Łysiak we "wSieci": Wielka kłamliwa maszyna

opublikowano: 30 maja 2014
Łysiak we "wSieci": Wielka kłamliwa maszyna

"Stanisław Tarnowski w jednym z artykułów opublikowanych w XIX-wiecznym stańczykowskim „Przeglądzie Polskim” porównał opinię publiczną do upadłej królowej".

W Polsce dniem i nocą działa wielka machina, która nieustannie sączy w uszy i oczy Polaków kłamliwą wersję opowiadania o rzeczywistości

- pisze Tomasz Łysiak w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”.

W swoim eseju Łysiak powołuje się na XIX-wieczne teksty poświęcone dziennikarstwu i ocenia je, odkrywając na nowo w rzeczywistości A.D. 2014.

Stanisław Tarnowski w jednym z artykułów opublikowanych w XIX-wiecznym stańczykowskim „Przeglądzie Polskim” porównał opinię publiczną do upadłej królowej

- czytamy.

Łysiak przekonuje, że warto te słowa odczytać na nowo także dziś:

Słowa Tarnowskiego odnosiły się do rzeczywistości końca wieku XIX, lecz jakże są trafne i jak doskonale opisują stan obecnej europejskiej „monarchii”, w której ponad demokratycznymi zasadami tworzącymi podwaliny europejskiej wspólnoty wyrasta niewidzialna władza Opinii publicznej. W Polsce jest królową, która rządzi wspólnie z Donaldem Tuskiem – cały jego sposób sprawowania władzy jest podporządkowany jednemu celowi: sterować opinią publiczną w taki sposób, aby zapewnić sobie jak najdłuższe utrzymanie władzy. Nawet jeśli na ołtarzu tego „dzieła” spłoną rzeczy najważniejsze – spokojne życie i zdrowie Polaków, nasza suwerenność, godność, honor i niepodległość

- pisze publicysta.

I dodaje, że kolejne odniesienie do dzisiejszego systemu medialnego i opinii publicznej, można wywnioskować z szarej rzeczywistości peerelu.

Wiadomo, że w czasach PRL w telewizji publicznej zatrudniającej tysiące dziennikarzy jedynie ich znikoma liczba zachowała kręgosłup i fundament moralny, który uniemożliwiał własne upodlenie. Większość – niestety – stanowiła wielki organizm serwilistycznie nastawiony do władzy. Tu wcale niepotrzebne były ciągłe wskazówki i upominania wyżej postawionych redaktorów – wszyscy doskonale rozumieli pewien niepisany kod, styl, język, którego się używa, bo jest on akceptowany przez władzę. Podobnie było z dziennikarzami piszącymi do gazet, literatami, operatorami kamer czy reżyserami filmów. Ci ludzie rozumieli doskonale, czego oczekuje od nich „góra”, więc te oczekiwania spełniali, a niektórzy wykazywali się w tej sztuce szczególną wręcz gorliwością i biegłością. I chociaż wieszczy się wszem wobec, że dawne czasy minęły bezpowrotnie, to przecież ten amoralny typ pracownika mediów nadal funkcjonuje

- kończy.

Więcej w tygodniku „wSieci”. Także w formie e-wydania



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła