Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!
Edycja I
Edycja II

Jak pomnażać pieniądze? Konto, lokata czy skarpeta?

opublikowano: 8 czerwca 2015
Jak pomnażać pieniądze? Konto, lokata czy skarpeta?

Dlaczego lepiej trzymać pieniądze w banku niż w domu? Korzystniej na koncie czy na lokacie i czym różni się konto osobiste (ROR) od konta oszczędnościowego i lokaty? Co zrobić, żeby nie trzeba było z każdą sprawą przychodzić do oddziału banku? Co daje bankowość internetowa i jak bezpiecznie z niej korzystać?

W Polsce wciąż jest wiele osób, które wolą trzymać pieniądze w domu, niż złożyć je w banku. Według danych Narodowego Banku Polskiego w 2012 r. 82 proc. Polaków dostawało swe pensje przelewem na konto bankowe, 12 proc. — wciąż w gotówce (do ręki od pracodawcy lub w kasie firmy czy instytucji), a 6 proc. prowadziło własną działalność gospodarczą lub rolniczą (wiele osób z tej ostatniej grupy otrzymuje swe dochody w sposób bezgotówkowy). Wśród tych, którzy mają konto w banku, udział osób, które dostawały wynagrodzenia na rachunek bankowy, był wyraźnie wyższy, sięgając 87 proc. W przypadku emerytur i rent z ZUS w 2012 r. w gotówce otrzymywało je 39,45 proc. pobierających te świadczenia osób (w 2014 r. ten odsetek zmniejszył się do niecałych 34 proc.), a z KRUS — aż 56 proc.

Warto w tym miejscu zacytować jeszcze inne opracowanie, z października 2013 r., pt. „Postawy Polaków wobec oszczędzania” autorstwa Fundacji Kronenberga przy Banku Handlowym. W owym raporcie przytoczono wyniki badania na ten temat przeprowadzonego na reprezentatywnej grupie tysiąca osób przez TNS Polska. 34 proc. badanych zadeklarowało, że udaje im się coś zaoszczędzić „od czasu do czasu”, 10 proc. — że oszczędza regularnie (odkładając w każdym miesiącu pewną sumę), ale aż 11 proc. przyznało, że swe nadwyżki finansowe czy oszczędności trzyma w domu. 17 proc. przechowywało je na koncie osobistym/ROR, 8 proc. na lokacie terminowej, 7 proc. na koncie oszczędnościowym, po 2 proc. inwestowało je w nieruchomości i ziemię oraz fundusze inwestycyjne, a 1 proc. na giełdzie, kupując akcje firm. Która z tych metod jest najlepsza, a jednocześnie najbardziej bezpieczna?

Zacznijmy od przechowywania pieniędzy w domu. Po pierwsze, nie jest to sposób bezpieczny, bo tak trzymane oszczędności łatwo stracić — np. w wyniku kradzieży lub pożaru. Ani najbardziej wyszukane alarmy, ani korzystanie z usług firmy ochroniarskiej (monitoring) nie eliminują ryzyka włamania, nie wspominając już o tym, że takie zabezpieczenie domu czy mieszkania oznacza dodatkowe koszty. Trzymanie oszczędności w domu to również narażanie samego siebie na duże niebezpieczeństwo (jeśli rabusie wejdą podczas naszej obecności), bo — według informacji policji — tylko niewielka część złodziei decyduje się na włamanie bez wcześniejszego „rozpoznania”, obserwacji, tzn. nie mając żadnej wiedzy o tym, co mogą w naszym domu albo mieszkaniu znaleźć. Innymi słowy włamują się więc na ogół tam, gdzie ich zdaniem można liczyć na duży łup, gdzie ktoś trzyma oszczędności, większą ilość biżuterii, złota czy kolekcję dzieł sztuki.

 

BEZPIECZNIEJ W BANKU

Równie ważne jest to, że jeśli przechowujemy swe oszczędności w domu, to tracą one na wartości z powodu inflacji, czyli rosnących cen. Wprawdzie w Polsce obecnie mamy do czynienia ze spadkiem cen (czyli deflacją), ale to zjawisko tymczasowe, przejściowe. Dla niemal wszystkich krajów typowe jest to, że ceny nieustająco rosną. By się o tym przekonać, nie trzeba śledzić wskaźnika inflacji. Wystarczy przypomnieć sobie czy sprawdzić, ile kosztowały kupowane przez nas towary dziesięć lat temu, a ile kosztują dziś. Według danych GUS ceny w Polsce wzrosły w latach 1998—2014 o 71 proc., a bywały w tym okresie lata, że ten wzrost przekraczał 5, nawet 7 proc. rocznie. Jeszcze w 2012 r. inflacja sięgnęła u nas 3,7 proc., a w 2011 r. — 4,3 proc.

Z tych powodów zdecydowanie lepiej trzymać pieniądze w banku. Będą one tam bezpieczne. W krajach rozwiniętych, w tym w Polsce, bankowość to jeden z najbardziej nadzorowanych i regulowanych przez państwo sektorów gospodarki. Każdy bank w Polsce musi mieć licencję (zezwolenie) na działalność bankową wydawaną przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF). Gdy ją otrzyma, zaczyna podlegać rygorystycznym przepisom oraz ścisłemu nadzorowi polegającemu m.in. na regularnych kontrolach ze strony KNF i mającemu na celu zapewnienie jak największego bezpieczeństwa pieniądzom, które trzymamy w bankach. Ale środki ulokowane w bankach nie tylko dlatego są bezpieczne. Nie przepadną nawet w sytuacji, gdyby nasz bank ogłosił upadłość (w krajach rozwiniętych, takich jak Polska, zdarza się to bardzo rzadko), bo objęte są gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG działającego na mocy ustawy z 14 grudnia 1994 r.). Jeśli któryś z działających w Polsce banków upadnie, BFG jest zobowiązany zwrócić jego klientom zdeponowane środki nie później niż w ciągu 20 dni roboczych od dnia spełnienia warunku gwarancji, tj. od dnia zawieszenia działalności banku i ustanowienia zarządu komisarycznego oraz złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

Za zgodą KNF termin może zostać przedłużony o maksymalnie 10 dni roboczych. BFG zwraca całość środków, jeśli nie przekraczają one równowartości 100 tys. euro. Gdy konto należy do więcej niż jednej osoby, np. do małżeństwa, wtedy każdy z jego współposiadaczy otrzymuje do równowartości 100 tys. euro. Bankowy Fundusz Gwarancyjny zobowiązuje do tego wyżej wymieniona ustawa. Działalność BFG, w tym wypłacanie gwarantowanych środków, jest finansowana z wpłat dokonywanych na jego rzecz przez banki.

Zadaniem BFG jest także pomoc w zapobieganiu bankructwom banków. Fundusz może robić to, np. udzielając zwrotnej pomocy finansowej bankom zagrożonym niewypłacalnością czy wspierając je w łączeniu się z innymi, silnymi i „zdrowymi” bankami.

 

KONTO CZY LOKATA?

Pieniądze, które wydajemy na bieżąco, najlepiej trzymać na koncie osobistym, czyli na rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym, tzw. ROR. Do takiego konta dostajemy kartę debetową, która służy do wypłacania gotówki w bankomatach oraz do płacenia za różnego rodzaju zakupy, usługi. Środki z ROR można wypłacać bez żadnych opłat i ograniczeń. Trzeba przy tym wiedzieć, że tego rodzaju konta na ogół nie są oprocentowane (to znaczy, że bank nie nalicza nam odsetek od zgromadzonych tam środków, nie daje nam na nich zarobić). A te, które są, mają zwykle bardzo niskie oprocentowanie (w jednym z działających w Polsce banków to 0,4 proc. dla kwot do 3 tys. zł, 1,2 proc. — od 3 do 10 tys. zł i 1,5 proc. — powyżej 10 tys. zł).

Jeśli nie wydajemy wszystkiego na bieżąco, mamy oszczędności, wskazane jest, żebyśmy je — wraz z wszelkimi kolejnymi nadwyżkami finansowymi — umieszczali na koncie oszczędnościowym lub lokacie bankowej. Takie konto, taka lokata są zawsze oprocentowane, a to oprocentowanie jest zwykle wyższe niż wskaźnik inflacji, dzięki czemu możemy nie tylko zapobiec utracie wartości naszych pieniędzy przez wzrost cen, lecz również je pomnażać. To drugi najpoważniejszy atut trzymania naszych środków w bankach. Obecnie oprocentowanie kont oszczędnościowych w Polsce — przy aktualnej ujemnej inflacji w naszym kraju — w niektórych bankach sięga 3 proc.

Zaletą kont oszczędnościowych jest to, że możemy z nich wypłacać pieniądze czy np. przelewać je na konto osobiste wtedy, kiedy chcemy (jednak bank z reguły od drugiej i kolejnych wypłat pobiera prowizję — na ogół to kilka złotych od jednej wypłaty). Inaczej jest w przypadku lokat bankowych, z których pieniądze możemy wycofać dopiero po ustalonym z bankiem terminie. I tak np. jeśli lokata jest roczna, to pieniądze możemy wypłacić z niej — wraz z należnymi odsetkami — dopiero po roku od jej założenia. Jeśli chcielibyśmy pieniądze z lokaty wypłacić wcześniej, wówczas tracimy prawo do odsetek. Z drugiej strony oprocentowanie lokat jest przeważnie wyższe niż kont oszczędnościowych — obecnie sięga ono w naszym kraju 2—3 proc. To oznacza, że w przypadku rocznej lokaty w wysokości 10 tys. zł otrzymamy od banku z tytułu odsetek 200—300 zł minus 19 proc. podatku od dochodów kapitałowych.

 

KONTO W INTERNECIE

Warto też uwzględnić to, że jeśli trzymamy pieniądze w banku, już nie musimy — tak jak kiedyś — z każdą związaną z tym sprawą wybierać się do bankowego oddziału i stać w kolejce przed okienkiem. Wprawdzie wiele banków wydłużyło lub przesunęło w ostatnich latach godziny otwarcia swych oddziałów w taki sposób, żebyśmy nie musieli do nich przychodzić w godzinach naszej pracy (są one czynne np. do godz. 19.00), ale nie znaczy to, że dzięki temu unikniemy tam stania w kolejce.

Pewną alternatywą są powstające już w naszym kraju, w centrach handlowych, tzw. oddziały samoobsługowe, w których siadamy przed komputerowym kokpitem i łączymy się telefonicznie z pracownikiem banku (widzimy go na ekranie), który zdalnie pomaga nam wykonać zamierzone przez nas operacje. Albo też sami, bez jego pomocy, załatwiamy wszystko, czego potrzebujemy. Można w ten sposób założyć konto, sprawdzić stan naszego rachunku, zrobić przelew, wydrukować wyciąg z konta, złożyć wniosek o kredyt, aktywować kartę płatniczą czy wpłacić lub wypłacić pieniądze.

Dużym atutem takich placówek, których zapewne będzie coraz więcej, jest to, że można z nich skorzystać przez siedem dni w tygodniu i niejednokrotnie przez 24 godziny na dobę. Oddziały samoobsługowe to na razie rzadkość. Są jednak, na szczęście, także inne rozpowszechnione u nas możliwości załatwienia spraw związanych z bankiem bez konieczności wizyty w oddziale.

Wiele banków w Polsce ma specjalne telefoniczne, często czynne siedem dni w tygodniu, infolinie, za których pomocą możemy bezpiecznie (m.in. dzięki specjalnym kodom weryfikacyjnym znanym tylko właścicielowi konta) zarządzać naszym rachunkiem bankowym czy lokatą. Jeszcze wygodniejsza jest bankowość internetowa i bankowość mobilna, która umożliwia dostęp do naszego rachunku czy lokaty przez Internet. Wchodząc na nasze konto, możemy skorzystać z niemal wszystkich usług, jakie oferuje nam bank. Przy użyciu tego narzędzia możemy zrobić przelew, opłacić rachunki, zapłacić za zakupy w sklepie internetowym, spłacić kartę kredytową, zmienić limit dziennych wypłat na naszej karcie debetowej itd. W dobie wyposażonych w łącza internetowe smartfonów i tabletów oznacza to, że możemy wykonywać na naszym koncie różne operacje niemal w dowolnym miejscu.

Oczywiście są takie sytuacje, w których przypadku nie da się uniknąć wizyty w banku. Ale to zdarza się rzadko. Tak dzieje się np. wtedy, kiedy chcemy zaciągnąć kredyt na zakup domu lub mieszkania.

 

ZASADY BEZPIECZEŃSTWA

Z drugiej strony trzeba jednak wiedzieć, że bankowość elektroniczna oprócz korzyści (głównie wygoda i oszczędność czasu i bardzo często bezpłatne przelewy) niesie z sobą pewne potencjalne zagrożenia. Korzystając z bankowego konta w Internecie, musimy uwzględnić fakt, że istnieją oszuści, który próbują wyłudzać dane od klientów banków. Takie dane, które pozwolą im wejść na konto i sprawdzić np. saldo rachunków bankowych (do nowych przelewów potrzebne są dodatkowe hasła jednorazowe z karty zdrapki, tokena lub smsa). Chodzi m.in. o nasze hasła i loginy do konta. Ten proceder nazywa się phishingiem. Przestępcy wykorzystują do tego dość prymitywne, łatwe do zdemaskowania sztuczki, ale mimo wszystko dobrze o nich co nieco wiedzieć. Jedna z najczęstszych to wysyłanie mejli do klientów danego banku, z jego logo i komunikatem zalecającym wejście na stronę banku. W mejlu znajduje się link do strony internetowej banku, ale w tym przypadku to strona fałszywa, podszywająca się pod witrynę banku. Służąca tylko do wyłudzenia naszych haseł i loginu do konta. Takie majle należy ignorować, od razu kasować, nie klikać w zamieszczone w nich linki, nie przesyłać w odpowiedzi na nie żadnych naszych danych. Banki i instytucje finansowe nigdy nie wysyłają mejli do klientów z prośbą o ujawnienie (wpisanie w formularzu) jakichkolwiek danych (loginu, hasła, numeru karty). Stosują bezpieczny protokół https, gdy konieczne jest zalogowanie się do systemu. Jeśli więc strona z logowaniem, do której dany mejl nas przekierowuje, nie zawiera w swoim adresie protokołu https, nie powinniśmy na nią wchodzić.

Oprócz tego powinniśmy wymyślać sobie takie hasła i loginy do konta internetowego, by ktoś postronny nie mógł zbyt łatwo ich odgadnąć. Hasła uczymy się na pamięć i nigdzie go nie zapisujemy. Komputer i smartfon mają mieć zainstalowany program antywirusowy, zaporę sieciową (chroniąca przed hakerami) i regularnie uaktualniane oprogramowanie. Nie instalujemy nieznanych aplikacji i oprogramowań.

Hasła do bankowości internetowej i mobilnej zmieniamy przynajmniej raz na rok. Przeglądarki internetowe i systemy bankowości internetowej blokują zapamiętywanie haseł i loginów przez przeglądarki internetowe. Mimo wymienionych zagrożeń bezsprzeczne jest to, że przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa nasze pieniądze są znacznie bardziej bezpieczne w banku niż w domu.

Jacek Krzemiński

 

PROJEKT REALIZOWANY ZE ŚRODKÓW NARODOWEGO BANKU POLSKIEGO W RAMACH PROGRAMU EDUKACJI EKONOMICZNEJ.


Chcielibyśmy poznać Państwa opinie na temat artykułu o lokowaniu oszczędności. Zachęcamy do wypełnienia ankiety oraz do udziału w konkursie.

Warunkiem uczestnictwa w konkursie będzie wypełnienie ankiety oraz przesłanie odpowiedzi na pytanie konkursowe. Najciekawsze propozycje zostaną nagrodzone.

 
 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła