Kulejąca służba zdrowia

opublikowano: 12 marca 2014

Historii grozy z polskiej służby zdrowia życie codzienne przynosi na pęczki. Przypomnijmy sobie tylko kilka z ostatnich tygodni.

Historii grozy z polskiej służby zdrowia życie codzienne przynosi na pęczki. Przypomnijmy sobie tylko kilka z ostatnich tygodni.

Historia numer 1

Kobieta urodziła córkę, bez pomocy lekarza, na wspólnej sali porodowej w szpitalu w Świnoujściu, bo medyk stwierdził, że nie ma czasu. Dziecko nie przeżyło, a sprawą zajęła się prokuratura. Pani Agnieszka była w szóstym miesiącu ciąży. Została przyjęta na oddział, ale nikt jej nie zbadał. Dopiero następnego dnia odesłano ciężarną na oddział ginekologiczny. Tam samodzielnie urodziła na wspólnej sali, jednak dziecko nie przeżyło.

Zobaczyłam w aktach szpitalnych, że urodziłam martwe dziecko. Nie rozumiem. Przecież widziałam, że się rusza

– mówi.

Kobieta twierdzi, że jej matka podczas szukania pomocy usłyszała od personelu medycznego, że jej córka nie jest jedyną pacjentką i musi poczekać na swoją kolej. Pani Agnieszka złożyła skargę w Ministerstwie Zdrowia oraz w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie. Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Historia numer 2

Michał Jezierski z Bydgoszczy, którego stan zdrowia wymaga wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego, musi czekać na operację 3 lata. Zdesperowany zapowiada podjęcie głodówki. Zdiagnozowano u niego uraz kręgosłupa i stawu biodrowego. Konsultacje ortopedyczne okazały się dla niego bezlitosne. Potrzebna jest endoprotezoplastyka biodra. Im szybciej tym lepiej dla pacjenta.

3-letni czas oczekiwania na operację, to nie tylko życie w bólu, którego nie uśmierzają nawet leki

– mówi Michał Jezierski.

Obecnie jestem na zasiłku chorobowym. Potem nie będę w stanie wrócić do pracy, ponieważ cały czas poruszam się o kulach. Zapewne stracę więc zatrudnienie, a co za tym idzie dach nad głową. Tylko dlatego, że muszę czekać na operację trzy lata

– dodaje. Głodówka to akt desperacji.

Nie mam innego wyjścia. Chcę tylko godnej pomocy od służby zdrowia, na którą przez całe życie odprowadzam składki

- mówi pacjent.

Co na to NFZ? Rzecznik kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ przyznaje, iż brakuje specjalistów, a zapotrzebowanie wśród pacjentów na endoprotezoplastykę stale rośnie. "Natomiast my mamy tyle pieniędzy, ile mamy".

Historia numer 3

Stanisław Jarząbski ma 56 lat, mieszka w Suwałkach. Choruje na cukrzycę i ma  problemy z trzustką. Z tego powodu trafił na oddział wewnętrzny i gastroenterologii. W szpitalu miał zawał, pomoc przybyła z bardzo dużym opóźnieniem.

Serce miałem zdrowe. Tak przynajmniej wynikało z kompleksowych badań, które robiłem pół roku wcześniej. Zresztą, nigdy nie odczuwałem żadnych dolegliwości

- opowiada pan Stanisław.

Leżąc w lokalnym szpitalu w Suwałkach nagle bardzo źle się poczuł.

Strasznie bolało mnie w klatce piersiowej. Zacząłem tracić czucie w lewym boku. Około 5. nad ranem nie mogłem już wytrzymać z bólu i poszedłem po pomoc na dyżurkę

- wspomina pacjent.

Mężczyzna opowiada, że pielęgniarka chciała zrobić mu ekg. Okazało się, że badania, mimo dwóch prób, nie udało się przeprowadzić. Dopiero wsparcie ratownika medycznego pozwoliło wykonać ekg. Co wykazało badanie jednak nie wiadomo. Chory wrócił na swoją salę i czekał na przyjście lekarza. Ten przyszedł do niego około 9 rano. "Gdy poskarżyłem się na ból stwierdził, że mam zawał. I dodał, że tak się zdarza."  Bez zbytniego pośpiechu lekarz wezwał karetkę, która przewiozła wijącego się z bólu Jarząbskiego do Ośrodka Kardiologii Inwazyjnej w Augustowie. Tam chory natychmiast trafił na stół operacyjny. W karcie szpitalnej kardiolog Krzysztof Turuk z augustowskiej placówki stwierdził, że pacjent trafił „w szóstej godzinie bólu zawałowego”. Z dokumentów dotyczących zdrowia pacjenta wynika też, że po  zabiegu współczynnik wydolności serca Jarząbskiego wynosi zaledwie 20  procent, podczas gdy u zdrowego człowieka jest dwa, a nawet trzy razy wyższy. Mężczyzna przeżył zawał, ale wydolność jego serca jest teraz trzykrotnie niższa, niż być powinna.

Jestem wrakiem człowieka. Nie mam siły chodzić, każdego dnia przyjmuję garść tabletek. Na dodatek, brakuje mi  pieniędzy, by lekarstwa wykupić. W szpitalu zrujnowali mi życie

- mówi Stanisław Jarząbski i domaga się domaga się ukarania winnych. O sprawie zawiadomił organy ścigania.

Ewa Kopacz, była minister zdrowi mówi, że wie co zrobić, żeby uleczyć polską służbę zdrowia:

Należy zrobić wszystko, żeby Polakom żyło się  lepiej i zdrowiej. I jeżeli jest szansa na to, żeby Polakom w czasie choroby ulżyć, to trzeba to zrobić.

Bezczelność? Kpina z Polaków czy może zwykłe chamstwo? Ciężko to nazwać. A co na to minister zdrowia? Ano nic. Pakuje walizki, bo wybiera się do Parlamentu Europejskiego. W ramach zasług dla kraju i polskiej służby zdrowia.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła