Piotr Cywiński: Bejzbol propagandy

opublikowano: 10 września 2016
Piotr Cywiński: Bejzbol propagandy
fot. You Tube

Bardzo delikatny był Paweł Kukiz wobec Zbigniewa Hołdysa, wręcz niebywale subtelny, a słownictwo ma równie kwieciste i bogate jak kolega rockendrolowiec.

 

Powodem ich internetowej „konwersacji” był manifest tego drugiego, rozpowszechniony i rozreklamowany przez „Gazetę Wyborczą”, jako - cytuję: „jeden z najlepszych tekstów dla Polski i dla nas”…

Cóż takiego najlepszego jest „dla nich” w tym tekście? Jest w nim hołdysowy „ruch oporu” przeciw opozycyjnym nieudacznikom, którzy nie potrafią się zorganizować i skutecznie przeciwstawić „okładaniu Polski bejzbolem propagandy” przez PiS. Hołdys nienawidzi pisowców jeszcze bardziej niż KOD-ziarze, którzy „wkurzają go od wielu tygodni”, ponieważ wszystkie te „biedne owce” jak w „>>Milczeniu owiec<< nie kwękając idą na rzeź”…

„Opozycja kwili. Nie walczy. Nie ma programu. Nie szturmuje. Ba, nawet nie ma odpowiedzi, ani utalentowanych mówców-specjalistów od ripost, ani wspaniałych nośnych argumentów, które popłynęłyby samodzielnie w stronę społeczeństwa i stanowiły zasiew pod ruch oporu”,

popłynął więc w stronę społeczeństwa utalentowany specjalista Hołdys i sieje. Można rzec, jak ten przodujący rolnik z Gryfina, który - co swego czasu napisał pewien dziennikarz, cytuję wiernie - „obsiał całe pole własnym nasieniem”…

„Walka to walka”

— zagrzewa Hołdys. Szable do boju, lance w dłoń, i „pisistów” goń, goń, goń…! Nie tylko ich. Tego Kukiza, który „tańczy jak pajacyk na sznurkach”, też trzeba pogonić. Wszystkich ich trzeba. Kontratak, tylko kontratak, radzi. Dlaczego po premierze „Smoleńska”:

„opozycja nie zorganizuje w całej Polsce pokazów filmu >>National Geographic<< o katastrofie smoleńskiej, gdzie są pokazane dowody na jej przebieg? Dlaczego nie ustanowi Dnia Filmów Prawdy?”

— pyta zirytowany. Rad ma wiele, bo i z wieloma walczyć trzeba, z krytykami Wałęsy, z przeciwnikami trybuna trybunału Rzeplińskiego, Safjana, Gersdorf, Stępienia, Zolla itd. itp. I martwi się Hołdys pod kapeluszem:

„Co będzie teraz lekturą obowiązkową w szkołach? Książki Wildsteina?” Kod musi się wreszcie ocknąć i przejść do czynów!

„Kiedy powstał praojciec KOD-u, KOR (Komitet Obrony Robotników), jego wysłannicy jeździli na procesy protestujących robotników Radomia i Ursusa, obserwowali je, zdawali stamtąd relacje (ryzykując aresztowania), na tej podstawie wysyłano znakomitych adwokatów-społeczników, zbierano fundusze na zapomogi dla rodzin ludzi osadzonych w więzieniach”,

napisał Hołdys w swym manifeście, więc czemu KOD jeszcze nie obserwuje, nie zdaje, nie wysyła i nie zbiera dla swych więzionych działaczy…?

„Żadna z grup opozycyjnych nie ma swoich oddziałów szybkiego reagowania. (…) Tak powstaje ugór. Jeśli się go nie obsieje choćby łubinem, nic z tej ziemi nie zostanie i nic na niej nie urośnie”…

— wzywa trubajdur „Newsweeka”. Siły szybkiego reagowania, to jest to! Fakt, przyznaję „GW” i - jak napisali koledzy z ul. Czerskiej - „zachwyconym czytelnikom” rację, tekst Hołdysa jest wybitny, pewnie wejdzie na stałe do repertuaru „Pod Egidą”. Tylko ten Kukiz nie potrafi dostrzec w nim bezinteresownej woli walki o wolność i demokrację kolegi Zbigniewa.

„Żeby doznać tej „łaski” od Ciebie i salonów i zostać uznanym za opozycję należy mieszać z błotem Kaczyńskiego i obowiązkowo wyśmiewać film „Smoleńsk”, nawet przed jego obejrzeniem”,

—-zahaczył Hołdysa, też online, i zalecił:

„Drogi Zbyszku… Jeśli chcesz zobaczyć pajaca to spojrzyj w lustro. Zobaczysz w nim przy okazji salonowego manipulatora. Zgorzkniałą, jątrzącą pacynkę w pończosze na głowie i kłamcę (bądź ignoranta)”.

— odparował Kukiz. A mógł inaczej, np. przytaczając choćby zwrotkę z jednego ze swych utworów: „Rozpasłe mordy, krzywe ryje, kurestwo wszędzie tam gdzie wy, jak ja was kurwy nienawidzę, jak do was bym z kałacha bił”…

Ale teraz Kukizowi nie przystoi, w końcu mandat poselski do czegoś zobowiązuje. Ja posłem nie jestem, dostosowując się do semiotyki Hołdysa, mógłbym skwitować ten bełkot: a to „cham pierd…ny”, jak (bez wykropkowania) napisał ów stały „komentator” „Newsweeka” o pewnym polityku PiS. Mógłbym, ale…

Kim jest Hołdys? Przedstawia się, jako muzyk, poeta, dziennikarz, grafik, scenarzysta filmowy i co tam jeszcze wpadnie mu do, hm…, głowy. Na tej zasadzie można by jeszcze dorzucić: chemik-alchemik, informatyk-programista, ekonom-agronom, sztukmistrz, himalaista i tancmistrz teatru Balszoj. Po szkole podstawowej, na której to Hołdys zakończył edukację, pracował w Zakładzie Technologii Spirytusu i Drożdży. Może stamtąd właśnie biorą się wszystkie te jego talenta…?

Że się wyzłośliwiam? Jasne! Po prawdzie, usłyszeć od Hołdysa, że jest się „chu…”, jak zwykł nazywać Jarosława Kaczyńskiego, należy traktować jako komplement. Powiedzenie tego samego o Hołdysie, w nadziei, że może da mu to coś do myślenia, byłoby niecelowe, i to z dwóch powodów: po pierwsze, sam Hołdys sądzi, że prezentuje najwyższy poziom inteligencji i elokwencji, a po drugie, posądzanie go o myślenie byłoby prymitywnym wręcz komplementem i zwykłym nadużyciem.

Piotr Cywiński



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła