Podwójna moralność, ale czyja?

opublikowano: 5 grudnia 2013
Podwójna moralność, ale czyja? lupa lupa
wpolityce.pl

Nie ma wątpliwości, że program Tomasza Sekielskiego poświęcony lustracji prof. Chrisa Cieszewskiego jest elementem nagonki na zespół Antoniego Macierewicza. Sytuuje się gdzieś pomiędzy wyciąganiem z prokuratury fragmentów zeznań przesłuchanych ekspertów, a eksploatowaniem do mdłości nieszczęsnego blefu prof . Rońdy.

Cios obmyślono sprytnie. Bo oczywiście Antoniemu Macierewiczowi, byłemu ministrowi spraw wewnętrznych, który był najgorętszym rzecznikiem lustracji trudno zbagatelizować oskarżenie o współpracę z SB uznawanego przezeń za autorytet eksperta. Nawet jeśli współpraca między tym ekspertem, a zespołem Antoniego Macierewicza nie została sformalizowana. I nawet jeśli przeszłość profesora nie ma najmniejszego wpływu na trafność i rzetelność jego analiz dotyczących katastrofy smoleńskiej.
Problem w tym, że w sprawie prof. Cieszewskiego już na pierwszy rzut oka jest zbyt wiele niejasności. Nie ma ani teczki pracy, ani teczki osobowej. Co więcej - jeśli wierzyć Antoniemu Macierewiczowi - zaprezentowane dokumenty były - nie wiedzieć czemu ukrywane przez IPN. (Jak twierdzi poseł, mimo iż wcześniej zwracał się u dostęp do sprawy prof. Cieszewskiego - zapiski ukazane w TVP otrzymał dopiero po emisji programu).
I tu dochodzimy do sedna. Esbecki ślad w dokumentach jest - ale bardzo znikomy. Gdyby sprawa trafiła kiedykolwiek do sądu to w świetle dotychczasowego orzecznictwa prof. Cieszewski miałby wygraną w kieszeni. Nie ma bowiem ani jego pisemnego zobowiązania, ani dowodów, że na kogoś donosił, ani że komuś tym zaszkodził, ani że odniósł z tego namacalne korzyści.
Domniemanie, że w nagrodą za współpracę było wydanie paszportu - jest wprawdzie nie pozbawione podstaw- ale to żaden dowód. Wyjaśnienia profesora, które złożył na portalach wPolityce.pl i niezalezna.pl są szczegółowe i wyczerpujące.
Ale nawet bez nich w świetle prawa profesor byłby czysty jak łza.
Tak naprawdę najmocniejsze stwierdzenia pod adresem profesora formułuje w programie prof. Antoni Dudek. Macierewicz zarzuca mu świadome kłamstwo. Pewnie sprawa doczeka się ciągu dalszego...
To co najbardziej znamienne w tej sytuacji zachowanie mediów. Tych samych, które w o wiele bardziej jednoznacznych sprawach oskarżały zajmujących się lustracją dziennikarzy i polityków o najniższe pobudki. Dziś - te same stacje i tytuły - zachowują niespotykany dystans, albo wręcz stają się zagorzałymi lustratorami!
Ileż pomyj wylano ws. tw. "Bolka" - za szarganie autorytetu legendarnego przywódcy "Solidarności". (Ot tylko ostatni komentarz Jarosława Kurskiego do "Człowiek z teczki" nosi znamienny tytuł - "Kubeł pomyj Cenckiewicza". Ileż jadu wypluła z siebie "Gazeta Wyborcza", gdy w jednej z "Misji specjalnych" pokazaliśmy dokumenty obciążające znanych PRL-owskich dziennikarzy? A w porównaniu ze sprawą Cieszewskiego dokumentacja sprawy Ireny Dziedzic tw. Marlena, Krzysztofa Teodora Toeplitza tw. Senator, czy Daniela Passenta tw. Daniel i John - była wręcz podręcznikowa.
Idąc za logiką tamtych ataków "Gazeta Wyborcza" powinna dziś zniszczyć Tomasza Sekielskiego - oskarżając go opętanie nienawiścią, lżenie niewinnego człowieka, zawierzanie esbeckim fałszerstwom. TOK FM winien ogłosić go "Hieną roku", a TVN - wyrazić ubolewanie, że kogoś takiego kiedykolwiek zatrudniał. Nic z tego.
Zadziwiająca elokwencja wrogów lustracji, którzy w latach 90-tych przekonywali, że nie można wierzyć, że lustracja to realizowanie scenariusza pisanego przez służby - gdzieś znikła. Gdzie teraz jesteście panie i panowie? A jeszcze w 2007 roku Jacek Żakowski pisał z ogniem:
kwestia lustracji przestała być problemem praktycznym i moralnym, a stała się rodzajem nowej świeckiej religii wyznawanej przez sporą część Polaków, aktywnie praktykowanej przez część polityków, historyków i publicystów, mającej w IPN swój kościół, relikwie zgromadzone w archiwach, męczenników na czele z Bronisławem Wildsteinem, a nawet papieża, którym jest dziś szef IPN. Dla swoich wyznawców lustracja stała się celem sama w sobie. Nie przeszkadza im nawet to, że w swojej praktyce stopniowo niszczy ona praktycznie wszystkie wartości, którym miała służyć.

Dziś milczy. Milczy na swoi blogu Daniel Passent.
Najwyraźniej, gdy cel jest "słuszny" nawet lustracja przestaje być "obrzydliwa".
PS. Tomasz Sekielski ma teraz niełatwe zadanie, by udowodnić, że nie dał się "rozegrać", niczym pierwszy lepszy student, że nie pokazał spreparowanej fałszywki, że działał w dobrej wierze w imię prawdy, a nie propagandy. Na pierwszy rzut oka - zadanie prawie niemożliwe. Ale, kto wie...

Anna Szarzyńska



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła