Premier do kochania

opublikowano: 20 lipca 2015
Premier do kochania
fot. PAP/Radek Pietruszka

"Ewa Kopacz nie boi się nikogo, podejdzie, zagada, i każdy może zrobić sobie z nią zdjęcie jak z misiem na Krupówkach, i to za friko".

W eterze, na rowerze, w pociągu, w przeciągu, od rana, niedospana, gotowa, nietuzinkowa, wybiegająca jak stojąca, otrząśnięta, uśmiechnięta, bezawaryjna, refleksyjna, nieugięta, rozgarnięta, pewna, zwiewna, na widecie, przy kotlecie, nad morzem, w borze, to zagada do sąsiada, pochwalić umie, i zachowa w rozumie, tak „o świcie i o zmroku, w Skarżysku i w Sanoku…” - nasza pani premier Ewa Kopacz jest wszędzie. I jak jej nie kochać…?

To kotlecik powącha, to pysznego chłodniczka skosztuje, i miodzik z polskiej pasieki pochwali, i delikatesy różne, a przy tym dobre słowo znajdzie, i dla chłopa na roli, i dla baby z pensjonatu, a i sama się przy nich czegoś uczy, jak od pana policjanta, i ruchem już pokierować potrafi… - bo podróże kształcą! A, że premier Ewa słuchać umie, dowiaduje się o wielu sprawach i więcej z nich dziś rozumie. Tylko wredna opozycja drze ryja, że gabinet pani prezes Rady Ministrów stoi pusty. Oj tam, oj tam, po pierwsze, opozycja z założenia drze ryja i szuka dziury w całym, a po drugie, wcześniej, tak już ósmy rok z rzędu, też nikt tam nie pracował, choć zajmował stanowiska, czyli nic się nie zmieniło. Skoro więc pani premier w eterze, na rowerze, w pociągu, w przeciągu, od rana, niedospana… - może rzeczywiście czegoś się nauczy. Trzeba jej dać szanse, a nie tak od razu - za przeproszeniem - w łeb!

Może dzięki podróżom Kopacz po kraju zostanie na przykład odmulone Jezioro Rożnowskie? Kto wie… Może ludzie zaczną się zdrowiej odżywiać rodzimymi zalewajkami i kaszankami, albo delicjami z pewnej firmy, czy z pewnego tańszego sklepu? Nazw nie podaję, bo u nas za reklamę się płaci. Może Dunajec uregulują, woda jakaś tam spieniona, może zegarki dzięki polskim kolejom będzie można regulować?

To są prawdziwe, realne problemy, a nie to, co mówi jedna czy druga partia

— podsumowuje swe wojaże sama premier-globtroterka.

Do „veni, vidi” (przyszłam, zobaczyłam), brakuje jej już tylko „vici”, znaczy, zwycięstwa. Wie teraz jak je osiągnąć i wzywa na pojedynek prezesa PiS. Chce udowodnić wszem wobec, że Jarosław Kaczyński mówi, ale pojęcia nie ma. Pani prezes Rady Ministrów innych prezesów z jednej czy drugiej partii nie wzywa, bo przecież się nie roztroi, nie da się jeździć po kraju i jeszcze z wszystkimi pojedynkować. Jeśli czegoś od niej chcą, mogą np. przygotować pytania i przekazać je Kaczyńskiemu, i ten mógłby je jej zadać. Więc z pretensjami proszę do tego tchórza.

 

Cały tekst Piotra Cywińskiego na wPolityce.pl POLECAMY!



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła