcje, jakie w systemie pełni wykreowanie Jerzego Owsiaka na „apolityczny autorytet”. Owsiak w systemie III RP pełni zasadniczo tę samą rolę co trójkowa lista przebojów Marka Niedźwiedzkiego w Stanie Wojennym (Hej, Młodzi – SW wprowadzono 13 grudnia 1981, a lista ruszyła w kwietniu 1982). To wentyl bezpieczeństwa, igrzyska, takie ukierunkowanie emocji młodych, by niechęć wobec systemu władzy i przywilejów nie wyłoniła potencjału buntu o charakterze politycznym.
W III RP bunt tej części młodego pokolenia, która jest zbyt młoda, by już emigrować, nie został twórczo spożytkowany – on został skanalizowany, wepchnięty w miejsca, gdzie wszelkie inne przekazy zagłuszane są przez wielkie kolumny głośnikowe.

Niesiołowski i Palikot – polityka obrzydzona
Oprócz przemieszczenia potencjału konfliktu pokoleń za granicę oraz skanalizowania go w działania quasi-muzyczne, których potencjał rozwojowy jest minimalny, istnieje jeszcze trzeci wymiar gry konfliktem. Dolewanie paliwa do takiego rodzaju konfliktu, który jest antyrozwojowy. Idzie o konflikt, dzięki któremu słuszne, choć źle ukierunkowane oburzenie wzmacnia postawy anty-obywatelskie.
W maju 2012 portal „gazeta.pl” obliczył, iż osobami, które w ciągu wcześniejszego półrocza były najczęściej zapraszane do „Kropki nad i” Moniki Olejnik byli Janusz Palikot (8 razy) i Stefan Niesiołowski (razy 7). Dwie osoby, które mają zasłużoną reputację destruktorów debaty publicznej.
Nie wierzę, iż chodzi tylko o tzw. oglądalność. Widzę raczej grę (także TeVeNowych mocodawców red. Olejnik) na wyjałowienie pluralizmu, na generowanie zgiełku, nasilanie szumu informacyjnego. W jakim celu? „Nie róbmy polityki” – oburzajmy się na obecność chamstwa w życiu publicznym. Skoro polityka w Polsce ma tak odrażającą twarz, skoro pełno niej „smoleńskich pyskówek” (to tytuł tekstu „GW” o manipulacjach „Komsomolskiej Prawdy”), to odwrócenie się Polaków od spraw publicznych jest w pełni zrozumiałe; ba, chwalebne! Nadać polityce brzydką twarz – to sposób mobilizacji do bierności.

Ćwiczenia z samokontroli
W zarządzaniu konfliktem społecznym obóz III RP nadal wygrywa z obozem patriotycznym. Jeśli to ma się zmienić – zacznijcie, Drodzy Patrioci, od ćwiczeń z zakresu samokontroli. Ćwiczeń, które utrudnią establishmentowi III RP tanią grę naszymi emocjami.

Andrzej Zybertowicz



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła