Rzecznik Wiktorow w zamroczeniu?

opublikowano: 8 czerwca 2016
Rzecznik Wiktorow w zamroczeniu?
fot. PAP/J. Kamiński

Rzecznik Finansowy, a dokładniej szefowa urzędu o nazwie Rzecznik Finansowy, Barbara Wiktorow ma dwie osobowości? Dr Jekyll i Ms Hyde? Czy jest w stanie pewnego zamroczenia, które sprawia, że rakiem wycofuje się ze swego Raportu, który ogłosiła przedwczoraj? Czy też była w tym zamroczeniu przedwczoraj i nie wiedziała co też ogłasza?

 

Ale serio. Na tym przykładzie doskonale widać potęgę i grozę bankowego lobby. Wygląda to jakby pani Wiktorow została przez kogoś zrugana za ogłoszony przez siebie Raport. Albo postraszona. Jednoznacznie w nim udowadnia, że tzw. kredyty walutowe wcale nie są kredytami, że są sprzeczne z polskim prawem bankowym i kodeksem cywilnym, że klauzule zakazane były zakazane w chwili podpisywania umowy i nie wiążą klientów, że banki mają zwrócić to, co nielegalnie zagarnęły. I wiele innych prawdziwych, mądrych stwierdzeń. Udowadnia, że polskie państwo od lat biernie przygląda się jak agresywne korporacje niezgodnie z prawem zagarniają mienie kilku milionów Polaków.

Dziś jednak pani Rzecznik udzieliła wywiadu, w którym mówi:

Chciwość jest cechą obydwu stron.

To słowa niegodne. Czy klient w sklepie, który - widząc dwa produkty - wybiera tańszy – jest chciwy? A tym bardziej, gdy wyboru nie miał, gdy mówiono mu: „na kredyt w złotówkach cię nie nie stać, ale stać cię na ten dla biedniejszych, we frankach”. Czy wolno takiego klienta moralnie zrównywać z tymi, którzy mu ów toksyczny kit wciskali i pod nazwą „kredytu walutowego”, którzy świadomie sprzedawali coś innego niż mówili, że sprzedają? Moralne zrównanie okradzionego z okradanym jest haniebne. Mam nadzieję, że pani Rzecznik więcej tego nie powtórzy

Dziwnie dziś odmieniona Barbara Wiktorow mówi też o rozwiązaniu afery:

„obie strony powinny podzielić się w jakiś sposób tymi stratami. Oczywiście banki troszeczkę więcej powinny wziąć na siebie niż klienci”

Rekomenduję pani Rzecznik, by przeczytała własny Raport ogłoszony przedwczoraj. Stwierdza w nim (a zdaje się, że przede wszystkim stwierdza to znakomity zespół, który zatrudnia), że banki kilkaset tysięcy razy złamały prawo. I łamią je nadal. Innymi słowy – nielegalnie zawłaszczają mienie klientów. Innymi słowy – okradają ich. Co zatem jest ową „stratą”, pani Rzecznik? Konieczność oddania nielegalnie zagrabionego, co słusznie pani ogłosiła w poniedziałek? Konieczność oddania kradzionego? Dlaczego okradany ma się „podzielić stratami” z okradającym go? Banki „troszeczkę więcej”? Czyli prawie połowę z tego, co zagarnęły mogą sobie zatrzymać, bo okradały chciwych, więc dobrze im tak, chciwcom? Czy pani słyszy, co pani mówi?

Droga pani Rzecznik, kto i co pani zrobił przez minione 48 godzin? Czym zagroził? Niech pani się nie boi, pani Barbaro. Polacy za panią stoją. Niech pani wraca do tamtej Barbary Wiktorow z minionego poniedziałku. Kobiety mądrej i odważnej, pierwszego urzędnika III Rzeczpospolitej, który w sprawie toksycznych instrumentów zachował się jak trzeba.

Macie Pawlicki



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła