Samotność Millera przed eurowyborami

opublikowano: 5 lutego 2014

W szeregach SLD nieco zaiskrzyło. To był właściwie przypadek i właściwie drobnostka, ale moje zaciekawienie wzbudziło co innego. To, jak partyjna machina zareagowała, żeby z tej iskierki nie wybuchł żaden ogień.

Chodzi o incydent z Sieradza, kiedy Leszek Miller został obrzucony „cuchnącą substancją”. Właściwie nic się nie wydarzyło, ale larum podniosło dwóch chyba największych „asów sojuszu”: rzecznik Joński i sekretarz Gawkowski. Mechanizm oczywisty, dwóch lizusów wykombinowało sobie, że jak zażądają ochrony dla wodza, to wódz pomyśli, że go naprawdę doceniają i pokocha ich szczerą partyjną miłością.
Niestety, „asy sojuszu” przestrzeliły. Widząc tylko swój mały interesik na poziomie partii nie kapują, o co w tej chwili SLD gra. Że dla Millera cel jest prosty, sprzymierzyć partię z Platformą, a dla siebie zgarnąć tuż przed polityczna emeryturą fotel wicepremiera. Akcji „ochrona dla byłego premiera” szybko ukręcono łeb. Dosyć zabawne było to, jak sam Miller motał się w zeznaniach, jak próbował umniejszyć wagę ataku na siebie. Trudne miał zadanie, bo nie mógł ani za bardzo przywalić swoim "asom", ani też - przede wszystkim nie mógł dopuścić do rozwinięcia dyskusji o „ochronie dla byłych premierów”.
Bo przecież byłym premierem jest też Jarosław Kaczyński. I taka dyskusja na pewno nie jest na rękę PO, z którą Miller jest już chyba po słowie. Gdyby wywiązała się zbyt duża zadyma, gdyby opinia publiczna przypomniała sobie, jakich argumentów używano, aby Kaczyńskiemu ochronę zabrać, to Donald mógłby zaręczyny zerwać. No, ale wyobraźnia Jońskiego i Gawkowskiego - „asów sojuszu” - tak daleko nie ma prawa sięgać.
Z wielu powodów nie szkoda mi Leszka Millera, ale jego przedemerytalny plan może nie wypalić właśnie ze względu na ludzi, którymi się otacza. Słabość widać choćby po listach SLD do europarlamentu. No, ale skoro wolało się utwardzać stary ubecki beton, zamiast inwestować w młodzież, to nic dziwnego, że w poblizu zostały juz tylko takie „asy” jak Joński i Gawkowski.

Marcin Wikło



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła