Po polskim papieżu w Watykanie mamy polskich bezdomnych, którzy umierają na ulicy. Co dużo mówi o współczesnej Polsce

opublikowano: 29 stycznia 2014
Po polskim papieżu w Watykanie mamy polskich bezdomnych, którzy umierają na ulicy. Co dużo mówi o współczesnej Polsce lupa lupa

Jak podała Katolicka Agencja Informacyjna, w kościele polskim w Rzymie odbył się w południe pogrzeb bezdomnego Polaka, który zmarł przed dwoma tygodniami w klinice Gemelli. Śmierć nastąpiła w wyniku obrażeń, jakich doznał on na skutek pobicia. Ceremonii pogrzebowej, w której wzięło udział kilkudziesięciu bezdomnych oraz rodzina zmarłego, przewodniczył papieski jałmużnik abp Konrad Krajewski.

Wcześniej, na początku stycznia, papieski jałmużnik odprawił Mszę pogrzebową za innego bezdomnego Polaka. 63-letni Aleksander zmarł w połowie grudnia przy głównej bramie Papieskiego Uniwersytetu Urbanianum.
Bezdomny pochowany teraz to trzydziestojednoletni Michał, pochodzący spod Radomia. Wiemy, że koczował w pobliżu Watykanu.
Po polskim papieżu w Watykanie mamy polskich bezdomnych, którzy umierają na ulicy, jak słyszymy, także w wyniku pobicia. Papież Franciszek wyróżnia ich, delegując swojego jałmużnika do odprawiania Mszy św. Chwała mu za to.
Jednocześnie jednak nie możemy uciekać od szerszej refleksji. Jak doszło do tego, że Polacy stali się oczywistym przykładem krańcowego społecznego upośledzenia? Jak to możliwe, że pochodząc z kraju rzekomo niemal równego państwom zachodnim, symbolizują oni nad Tybrem ludzi z dna struktury społecznej? Ludzi, na których papież Franciszek chce zwrócić uwagę całego sytego świata...
Konkretnie: co sprawiło, że trzydziestojednoletni Michał - jak dowiadujemy się z depeszy PAP, mający rodzinę - musiał wyjechać? Dlaczego został bezdomnym, dlaczego nie wrócił do Polski? Tak bardzo nie widział tu, nad Wisłą, żadnej szansy dla siebie?
Czy nie jest tak, że takie doniesienia mówią nam więcej o III RP niż słodko-mdły obraz "kraju sukcesu", który uparcie szkicuje władza, a który powtarzają przychylne rządzącym media?
Co ważne: los polskich bezdomnych w Rzymie mówi nam dużo wcale nie o polskiej zamożności bądź biedzie. Mówi nam, jak mało we współczesnej Polsce solidarności. Mamy system wyjątkowo brutalny, obficie nagradzający wygranych, i bezwzględnie wypychający przegranych. System, którzy zbudowali, i który pielęgnują, ludzie wywodzący się z "Solidarności", dziś chyba niewiele widzący zza trzeciego podbródka. System, który pielęgnują główne media, hołdujące wyjątkowo egoistycznej wizji natury ludzkiej, wzmacniające te niskie pierwiastki naszej duszy, które każą nie widzieć niczego co za naszym wysokim płotem (względnie murem strzeżonego osiedla).
Przy okazji warto też zastanowić się, czy mówimy prawdę, powtarzając jak mantrę zdania o "najbardziej przedsiębiorczych i zaradnych", którzy opuszczają Polskę. Tacy z pewnością też wyjeżdżają. Ale może jest tak, że do emigracji zmuszani są też słabsi, gorzej wykształceni, wrażliwsi, nie mający kontaktów, wykluczeni przez lokalne kliki, bez których pomocy - zwłaszcza poza wielkimi miastami - nie sposób znaleźć pracy? Ten drugi scenariusz jest jeszcze gorszy niż pierwszy - dowodzi bowiem, że kryzys dotyka podstawowych funkcji wspólnoty narodowej, a więc opieki nad potrzebującymi wsparcia.
PS. Jak podaje KAI, rodzina Michała zgodziła się na pobranie z ciała narządów do przeszczepu. Dzięki temu uratowano życie czterem osobom.

Jacek Karnowski



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła