Okradzeni ze zdobyczy sierpnia

opublikowano: 31 sierpnia 2016
Okradzeni ze zdobyczy sierpnia
wSieci

Czy rozmowa po 22 latach może być aktualna?

Czy rozmowa po 22 latach może być aktualna? Czy może być interesująca? Tyle ten materiał czekał na publikację. Annę Walentynowicz spotkałam w maju 1994 r., w Jachrance. Było to podczas konferencji poświęconej aferze FOZZ – pisze Halina Karp w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”. Odnaleziony po latach wywiad z Anną Walentynowicz, ikoną „Solidarności”, przeprowadzony w 1994 roku, publikujemy w nowym numerze tygodnika.

Anna Walentynowicz, pomimo olbrzymich zasług dla wolnej Polski nie była wówczas postacią pierwszoplanową. Z wielu względów żyła z dala od głównego nurtu politycznego. – Można powiedzieć, że jestem osobą niewygodną i wyciszono mnie. Nigdy dobrowolnie się nie izolowałam. Wałęsa, owszem, zapraszał mnie do Belwederu. Gdybym jednak przystała na jego propozycje, w efekcie nagłośniono by mnie i skompromitowano. Jestem dla wielu niewygodna, za dużo rozumiem. Wałęsa kusił mnie stanowiskiem ministra finansów. Odpowiedziałam, że niedouczony prezydent nie będzie dobierał niedouczonych ministrów. Wiem przecież, gdzie jest moje miejsce. Nie można wystawiać polskiego rządu na pośmiewisko świata. Dlatego Wałęsa nie zaimponował mi ani Belwederem, ani pieniędzmi. Powiedziałam mu zresztą: „Jeżeli masz godność, to zrezygnuj z prezydentury sam, jeśli nie chcesz odejść w niesławie” – mówiła Anna Walentynowicz.

Jak legendarna działaczka oceniała wówczas szanse Lecha Wałęsy na drugą turę? – To będzie zależało od jego mocodawców. To oni zdecydują, czy jest jeszcze potrzebny, czy nie. Czy już spełnił swoją misję. Jeżeli będzie potrzebny, to niezależnie od naszego głosowania zostanie prezydentem – czytamy w tekście.

Anna Walentynowicz nie szczędziła również gorzkich słów „Solidarności”: – Zarejestrowano nowy związek zawodowy pod ukradzionym szyldem po to, aby go splugawić. Do tego potrzebny był Wałęsa. Bo ani Kiszczak, ani nikt inny nie mógł tego zrobić. Jeśli nie potrafisz zniszczyć przeciwnika, stań się jego sojusznikiem. Do tego był potrzebny zaufany agent – mówiła opozycjonistka. I dodawała: - Nie czuję się oszukana, teraz już jestem spokojna, wszystko, co się dzieje, przewidywałam. Jednak ludzie czują się oszukani. Ja zaś czuję się tak, jak może się czuć człowiek okradziony ze zdobyczy Sierpnia. Potrafiliśmy walczyć, dokonywać zmian, ale swoich zdobyczy nie potrafiliśmy utrzymać, gdyż zaufaliśmy tym, którzy przyczepili sobie znaczek „Solidarności” i Matki Bożej. Dziś niektórzy przychodzą do mnie i przepraszają mnie. Przyznają rację. Cóż to jednak dla mnie za satysfakcja, kiedy do tej pory powstało tak dużo zniszczeń?

Pełną treść niezwykłego, odnalezionego po latach wywiadu z gdańską ikoną „Solidarności” publikujemy w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” już 29 sierpnia, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła