Mamo, kiedy będziemy Judasza bić?

opublikowano: 6 maja 2019
Mamo, kiedy będziemy Judasza bić?

"Wystarczyło spalić kukłę Judasza w małym podkarpackim miasteczku, by informacja o tym zdarzeniu obiegła świat. (...). Władze Pruchnika mówią, że to była prowokacja, i zapewniają, iż już się nie powtórzy" – pisze Maja Narbutt.

Dziennikarka zwraca uwagę, że rytuał, który wrócił do Pruchnika ma dość długą tradycję.

- 100 lat, 200, nawet 600. Mieszkańcy miasteczka z niezachwianą pewnością podają różniące się o stulecia daty. Twierdzą, że właśnie wtedy po raz pierwszy powieszono na drzewie kukłę Judasza, by potem ciągnąć ją uliczkami, a w końcu, po wymierzeniu 30 uderzeń kijem, podpalić i utopić w rzece. Nie chodzi o kronikarską dokładność, ale o własne wyobrażenia o tym, co znaczy „dawno”. Bo wszyscy w Pruchniku uważają, że w miasteczku zawsze bito Judasza, i dla wielu jest to argument, iż tak ma być nadal, żadne zmiany nie są potrzebne. Ale to nie do końca prawda. Wydawało się przecież, że tradycja zanikła. Od 2009 r. w miasteczku nie organizowano już bicia Judasza, jakby poskutkowały pouczania proboszcza, że Kościołowi te obrzędy się nie podobają, są zbyt brutalne i nietrudno się w nich dopatrzyć antysemityzmu. A i miejscowa władza dawała do zrozumienia, że tego zwyczaju już w Pruchniku nie chce. Żadnych wątpliwości, że może wybuchnąć skandal, nie mogli więc mieć czterej mężczyźni, którzy pod osłoną nocy zawiesili kukłę na latarni. Jak opowiadała mi policjantka z Jarosławia, byli zamaskowani, widać to na nagraniach monitoringu, który przejrzano – pisze Maja Narbutt.

Dziennikarka przytacza opinię mieszkańców miasta, zwracając uwagę na róże postawy – z jednej strony część mieszkańców cieszą się z powrotu tej tradycji i nie widzi w niej nic złego, a z drugiej urzędnicy samorządowi, którzy „gdyby można było cofnąć czas” nie dopuściliby, aby w miasteczku odbyło się w tym roku bicie kukły Judasza. „To, co się stało, przerosło wszystkich” – pisze Narbutt.

Dziennikarka zawraca też uwagę, w jaki sposób i przez kogo zostały nagłośnione tegoroczne wydarzenia z Pruchnika. Zauważa przy tym, że mieszkańcy Pruchnika są zdezorientowani całą sprawą, a w mieście „dominuje poczucie niezasłużonej krzywdy”.

- Można odnieść wrażenie, że mieszkańcy miasteczka czują się jak w oblężonej twierdzy. Zaatakowano ich z powodów, które wydają im się mgliste. Nie rozumieją, że po doświadczeniu Holokaustu z inną już wrażliwością patrzy się na zwyczaje, które kiedyś mogły się wydawać dość niewinne. A po zamieszaniu, jakie wywołała kontrowersyjna ustawa o IPN, Polska znalazła się na cenzurowanym i nie może pozwolić sobie na nic, co zaszkodzi jej wizerunkowi. „To polityka” – słyszę często w Pruchniku, a „polityka” oznacza rzeczy skomplikowane, które dzieją się gdzieś ponad ich głowami.

Więcej na temat ostatnich wydarzeń w Pruchniku w nowym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 6 maja br., także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła