Janecki: Bajki o świetnym wizerunku Polski

opublikowano: 15 stycznia 2016
Janecki: Bajki o świetnym wizerunku Polski
Fot. YouTube

Poprzednie polskie władze pozwalały sobie bezkarnie wchodzić na głowę i ogrywać się jak dzieci, byle usłyszeć komplementy.

Bajki o świetnym wizerunku sprawiały, że poprzednie polskie władze pozwalały sobie bezkarnie wchodzić na głowę i ogrywać się jak dzieci, byle usłyszeć jakieś zdawkowe komplementy.

Polska 26 lat pracowała na świetny wizerunek oraz bardzo dobrą opinię w świecie i takowych się dorobiła, ale przyszli barbarzyńcy z PiS i w kilka tygodni to wszystko zmarnowali i zniweczyli – łkają i zawodzą politycy PO, Nowoczesnej i PSL oraz liczni dziennikarze i komentatorzy. To jeden z najbardziej załganych, szkodliwych i głupich mitów na temat III RP. I łatwo mu zaprzeczyć, szczególnie odwołując się do czasów rządów PO. Poczynając od szkolnych podręczników poprzez poważne media po stacje telewizyjne i tabloidy Polska wciąż jest pokazywana jako kraj biedny (najczęściej ilustrują to furmanki sunące po polnych drogach), gdzie ludzie marnie żyją i na tyle słabo zarabiają, iż kto może emigruje bądź wyjeżdża do pracy za granicą. W Polsce można marnie płacić i traktować pracownika jak niewolnika (np. w centrach logistycznych, choćby Amazona), bo na Zachodzie rozpowszechniony jest wizerunek Polaka nadającego się (po przyuczeniu) tylko do prostych prac, zaś dyplom polskiej uczelni kompletnie nic nie znaczy. Taki wizerunek absolutnie dominuje na Zachodzie, wystarczy pooglądać telewizję w różnych krajach, szczególnie lokalną i wtedy, gdy Polacy coś „wywiną” na terenie jej nadawania. Wystarczy też poczytać gazety, szczególnie lokalne czy porozmawiać z przeciętnymi ludźmi.

Marnego wizerunku Polski i Polaków nie zmieniają materiały promocyjne różnych polskich instytucji zamieszczane w zachodnich mediach, a w Polsce przedstawiane jako materiały redakcyjne. W nich, owszem, Polska wygląda dobrze, tyle że jest to traktowane jako opłacone materiały reklamowe, najczęściej pomijane podczas oglądania i czytania. Bardzo rzadko zdarzają się w zachodnich mediach reportaże czy materiały o Polsce nowoczesnej i dobrze wyglądającej. A już przeciętni ludzie, nawet w sąsiadujących z nami Niemczech wciąż mają o Polsce wyobrażenie jako o gorszej wersji NRD. Za świetny wizerunek i dobrą opinię uchodzą grzecznościowe wypowiedzi turystów czy specjalnych gości nagabywanych przez polskich dziennikarzy czy polityków. Nie mają one żadnej realnej wartości, a najlepiej przekonała się o tym była premier Ewa Kopacz, w towarzystwie Michała Kamińskiego nagabująca kanadyjskich turystów na Dworcu Centralnym w Warszawie. To jest zresztą wyraz absolutnych kompleksów i poczucia niższości, że każdego cudzoziemca naciska się u nas, by coś zdawkowego powiedział, więc z grzeczności mówi, ale nie sposób traktować tego serio i miarodajnie. I ten kompleks niższości jest przez obcokrajowców natychmiast zauważany, bo w swoich krajach nie znają oni zwyczaju nagabywania cudzoziemców o jakieś tanie pochlebstwa. Te grzecznościowe opinie nijak się zatem mają do rzeczywistego wizerunku Polski i Polaków.

Gdyby Polska w ostatnich 26 latach, a szczególnie za rządów PO wypracowała sobie świetny wizerunek i równie świetną opinię, zachodni politycy i media szanowaliby polską wrażliwość i polskie poczucie godności oraz dumy. Tymczasem nic takiego się nie dzieje i Polacy są np. obiektem prymitywnych żartów czy bohaterami najbardziej prostackich stereotypów. A najwięcej mówi o prawdziwym wizerunku Polski i szanowaniu Polaków, szczególnie za rządów PO, łatwość, z jaką wciąż obarcza się nas odpowiedzialnością za niepopełnione winy, w tym te najstraszniejsze, bo dotyczące zagłady Żydów. Oto w maju 2012 r., przyznając pośmiertnie Medal Wolności Janowi Karskiemu, prezydent USA Barack Obama mówił o „polskich obozach śmierci”. Polacy się oburzyli, zaczęli ostro protestować i Obama przepraszał, twierdząc, że doszło do pomyłki. Ale te jego słowa pokazały, jak się myśli o Polsce, nie tylko w kontekście II wojny światowej, szczególnie w zachodnich elitach. Jak płytkie były przeprosiny Obamy przekonaliśmy się w kwietniu 2015 r., gdy szef FBI James Comey bez najmniejszych zahamowań mówił o współudziale Polaków w Holokauście. Mimo protestów Polaków, wciąż w zachodnich mediach i wypowiedziach pojawiają się „polskie obozy zagłady (koncentracyjne)”. A w listopadzie 2015 r. Norweska Rada Etyki Mediów uznała, iż określenie „polski obóz koncentracyjny” nie narusza zasad i etyki dziennikarskiej. Termin „polskie obozy koncentracyjne” pojawiał się w „The New York Times”, w „The Guardian”, w niemieckich gazetach „Bild”, „Die Welt”, „Süddeutsche Zeitung”, „Der Tagesspigel”, „Die Zeit”, „Der Spiegel”, „Stern”, „Focus”, we włoskich „Corriere della Sera”, „La Stampa”, „L’Unitá”, „La Repubblica”, w stacjach ABC News i CBS News. Termin ten najczęściej pojawiał się Niemczech, USA, Hiszpanii, Austrii, Kanadzie, Włoszech, Francji. W wielu zachodnich mediach używano też terminów „Nazi Poland” i „polskie getta”. Gdyby Polska miała świetny wizerunek, żaden polityk, działacz społeczny, redaktor czy historyk nie śmiałby użyć takich określeń, bo zwracałby uwagę, jak na to zareagują Polacy i że to ich stygmatyzuje. Jeśli na Zachodzie trzeba z wielkim trudem wymuszać przeprosiny i sprostowania, znaczy to, że Polakami i Polską oraz ich uczuciami nikt się specjalnie nie przejmuje.

Gdyby Polska miała w ostatnim ćwierćwieczu świetny wizerunek, za rządów Donalda Tuska, Ewy Kopacz i Bronisława Komorowskiego nie byłaby traktowana jak wielki niemowa. Oczywiście Radosław Sikorski będzie twierdził, że było odwrotnie, bo w krytycznym dla Ukrainy momencie brał udział w rozmowach z Wiktorem Janukowyczem i ówczesną opozycją. Ale przecież te rozmowy miały inny skutek od zamierzonego, a udział Sikorskiego wynikał z tego, że Niemcy i Francuzi chcieli mieć przyzwoitkę dającą im alibi. Także Donald Tusk i Jerzy Buzek powiedzą pewnie, że dzięki świetnemu wizerunkowi Polski jeden został szefem Rady Europejskiej, a drugi był przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Tyle tylko, że choćby z perspektywy szefowania europarlamentowi przez Niemca Martina Schulza widać, jak formalna i w sumie dekoracyjna była krótka kadencja Buzka. A po urzędowaniu Donalda Tuska jeszcze wyraźniej widać, jak mało ma on do gadania w Brukseli. I widać, jak wiele polskich interesów poświęcił on jako premier, by tę wysoko opłacaną fuchę dostać. A w praktyce świetny wizerunek i pozycja Polski polegały na tym, że mało kto pytał przedstawicieli naszego kraju o zdanie, skoro nie różniło się ono od niemieckiego. Świetny wizerunek po prostu polegał na tym, że polskie władze były grzeczne i potulne, ale kompletnie nie broniły polskich interesów. O wiele bardziej wolałbym, i pewnie nie tylko ja, żeby wizerunek nie był tak nominalnie świetny, tylko, żeby wszyscy się z Polską liczyli i traktowali ją jak bardzo ważnego gracza i bardzo trudnego negocjatora, a nie jak miłego statystę czy wręcz słup.

Tylko przytoczone powyżej przykłady (a można by je mnożyć) pokazują, że opowieści o świetnym wizerunku Polski i równie świetnej opinii o niej w 26-leciu, a szczególnie w ostatnich ośmiu latach, to po prostu bajki z mchu i paproci. A nawet gorzej, bo te bajki demobilizowały i sprawiały, że poprzednie polskie władze pozwalały sobie bezkarnie wchodzić na głowę, pozwalały się ogrywać jak dzieci i przegrywać ważne dla Polski sprawy, byle tylko usłyszeć jakieś zdawkowe i grzecznościowe komplementy. Akurat to w ogóle nie świadczy o świetnym wizerunku i świetnej opinii, lecz o głupocie i naiwności.

 

Stanisław Janecki

 


Felieton Stanisława Janeckiego został opublikowany na portalu wPolityce.pl



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła