„GW” pismem sądu atakuje Kamińskiego

opublikowano: 13 października 2015
„GW” pismem sądu atakuje Kamińskiego
Fot. Fratria

"Oskarżenia o łamanie demokracji, niszczenie ludzi, a nawet tworzenie korupcji."

"Mam nadzieję, że dowiem się co jest w tym uzasadnieniu nie z tekstu w „Gazecie Wyborczej”, ale z pisma sądu. Liczę, że zdążę odebrać to pismo zanim media zaczną o nim pisać" - mówił portalowi wPolityce.pl Maciej Wąsik, komentując informacje medialne, że gotowe jest uzasadnienie wyroku jaki zapadł na kierownictwo CBA w sprawie dot. afery gruntowej. Wydaje się jednak, że nadzieje Macieja Wąsika spaliły na panewce. Gazeta Michnika publikuje właśnie szczegóły uzasadnienia.

Trudno o inną interpretację niż sugestia, że mamy do czynienia z włączeniem wyroku sądowego na Mariusza Kamińskiego i jego zastępców w kampanię przed wyborami. Koincydencja czasowa jest nie do zbagatelizowania, a wynika ze sposobu pracy sądu. Choć prawo nakazuje, by uzasadnienie wyroku zostało przygotowane w dwa tygodnie po jego wydaniu, sędzia Łączewski na napisanie uzasadnienia potrzebował… pół roku. Biorąc pod uwagę, że sędzia stara się przedstawić, jako obrońca zasad i praworządności, jego proceduralne zabiegi wyglądają więcej niż zaskakująco. Czy zbieżność przygotowania uzasadnienia i wyborów parlamentarnych jest do obrony? Wydaje się, że kpiną są tłumaczenia sądu, które zamieszcza gazeta z Czerskiej:

"Uzasadnienie obejmuje 407 stron, z czego większość jest niejawna [jawne są 182 strony uzasadnienia] i w tej części uzasadnienie musiało być sporządzane w kancelarii tajnej, która jest czynna tylko w dni powszednie w godzinach urzędowania sądu."

Czy należy rozumieć, że przy skomplikowanym materiale dowodowym sądów prawo nie obowiązuje?

To jednak tylko jedno z zaskakujących wniosków i pytań, jakie należałoby sądowi postawić. Właściwie publikacja redakcji Michnika ośmiesza sąd. Jedynym ratunkiem dla niego jest tłumaczenie, że uzasadnienie zostało zmanipulowane przez dziennikarzy Michnika. Jeśli nie, mamy do czynienia z zaskakującym dokumentem.

"Wyjaśnienia te są niewiarygodne (…). Celem oskarżonych nie była walka z korupcją" - tak miał ponoć uznać Łączewski w uzasadnieniu. Czy sąd rzeczywiście oceniał cele i motywacje oskarżonych, uznając, że lepiej wie, jakie były ich myśli? Czy sąd bawił się w psychoanalizy, czy też „GW” sama włożyła takie zdanie w usta sędziego?

Tekst sędziego, jeśli jest prawdziwy, jawi się nie tylko jako nierzetelny, ale wręcz jest groźny dla służb oraz działań państwa. W ocenie sędziego bowiem CBA nie powinno w sprawie afery gruntowej działać.

"Mariusz Kamiński twierdził, że motywacją działania była walka z korupcją, której obiektywnie w Ministerstwie Rolnictwa nie było, a na pewno nie było na to poszlak czy dowodów. Czyn zabroniony (…) został »wyprodukowany « przez aparat państwa. (…) Poddanie prowokacji osoby pozbawionej uprzednio predylekcji do popełnienia czynu zabronionego jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie" stwierdza sąd.

Sędzia wskazał, że nie było wiarygodnych wiadomości o korupcji, a tymczasem „GW” sama opisuje, jak Andrzej K. - jeden ze skazanych za sprawę afery gruntowej ludzi – spotykał się z wieloma osobami i proponował im odrolnienie gruntów. W ocenie sądu takie wiadomości dla służb nie powinny być ważne, nie powinny być weryfikowane bez względu na to, kogo mogą dotyczyć?

Stanisław Żaryn

Cały komentarz na portalu wPolityce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła