Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!

Niemcy wciąż na debecie

opublikowano: 30 sierpnia 2022
Niemcy wciąż na debecie

Marek Pyza i Marcin Wikło, publicyści „Sieci” w najnowszym numerze tygodnika ujawniają sensacyjne dokumenty z moskiewskiego archiwum

Czy pomysł, by Polska zrzekła się reparacji wojennych od Niemiec to inicjatywa Rosji? Z roszczeń nigdy nie zrezygnowano, a z problemem Polska mierzy się od lat.

Temat reparacji wojennych obecny jest w Polsce ponad pół wieku. Jak pokazują badania prof. Bogdana Musiała, byłego dyrektora Instytutu Strat Wojennych, mógł na dobre rozstrzygnąć się jeszcze w 1953 r., kiedy powstała uchwała Rady Ministrów ZSRS regulująca postępowanie władz PRL w tej kwestii.

– Ten moskiewski dokument dotychczas nie był znany. Mogliśmy się tylko domyślać, że on istnieje. Że padła jakaś propozycja ze strony Sowietów. Dopiero dziś, mając materiał źródłowy, możemy zobaczyć, co proponowali towarzysze z Moskwy – mówi nam prof. Bogdan Musiał […]. Historyk przez lata starał się dotrzeć do źródeł w Rosyjskim Państwowym Archiwum Historii Najnowszej. To stamtąd pochodzi dokument, który publikujemy jako pierwsi. Jego oryginalna treść jest jeszcze ostrzejsza niż polskie tłumaczenie. Czytamy w nim, że Rada Ministrów ZSRS postanawia polecić MSZ, by ten powiadomił rząd PRL, iż Związek Sowiecki od dnia 1 stycznia 1954 r. zrezygnował z pobierania reparacji od Niemiec i od strony polskiej oczekuje tego samego, co ma zostać potwierdzone podpisaniem protokołu. Żadnych negocjacji czy propozycji, polecenie, a w zasadzie, biorąc pod uwagę realia – rozkaz do wykonania. Cała ta konstrukcja umowno-nakazowa była powiązana także z dostawami węgla z PRL do ZSRS […] – piszą publicyści tygodnika „Sieci”.

Wydarzenia tamtego czasu toczyły się w pospiechu. Ostateczna rezygnacja PRL z reparacji od NRD w zamian za przejście na rynkowe ceny za węgiel wysyłany do Związku Radzieckiego, miała być zatwierdzona odpowiednim protokołem. Okazuje się jednak, że dokumentu nie sporządzono.

Powstaje więc pytanie, dlaczego rząd PRL, tak skrupulatnie wykonujący przecież wszelkie polecenia Moskwy, nie dopełnił tej formalności. Być może winien jest pośpiech, o którym już wspominaliśmy. Tadeusz Gede otrzymał podpisane przez premiera Bieruta upoważnienie Rady Ministrów do przeprowadzenia rozmów w Moskwie i podpisania odpowiednich dokumentów dopiero 20 sierpnia 1953 r. […] upoważniony do podpisania protokołu z Sowietami wicepremier Gede swojej misji nie wykonał, a przedstawiciele ZSRS wprowadzili Niemców w błąd, twierdząc, że zrzekają się reparacji po uzgodnieniach z rządem PRL. Dalsze wydarzenia to już tylko propagandowy show, którego nikt nie ośmielił się podważyć. Co więcej, brnięto w nie z uśmiechem na ustach. 25 sierpnia 1953 r. premier Grotewohl w szyfrogramie z Berlina do Warszawy „wyraził podziękowanie dla rządu PRL i narodu polskiego, składając jednocześnie obietnicę, że naród niemiecki wzmocni swoją walkę o pokój i przyjaźń z narodem polskim”. Nikt już nie zamierzał zaprzątać sobie głowy jakimś protokołem – czytamy w tekście Pyzy i Wikło.

Niedługo ukaże się pierwsza część raportu o stratach wojennych, nad którą pracuje przez zespół historyków kierowany przez posła Arkadiusza Mularczyka. Może to stanowić ważny krok w kierunku realnego ubiegania się o odszkodowania wojenne od Niemiec.

Świadomość tego, że reparacje nam się należą i mamy prawo o nie wystąpić, jest powszechna również wśród polityków niemieckich. Choć żaden z nich tego głośno nie powie. Podobnie jak ambasadorowie RFN nie przyznają się, że w niemal każdej rozmowie, którą prowadzą z przedstawicielami polskiego świata polityki, mediów, think tanków, przewija się ten temat. To dyplomaci niemieccy sami o to zagadują, badając, na ile realne jest skierowanie przez nasz rząd oficjalnego żądania wypłaty reparacji. Teraz już będą mieli pewność, że ze sfery dywagacji przechodzimy do sfery konkretów. Jest niestety bardzo prawdopodobne, że polski rząd będzie musiał prowadzić tę batalię na kilku frontach. Poza naturalnymi adwersarzami znad Renu, próbującymi uniknąć wypłaty bilionów (a na pewno setek miliardów) odszkodowania, trzeba się też liczyć z sojusznikami niemieckimi na polskiej scenie politycznej. Partiami tak uwikłanymi w podległość (a niekiedy nawet finansową zależność) wobec zagranicznego ośrodka, że są one skłonne wyprzeć się własnych, nie tak dawnych decyzji – podsumowują publicyści.

Więcej w nowym numerze tygodnika „Sieci”. Artykuły z bieżącego wydania dostępne są online w ramach subskrypcji Sieci Przyjaciół: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/wydanie-biezace.

Zapraszamy też do oglądania audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła