Piotr Duda: „Nie ma mowy o stu dniach spokoju”

opublikowano: 29 września 2014
Piotr Duda: „Nie ma mowy o stu dniach spokoju”
fot. PAP/Andrzej Grygiel

Gdy zostałem przewodniczącym „Solidarności”, to każdy oczekiwał od początku ciężkiej pracy i konkretnych działań.

wPolityce.pl: Protest na kopalni Kazimierz-Juliusz zakończony, pani premier spotkała się z żonami górników. Koniec pożaru?

Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności”: To tylko mała część problemu, który istnieje nie tylko w polskim górnictwie, ale w szeroko rozumianej polityce energetyczno-węglowej. Zwłaszcza w sytuacji geopolitycznej, jaką mamy w Europie, trzeba w końcu pomyśleć o problemie bezpieczeństwa energetycznego. Brak sensownej polityki w tej sprawie doprowadził do katastrofalnej sytuacji. (…) To, co stało się na tej kopalni pokazuje jedno: niekompetencję zarządzających firmami, a tym samym nadzorujących ich polityków. Gdyby nie determinacja górników i związkowców, którzy wynegocjowali w nocy to porozumienie, to słyszał Pan, jakie były postulaty i arogancja ze strony zarządu: straszenie zwolnieniem i wyrzuceniem na bruk…


… więc pani premier odniosła sukces, uspokajając nastroje i emocje.

To nie jest żaden sukces Ewy Kopacz, a jeżeli już, to tych ludzi, którzy z determinacją walczyli o swoje. Problem jest o wiele głębszy, a cała sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Czekam na kolejne kroki pani premier, bo ktoś za ten cały chaos odpowiada - a tym kimś jest wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz, który nie zajmuje się niczym innym jak „sprawami kadrowymi”, czyli obsadzaniem swoich kolegów w kolejnych spółkach Skarbu Państwa na Śląsku. To on bierze pełną odpowiedzialność za to, że ludzie zarządzający górnictwem doprowadzili do zapaści nie tylko w tej kopalni, ale także w Kampanii Węglowej.

(…)

Rozumiem, że nie dadzą państwo stu dni spokoju nowej pani premier, o co apelował prezydent Komorowski?

Platforma i PSL rządzą od siedmiu lat, więc nie ma mowy o stu dniach spokoju. Gdy zostałem przewodniczącym „Solidarności”, to nikt nie dał mi stu dni spokoju, ale oczekiwał od początku ciężkiej pracy i konkretnych działań. Jeśli pani premier potrzebuje stu dni spokoju, to niech weźmie bezpłatny urlop. Nikt jej nie kazał aspirować do funkcji premiera - ale skoro już nim została i od pierwszego dnia bierze pieniądze, to niech zaiwania. Nie ma mowy o żadnych stu dniach spokoju.

Rozmawiał Marcin Fijołek

CAŁA ROZMOWA NA wPolityce.pl



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła