Jak go nie komisją to Agencją

opublikowano: 15 lutego 2014

Dziś już stało się jasne, dlaczego Donald Tusk nie zgodził się na powołanie sejmowej komisji, której zadaniem miało być uderzenie w Antoniego Macierewicza. W tajemnicy przed wszystkimi, ukartowany został inny wariant ugodzenia Macierewicza.

Rolę myśliwego, strzelającego zatrutą strzałą, w uzgodnieniu z premierem, podjęła się odegrać Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Trzeba przyznać, że to chytry pomysł. Na naszych oczach został odegrany spektakl: „Macierewicz przed komisję sejmową”.
Jego aktorzy, w tym także ci z PO, którzy najgłośniej się tego domagali - Radosław Sikorski, Paweł Graś, Rafał Grupiński, Grzegorz Schetyna, nie wiedzieli, że przedstawienie było czystą fikcją. Pretekstem do powołania komisji miało być naruszenie przez likwidatora prawa w trakcie likwidacji WSI oraz dokonanie rzekomych szkód wyrządzonych polskiemu wywiadowi i kontrwywiadowi wojskowemu w związku z opublikowaniem raportu o rozwiązaniu WSI.
Tuskowi od początku nie chodziło o WSI. Głównym celem ataku Tuska na Macierewicza jest osłabienie PiS i zarazem lidera partii, wszak Macierewicz niedawno został pasowany na jedną głównych jej postaci. Próba uwikłania Macierewicza w karygodne przedsięwzięcia podczas weryfikacji i likwidacji WSI, ma odebrać wiarygodność jego dokonań jako szefa parlamentarnego zespołu badającego okoliczności katastrofy smoleńskiej.
Właśnie ten obszar aktywności Macierewicza jest bolesną drzazgą w oku Donalda Tuska. Niemal wszyscy spodziewali się, że jest tylko kwestią czasu, kiedy Tusk da sygnał do powołania komisji sejmowej. A tu nagły zwrot. Premier oznajmia, że komisji nie będzie. Jednakże w świetle nowych faktów, taka decyzja premiera jest zrozumiała. Tusk miał trafne obawy, że wiedza Macierewicza o WSI jest tak duża i dogłębna, że sejmowi amatorzy polegną w starciu z takim fighterem.
A nawet gdyby dzięki komisji udało się nadkruszyć pozycję i prestiż Macierewicza, to i tak korzyść dla PO byłaby z tego niewielka. Zarówno posiedzenia komisji jak i jej raport końcowy, opinia publiczna odczytywałaby jako działania czysto polityczne. Sterowane i zmanipulowane. Tym samym, nie mające żadnego znaczenia merytorycznego. Dalekie od stanu faktycznego. Stąd pomysł Tuska: - Opinii publicznej należy podać przekaz: - Umywamy ręce od sprawy. Na jej dalszy bieg politycy nie mają żadnego wpływu. ABW kieruje się wyłącznie wymogami prawa. Podobnie prokuratura i sąd. Jeśli one uznają, że Antoniego Macierewicza należy ścigać i karać, to widać na to w pełni zasłużył. I nikt nie będzie mógł sięgać do argumentu, że został ukarany z powodów politycznych.
Tak to sobie sprytnie obmyślił Tusk. Oficjalnie, tego możemy być pewni, będzie jednak zażegnywał się, że o kolejnych krokach i decyzjach ABW, sądu i prokuratury wobec Antoniego Macierewicza, podobnie jak każdy przeciętny obywatel, dowiaduje się z mediów. Na pytanie, jak to możliwe, że ABW właśnie teraz, a więc dopiero po siedmiu latach zorientowała się, że Antoni Macierewicz w raporcie o likwidacji WSI ujawnił jej agentów, premier pewnie odpowie: - Popatrz pan, jak ten czas szybko leci.

Jerzy Jachowicz



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła