Obóz władzy pozwoli na dużo, ale jedno jest niewybaczalne

opublikowano: 10 grudnia 2013
Obóz władzy pozwoli na dużo, ale jedno jest niewybaczalne lupa lupa
Trzecia rocznica tragedii smoleńskiej, obchody w Warszawie. Jeden z transparentów. Fot. wPolityce.pl

Na początku jedno ważne, konieczne zastrzeżenie: szanuję prawo każdego do posiadania innego niż ja zdania w sprawie przyczyn tragedii smoleńskiej. Zwłaszcza jeśli w szeregu innych spraw publicznych zachowuje się przyzwoicie, działa na rzecz polskiej racji stanu.

To na co chciałbym niniejszym zwrócić uwagę dotyczy nie tyle poszczególnych ludzi co mechanizmów rządzących naszym życiem medialnym i politycznym. Jeśli bowiem spróbujemy poszukać wspólnego mianownika tych grup, także konserwatywnych, które choć bardzo różne, są przez władze i największe media (głównie elektroniczne) akceptowane, dostrzeżemy jedno: zdystansowany stosunek do Smoleńska.
Mamy więc na mapie szeroko pojętego obozu władzy lub przez władzę tolerowanego wszystkich:
- Twardych katolików, na granicy lefebryzmu, którzy jednak w sprawie Smoleńska są raczej z Tuskiem i Millerem niż z rodzinami ofiar i Antonim Macierewiczem
- Ekonomicznych liberałów, którzy ostro atakują Tuska za zdradę ideowych źródeł i łupienie ludności miejscowej podatkami, ale w sprawie tragedii 10 kwietnia zawsze wesprą władzę
- Zbuntowanych publicystów, rwących pęta niewoli w błysku fleszy, docenianych w TVN, którzy co jakiś czas puszczą oko do "sfanatyzowanych" pisowsko-smoleńskich czytelników, ale w finale spuentują jak trzeba - zamach w Smoleńsku to sen wariata, rzecz najmniej prawdopodobna. I mrugną okiem do kapitału III RP: na nas panowie możecie liczyć, my reguły gry rozumiemy
- Byłych radykałów antyunijnych, dziś z pasją przylepiających się do obozu przeciwnego, którzy z cynicznym uśmieszkiem wyszydzą "smoleńskie teorie"
I wielu innych. Zresztą, rozejrzyjcie się Państwo sami. Zobaczycie, że można w Polsce mówić wiele i wiele uchodzi, każdy ma prawo do swojego dziwactwa. Jeden tylko grzech jest niewybaczalny: uparte dopytywanie o to, co działo się na linii Warszawa-Moskwa przed 10 kwietnia, twarde wskazywanie na fałszerstwa oficjalnych raportów dotyczących przebiegu tragedii, zdecydowane domaganie się ukarania odpowiedzialnych za matactwa w smoleńskich śledztwach. Tego jednego nie można, za to wylatuje się z pracy, polityki, biznesu i z wizji.
Ale jak nas uczono - uczciwy dziennikarz idzie w kierunku przeciwnym do pędzącego stada. Troska z jaką obóz rządzący dba o eliminowanie smoleńskich wątków z debaty publicznej daje dużo do myślenia, wskazuje, że cierpliwie poszukujący prawdy to wcale nie tacy wariaci jak ich malują. Bo jeśli ten Smoleńsk już tak wyjaśniony, tak oczywisty, to dlaczego tak bardzo się tego tematu boją?

Michał Karnowski



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła