Przemysł pogardy pożera własne dzieci

opublikowano: 24 kwietnia 2016
Przemysł pogardy pożera własne dzieci
fot. Fratria

Ledwie prezydent Andrzej Duda wypowiedział piękne jak obrazy Renoira zdania o potrzebie wzajemnego wybaczenia, a już mu się na żonę rzuciły pani Wellman, pani Olejnik, pani Wanat, pani Młynarska (Paulina).

A potem, jakby było mało – chociaż Pierwsza Dama przeżywała akurat trudne chwile ze schorowanym ojcem – „Gazeta Wyborcza” opublikowała ponury, przywodzący na myśl czasy rzeźnika Urbana, paszkwil. Widziałem na własne oczy, jak bronił go jeden z gwiazdorów Czerskiej, Paweł Wroński. Że świetny, że super, że o co chodzi… Jakby był już nie tylko z innej bajki, ale i z innej gliny. Jakby w tę glinę ktoś wpakował przypadkiem coś nie glinianego. No, nic, nie kopmy leżącego, a Wroński przecież wciąż jeszcze leży i błaga o litość po swoim pamiętnym tekście, w którym robił sobie jaja z tragedii w Smoleńsku poniżej pasa i Palikota.

Więc jak to jest z tym wybaczaniem? Cóż mieli do wybaczenia Andrzejowi Dudzie redaktorzy „Gazety Wyborczej”? Czym ich zranił, skrzywdził, obraził? A może jego żona, Agata? A może córka Kinga? Czym narazili się towarzystwu adoracji z Czerskiej? Czyżby już sama miłość do Polski wystarczyła, by kopać, glanować, kłamać, rozsiewać sk…syńskie „plotki”? Nie wiem, nie odpowiem, ostrożność procesowa i te sprawy, sami Państwo rozumieją. Mogę się jedynie powtórzyć: normalny (czytaj: przyzwoity) człowiek nie powinien korzystać z tego periodyku nawet w wychodku. To nie jest przypadek, że to tam na szalone, gościnne występy zaprasza się np. red. Żakowskiego, któremu marzą się czasy, kiedy dzieci „pisowców”, czyli działaczy PiS (ale kto wie – wyborców może także) doznawałyby w szkole szykan ze strony rówieśników. Nie chce mi się tych smutnych plwocin cytować, ale wypełniały założenia przemysłu pogardy w 200 procentach.

A pompowany przez mainstream Władysław Frasyniuk, który ogłosił kilka dni temu, że mamy w Polsce… stan wojenny? Człowiek przedstawiany wszędzie jako „legenda Solidarności” (niedługo to się chyba stanie przykrym epitetem) ma czelność zrównywać rządy legalnie i demokratycznie wybranej władzy z komunistycznym reżimem, który mordował ludzi na ulicach, w domach, w ubeckich bagażnikach? Nie znam pana osobiście, panie Władysławie, ale w obliczu takiej choroby zwrócę się osobiście: czy pan nie widzi, co się z panem dzieje? Czy nie ma przy panu nikogo, kto by objął, przytulił i powiedział prawdę: „Władziu, oszalałeś”? Gdzie pan zmierza? Kto pana rozgrzeszy z ofiar, jeśli znajdzie choć jeden frajer, który w pańskie brednie uwierzy? A potem – jak Cyba – chwyci za nóż?

Pytał we „wSieci’ mój znakomity kolega redakcyjny, Witold Gadowski, i to pytał nader uprzejmie środowisko skupione, nomen omen, na Czerskiej, czy mu się wydaje, że tylko ono jest uprawnione do dyskusji o kształcie Polski. Pewnie mu nie odpowiedzą, ewentualnie – tak jak prezydentowi - potokiem plwocin. Bo przecież inaczej już nie umieją. Już nie widzą nawet tego, że lansując pisarza Ćwoka, który, jako trzeci, po Hołdysie i Saramonowiczu zwyzywał Kaczyńskiego od „ch…”, nie tylko wpisują się w przemysł pogardy, ale go współtworzą i wzmacniają.

Co gorsza, jak wielu innych kapłanów ze świątyni bożka Antypisa, nie widzą też, że owa pogarda od dawna nie dotyka wyłącznie pisowców i ich elektoratu, ale przede wszystkim samych czytelników „Wyborczej” czy widzów TVN, platformersko-nowoczesno-kodowanych lewicowców. Bo trzeba ich mieć naprawdę za nic, by wciskać im opowieść o jeżdżących dziś po ulicach polskich miast pisowskich czołgach, pisowskiej godzinie policyjnej i masowych internowaniach. Panie Frasyniuku, to pan chyba z drugiego obiegu nadaje, co? I jeszcze nikt do drzwi nie zapukał? To może chociaż w głowę? No, tak, ale to ostatnie odbiłoby się szerokim echem, wszak pan ma łeb jak sklep. W stanie wojennym.


Krzysztof Feusette



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła