E-prenumerata

i

tylko 9,99 zł za miesiąc

Prof. Zybertowicz: Temat montowany propagandowo

opublikowano: 15 stycznia 2014

Gdy chcemy komuś zaszkodzić, najlepiej go zaskoczyć. Dlatego wymyślono tajność. Kwestią czasu było wymyślenie wywiadu - by odczytywać skrywane niebezpieczne zamysły przeciwnika. A gdy już pojawili się szpiedzy to, naturalną koleją rzeczy powstał kontrwywiad - instytucja do wykrywania szpiegów przeciwnika.

Czy szpiedzy są wszędzie?
Niestety szpieg, zwłaszcza profesjonalnie wyszkolony przez służby przeciwnika, nie nosi munduru, ani nie rozdaje wizytówek z adresem swojego mocodawcy. Trzeba zatem szpiega wytropić. Dzięki informacjom Edwarda Snowdena wiemy, iż obecnie kontrwywiadowczy nadzór prowadzi się na masową skalę. W istocie każdy człowiek podłączony do sieci (czyli prawie każdy z tych, którzy mają jakieś społeczne znaczenie) może być inwigilowany automatycznie. Jeszcze do niedawna naprawdę masowa inwigilacja nie była technicznie możliwa. Mimo to szpiegów jednak od czasu do czasu łapano. Niekiedy, ale rzadko, dzięki temu, że służba jednego kraju infiltrując wywiad obcego kraju uzyskiwała informacje o wysłanych szpiegach. Nawet bez dostępu do informacji z wywiadowczej centrali szpiedzy są łapani. Jak się ich znajduje? Dzięki stosowaniu zasad z zakresu abecadła kontrwywiadowczego. Ono podpowiada, na co zwracać uwagę.

Grupy podwyższonego ryzyka

Po pierwsze, szukamy w tych miejscach, gdzie przeciwnik najbardziej chciałby ulokować swoje źródła. Po drugie, sprawdzamy, czy ktoś nie prowadzi podwójnego życia, np. czy jego poziom konsumpcji i majątku odpowiada jego oficjalnym dochodom. Po trzecie, sprawdzamy osoby mające słabości/uzależnienia (np. miłość do hazardu), dające okazję do osaczenia. Po czwarte, systematycznie monitorujemy tzw. grupy podwyższonego ryzyka i członków takich grup odsuwamy od dostępu do newralgicznych ogniw państwa. Grupy podwyższonego ryzyka stanowią w szczególności te wszystkie środowiska, do których służby przeciwnika miały lub mają dostęp tworzący sprzyjające warunki do prowadzenia pracy werbowniczej. W kwestiach bezpieczeństwa państwa – inaczej niż w postępowaniu sądowym – nie obowiązuje domniemanie niewinności. Osób, nie mówiąc już o całych grupach, ze środowisk podwyższonego ryzyka nie dopuszcza się do tajemnic państwowych.

Korzystne warunki do werbunku

W opublikowanej przez IPN książce, b. minister spraw wewnętrznych i b. szef Agencji Wywiadu w rządach SLD, Zbigniew Siemiątkowski mówi: „werbunek najczęściej występuje po prostu w miejscu, gdzie się znajdujesz. Jeśli studiujesz w danym miejscu (…) to istnieje tam naturalna możliwość podejścia i zwerbowania. (…) Wojsko kończyło ‘woroszyłówkę’ [Akademię Wojskową w Moskwie – AZ] i dziesiątki innych akademii, które szkoliły w sposób masowy. Nasi oficerowie tam nawiązywali kontakty, nawet przyjaźnie. Istniało w związku z tym pole operacyjnego zagospodarowania i możliwości dokonywania werbunku przez wywiad radziecki. I nie jest przypadkiem, że trzy przeprowadzone udane operacje kontrwywiadowcze w latach dziewięćdziesiątych, zakończone skazaniem, dotyczyły oficerów WSI zwerbowanych w trakcie szkolenia w Związku Radzieckim. Podjęli oni po roku 1990 współpracę z wywiadem radzieckim, a później rosyjskim” (Władza w PRL. Ludzie i mechanizmy, red. Konrad Rokicki i Robert Spałek, Warszawa 2011, s. 319-320).

Likwidacja WSI

Po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych w roku 2006 przeprowadzono, ustawowo uregulowaną, procedurę weryfikacji. W efekcie ustalono m.in.– można o tym przeczytać w ogłoszonym przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Raporcie – że od roku 1989 na stanowiskach kierowniczych wszystkich szczebli (po najwyższy – czyli szefa służby) tasowali się żołnierze, którzy w okresie peerelu byli szkoleni w ZSRR lub innych krajach Moskwie podległych. Po kilkunastu latach transformacji pracowało w WSI jeszcze niemal trzysta takich osób. Co to znaczy? To mianowicie, że w instytucji współodpowiedzialnej za bezpieczeństwo kontrwywiadowcze abecadło nie było przestrzegane. Już tylko ta jedna, jedyna okoliczność wystarcza, by likwidację WSI i ujawnienie niektórych patologii, jakie w tej instytucji miały miejsce, uznać za zgodne z racją stanu.

Montaż propagandowy

Przemyślenie powyższego dedykuję wszystkim, którzy za dobrą monetę wzięli niedawne wypowiedzi red. Jacka Żakowskiego na temat Antoniego Macierewicza. Na przykład:
Gdyby był Pan rosyjskim (lub jakimkolwiek innym) agentem, stanowiłby Pan poważne zagrożenie dla Polski. Nie tylko w związku z likwidacją WSI. (...) To trzeba wyjaśnić.
Czy ktoś słyszał, by red. Żakowski kiedykolwiek domagał się wyjaśnienia, dlaczego w III RP przez lata tajnymi służbami wojska kierowała grupa podwyższonego ryzyka? I by kiedykolwiek dociekał, czy głosując przeciw rozwiązaniu WSI zdawał sobie z tego sprawę ówczesny poseł P, b. minister obrony narodowej Bronisław Komorowski?

Andrzej Zybertowicz



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła