Kto nie chce Ukrainy?

opublikowano: 3 grudnia 2013
Kto nie chce Ukrainy? lupa lupa
sxc.hu

Ukraina chce do Europy, tyle tylko, że sama Unia Europejska nie bardzo chce tej obecnej Ukrainy, albo co najmniej nie zdecydowała się jeszcze czy warto się narażać. Bardziej też martwi się o swoje własne interesy i biznesy. Ukraińcy mają marzenia i aspiracje, chcą wolności, porządnego państwa bez korupcji i lepszego poziomu życia - to normalne i godne wsparcie.

Niemcy i kanclerz A. Merkel chcieli głównie uwolnienia byłej premier J. Tymoszenko. Francja ma dziś największy problem z własną recesją, podwyżkami VAT-u i lecącym na łeb na szyję poparciem prezydenta F.Hollanda. Nikt nie chciał dać żadnych poważnych gwarancji i obietnic, a tym bardziej wymiernych pieniędzy. Propozycję kilkuset milionów euro strona ukraińska potraktowała jak obrazę. Dobrze, że premier J. Kaczyński wykazał się refleksem i instynktem politycznym w przeciwieństwie do małych chłopców, którzy bawią się klockami w Płocku. Warto było dodać otuchy Ukraińcom na Majdanie. Relacje dobro-sąsieckie są bardzo istotne nie tylko na zachodnich rubieżach, choć w naszych polsko-ukraińskich relacjach dwustronnych mamy jeszcze wiele do zrobienia.
Ukraina ma przed sobą gigantyczne problemy gospodarcze to państwo stoi dziś na krawędzi bankructwa, trzeci w kolejności kraj na świecie o największym zagrożeniu bankructwem po Argentynie i Wenezueli. Topnieją rezerwy walutowe, które spadły znacznie poniżej 20mld dol., ma wielką dziurę w budżecie i strukturalny deficyt, niskie, głodowe płace i emerytury, biedę i wielkich oligarchów, którzy podzielili majątek narodowy między siebie i sami jeszcze nie zdecydowali, w którą stronę mają się zwrócić. Podobnie jak Polska Ukraina jest w wielkim stopniu uzależniona od rosyjskiego gazu i ropy, a pierwsze co zaproponował Ukrainie MFW to podwyżki cen gazu dla ludności i przemysłu. UE nie tylko nie mówi w sprawie Ukrainy stanowczym głosem, ale nawet jednym głosem, nie ma żadnej wspólnej precyzyjnej koncepcji przyciągnięcia Ukrainy do rodziny wolnych narodów. Unia sama ma gigantyczne problemy strukturalne, instytucjonalne i finansowe, 5-letnia operacja wychodzenia z kryzysu i tzw. ratowania krajów południa strefy euro kompletnie nie zdaje egzaminu. Rośnie zadłużenie, recesja i bezrobocie, 240 mld euro pomocy tylko dla Grecji, a właściwie dla niemieckich, francuskich, włoskich czy brytyjskich banków niczego nie załatwiły, podobnie jak 2 bln euro pomocy dla europejskich banków. Gdyby tylko 10 proc. z tej kwoty trafiło na Ukrainę sytuacja byłaby dziś zupełnie inna, ale to oznaczałoby dla wielu europejskich banków i koncernów narażenie się Rosji i wstrzymanie wielu lukratywnych biznesów, a być może i poważne problemy w funkcjonowaniu Nord Streamu. Sami chcielibyśmy pomagać tyle tylko, że sami mamy coraz większe problemy, które przykrywamy totalną propagandą sukcesu.
Sytuacja całej Unii z wyjątkiem Niemiec nie wygląda dziś różowo, narastają kolejne zagrożenia, bańki spekulacyjne, utrzymuje się recesja i olbrzymie bezrobocie, zwłaszcza ludzi młodych. Jeśli UE chce naprawdę pomóc Ukrainie najpierw musi pomóc sobie, chyba że to od początku do końca pozorowana akcja.

Janusz Szewczak



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła