Platforma przegrała tam, gdzie była pewna zwycięstwa

opublikowano: 20 stycznia 2016
Platforma przegrała tam, gdzie była pewna zwycięstwa lupa lupa
fot. PAP/EPA

Trawestując wczorajsze słowa Draculi polskiej prywatyzacji, europosła z ramieniaPO Janusza Lewandowskiego: „To najgorszy dzień dla Polski od 2004 roku, po obejrzeniu debaty”, należałoby stwierdzić: „To najgorszy dzień dla Platformy Obywatelskiej od przegranych wyborów”.

Może on stać się przysłowiowym gwoździem do trumny tej formacji. Ryszard Petru i jego dziewczyny stoją przed szansą wzięcia całej puli liberalnej opozycji, choć to trochę jeszcze może trochę potrwać. Działacze Platformy najwyraźniej wystraszyli się piętna współczesnej Targowicy i w ostatniej chwili postanowili zostawić szkalowanie Polski na forum Parlamentu Europejskiego swoim towarzyszom z Europejskiej Partii Ludowej oraz innej maści zaprzyjaźnionym lewakom. Na czoło wśród nich wybiła się zdecydowanie Gabriele Zimmer zwana pieszczotliwie Gabi, czerwona jak burak komunistka z byłej NRD. Ta świetlana postać strasburskich salonów, kiedy w Polsce „Solidarność” walczyła z komuną, przez 6 lat pełniła funkcję członka SED(komunistyczna partia wschodnich Niemiec) w fabryce broni myśliwskiej i sportowej im. Ernsta Thälmanna, redagując gazetkę zakładową. Po przejściu typowej dla byłych komunistów „transformacji” została przewodniczącą grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej – Nordyckiej Zielonej Lewicy w Strasburgu. Interesuje się Polską. Wraz z Piotrem Ikonowiczem organizowała kiedyś wystawę „Bieda w Łodzi”, a teraz poucza nas jak mamy budować demokrację.

Nazwanie jej bezczelnej postawy „pluciem w twarz Polakom” to łagodne sformułowanie. Niestety tacy są właśnie akolici rodzimej opozycji spod znaku Schetyny, Lewandowskiego, Petru i jego dziewczyn. Ale szyta misternie próba obalenia rządu Prawa i Sprawiedliwości przy pomocy europejskich elit runęła niczym domek z kart po brawurowym wystąpieniu premier Beaty Szydło. To ona zdyskontowała knutą przez miesiąc intrygę, w którą zaangażowani byli z dużym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zarówno „król Europy” Donald Tusk jak i jego wierna asystentka komisarz Elżbieta Bieńkowska. Nasza premier dokonała rzeczy niebywałej. Nie mówiąc nic konkretnego zdobyła poklask nawet nieprzychylnych sobie dotąd komentatorów, którzy stwierdzili prawie jednogłośnie, że wraca z tarczą. To wynik solidnego przygotowania występu Beaty Szydło i dobre rozpoznanie terenu. Zwycięstwo formy nad treścią, równie ważne w polityce. Wiadomo bowiem, że na forum w Strasburgu generalnie dyskutuje się o wszystkim i o niczym, natomiast prawdziwe decyzje zapadają w komisjach. Ktokolwiek miał okazję widzieć choć raz obrady PE, to wie, że gra na emocjach jest chlebem powszednim tej instytucji. Tak też było i tym razem. Przeciwnicy kompletnie merytorycznie nie przygotowani do ataków (nawet nie raczyli się zapoznać z dokumentem przesłanym im wcześniej przez Prawo i Sprawiedliwość) starali się zrobić dobre wrażenie, popisując się lepiej lub gorzej swoimi talentami oratorskimi.

 

Próba wytłumaczenia przez Guya Verhofstadta na czym polega „demolowanie” Trybunału Konstytucyjnego przez PiS była żenującym spektaklem pokazującym, że mówca ma niewielkie pojęcie o tym, co naprawdę dzieje się w polskim parlamencie w tej sprawie. Jednak prawdziwej demolki, ale argumentacji przeciwników, dokonał kontratakujący duet Szydło - Legutko (bardziej merytoryczny przez co dobrze uzupełniał wystąpienie pani premier).

Skąd Komisja Europejska czerpie informacje o faktach, kto te informacje Państwu przekazuje? Bierzecie je z mediów. Jesteście z faktami na bakier

— stwierdził profesor Ryszard Legutko, zauważając jednocześnie, że dokonuje się językowej agresji na rządzie Prawa i Sprawiedliwości.

To wszystko działo się przy całkowitej bierności europosłów PO, którzy nie chcieli ujawniać się przed masową widownią jako współczesna Targowica. Chytry Petru schował się za ich plecami, ale unik platformersów nie pozwolił mu zbić kapitału na komentowaniu „antydemokratycznej” postawy rządzących przy zachowaniu „czystych rąk”. Wygrała więc premier Szydło oraz racja Prawa i Sprawiedliwości, a rodzima opozycja posiliła się własnym ogonem. Wreszcie mogę powiedzieć z zadowoleniem – Tak Panie i Panowie! Tak właśnie robi się politykę.

Moim zdaniem to jeszcze niestety nie jest koniec. Frakcje liberalno-lewicowe mają przewagę w PE. Raczej na pewno będą starać się doprowadzić sprawę do końca tzn. do głosowania nad sankcjami. Dopiero wtedy, kiedy spotkają się z vetem kilku państw (może nawet Wielkiej Brytanii) odpuszczą. Ale po wczorajszej debacie jedno jest pewne. Nacisk będzie coraz słabszy. To jeszcze nie koniec, to dopiero początek końca.

A Platforma? Petru nabił ją w butelkę wystawiając na strzał. Niedługo przyjdą cmentarne hieny i zedrą z trupa odzienie. Jak z targowiczanina Szczęsnego Potockiego, którego nagie ciało walało się po śmierci pod kaplicą odarte przez nieznanych sprawców z rosyjskiego, generalskiego munduru.

 

Andrzej Potocki



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła