Oscypki? Zakażmy masła, bo cholesterol rośnie

opublikowano: 18 stycznia 2014

Nie jestem przeciwnikiem ekologii. Wręcz przeciwnie – szlag mnie trafia, kiedy widzę jak starannie segregowane przeze mnie śmieci są przy wywózce bezceremonialnie wrzucane na jedną ciężarówkę. Z coraz większym przerażeniem obserwuję jednak rzucanie się „zieleni” na mózgi polityków.

Fajnie jest mieć „czystą” energię, więc w całym kraju jak grzyby po deszczu rosną ekologiczne ponoć wiatraki. Problem w tym, że dewastują krajobraz i zatruwają życie ludziom, którzy muszą żyć w sąsiedztwie gigantycznych wiatrołapów. Żeby przynajmniej się kręciły… Nie dysponuję wynikami badań nad aktywnością elektrowni wiatrowych, ale tak jakoś się składa, że za każdym razem, gdy mijam je, jeżdżąc po kraju samochodem – ani drgną. Zupełnie jakby przed chwilą padły ofiarą antyekologicznego Don Kichota.
Tenże budzi się we mnie na wieść, że możemy pożegnać się z oscypkami czy tradycyjną kiełbasą, bo wedle zielonopatów z Brukseli polskie przysmaki są szkodliwe dla zdrowia i trzeba zakazać ich wytwarzania. W takim razie zakażmy też choćby masła, bo cholesterol od niego rośnie, słodyczy – bo psują się od nich zęby, kawy, papierosów, alkoholu pod każdą postacią itp. itd. Czy to nie absurd?
Niestety terror spod znaku eko i fit rozkwita (rzecz jasna na zielono) na coraz to nowych rabatkach. Z sejmowej korespondencji posłów SLD z ministerstwem środowiska dowiaduję się, że zielone będzie wkrótce wszystko.
Zielona gospodarka jest nowym narzędziem realizacji celów zrównoważonego rozwoju, a nie alternatywnym paradygmatem rozwojowym. Tzw. zazielenianie gospodarki rozpatrywane jest w wielu płaszczyznach
– komunikuje Janusz Zaleski, wiceszef resortu i główny konserwator przyrody w jednej osobie.
Droga ku szczęśliwości, czyli - jak to określa Zaleski - „transformacji (zazielenianiu)”, wieść ma poprzez „zielone zamówienia publiczne, zielone miejsca pracy czy ekologiczną reformę podatkową”. Mamy też mieć do czynienia z „zielonym przemysłem”, „zielonym wzrostem”, a także „zieloną nomenklaturą” (czyżby jeszcze jej nie było!?).
Szanowni państwo, tak się rozglądam po sali i stwierdzam, że już jesteśmy na zielonej ścieżce w drodze do zielonej gospodarki. Pracujemy w otoczeniu zielonych ścian, siedząc na zielonych ławach sejmowych. Do pełni szczęścia brakuje nam tylko zielonego, ekologicznego papieru, zielonej herbaty w sejmowej stołówce i zielonych koszul z zielonymi kołnierzykami, żeby móc swobodnie nazywać się ˝green collar workers˝
- skonstatował w Sejmie poseł Piotr Chmielowski, jeden z adresatów „zielonego” manifestu ministra Zaleskiego.
I dodał:
Niestety realizacja ˝polityki zielonej gospodarki˝ ma też swoje wady. Przewiduję drastyczny wzrost cen na zielony pigment.
Ja tam wolę niczego nie przewidywać. Wypiję lampkę wina i zagryzę oscypkiem. Póki wolno…

Jerzy Kubrak



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła