Janecki: Jesteśmy świadkami jakiegoś „odlotu”

opublikowano: 18 sierpnia 2015
Janecki: Jesteśmy świadkami jakiegoś „odlotu”
Fot. PAP/Radek Pietruszka

"Kopacz kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo stanowisko premiera ją przerasta."

Odpowiednicy Ewy Kopacz z zagranicy muszą się czuć co najmniej dziwnie prowadząc z nią rozmowy i właściwie nic nie rozumiejąc z tego, co słyszą.

Wydawało mi się to niemożliwe, a jednak taka musi być prawda. Choć jest to wyjątkowo ekscentryczne. Otóż jest właściwie pewne, że Ewa Kopacz kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo stanowisko premiera ją przerasta. Wie to oczywiście wielu ważnych ludzi w Platformie Obywatelskiej, z Grzegorzem Schetyną na czele. Wiedzą o tym także niektórzy doradcy. No, może z wyjątkiem Cezarego Tomczyka, ale on nie zdaje sobie sprawy nawet z tego, jak bardzo funkcja rzecznika rządu go przerasta. Wie na pewno sekretarz stanu w KPRM Michał Kamiński, ale on akurat jest od tego, żeby upewniać Ewę Kopacz, iż jest ona na swoim miejscu. Tym bardziej upewniać, im bardziej rzeczywisty stan temu przeczy. Efekt jest taki, że Ewa Kopacz przykrawa funkcję szefa rządu dużego i ważnego europejskiego państwa do swoich wyobrażeń o niej i do wiary w siebie.

Następczyni Donalda Tuska wydaje się, że powinna robić różne dziwne rzeczy, bo to się mieści w puli zachowań premiera, a nawet jest kanonem takich zachowań. W konfrontacji z rzeczywistością wychodzi cała umowność, teatralność i ograniczenia tej koncepcji. Stąd zagubienie podczas ważnych uroczystości, np. w czasie wizyty u kanclerz Merkel w Berlinie czy 15 sierpnia w Warszawie, w czasie święta Wojska Polskiego. I stąd to zagubienie ma egzystencjalny, a poniekąd tragiczny rys. Stąd bardzo specyficzny sposób rozmawiania z rodakami w pociągu, na peronie, nad kotletem bądź w osiedlowym sklepie. Stąd zafiksowanie na ciąganiu po Polsce Rady Ministrów, razem z meblami i innym wyposażeniem. Stąd szczere poczucie krzywdy, że ona tak bardzo się stara, a ktoś to wyśmiewa bądź krytykuje. Ewa Kopacz rzeczywiście ma łzy w oczach i głos jej się łamie, gdy mówi o niewdzięczności tych, którzy jej sposobu sprawowania funkcji premiera oraz jej peregrynacji po Polsce nie akceptują.

Zdziwienie Ewy Kopacz reakcjami na jej praktykę bycia premierem wydaje się szczere, a jej zatroskanie autentyczne. Każdy jako dziecko przeżył taki moment, gdy nie rozumiał różnych poczynań dorosłych i stawał z szeroko otwartymi oczami, bliski płaczu, bo czuł, że dzieje się coś, czego nie rozumie i co odbiera jako krzywdę bądź zagrożenie. Tak właśnie zachowuje się Ewa Kopacz i nawet jej reakcje są podobne, choć dzieckiem od dawna nie jest. Dorośli są w takiej sytuacji zakłopotani, bo nie wiedzą, co zrobić, żeby nie pogłębić przestrachu i poczucia krzywdy, żeby im dziecko nie wybuchło spazmatycznym szlochem. Byłoby to nawet na swój sposób urocze, gdyby nie jedno małe „ale”. Nie mamy do czynienia z przedszkolem czy dramatami cztero-, sześcio-, a nawet dwunastolatków, lecz z rządzeniem i najważniejszą w państwie funkcją, jeśli chodzi o praktyczną realizację władzy wykonawczej. Owszem, byłby to wdzięczny temat do przejmujących małych dramatów w rodzaju świetnych filmów „dziecięcych” Janusza Nasfetera, takich jak „Kolorowe pończochy”, „Abel, twój brat”, „Motyle” czy „Ten okrutny, nikczemny chłopak”, ale przecież nie o to chodzi.

Stanisław Janecki

Cały felieton na portalu wPolityce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła