„Sieci”: Bagaż dyplomatyczny

opublikowano: 8 września 2020
„Sieci”: Bagaż dyplomatyczny lupa lupa
Fratria

To nie była antyniemiecka obsesja naszych władz, ale trudne negocjacje w bardzo delikatnej sprawie. Ujawniamy kulisy dyplomatycznej gry wokół nowego ambasadora Niemiec w Polsce– piszą na łamach tygodnika „Sieci” Marek Pyza i Marcin Wikło.

Dziennikarze analizują zachowanie polskich dyplomatów i mediów względem niemieckiego urzędnika, który ostatecznie otrzymał zgodę na piastowanie swojego urzędu w Polsce. Sporo emocji wzbudza fakt, że von Loringhoven to nie tylko wytrawny dyplomata, ale także były wiceszef niemieckiego wywiadu BND oraz syn wysokiego oficera Wehrmachtu, współpracownika Hitlera. Z tekstu dowiadujemy się, że ministerstwo spraw zagranicznych celowo zwlekało ze swoją decyzją. Długotrwały dialog ze stroną niemiecką był konieczny, aby mieć pewność, że nasi partnerzy rozumieją polską wrażliwość wynikającą z niezabliźnionej rany i zbrodni II wojny światowej oraz z faktu, że cały czas kwestia odkupienia win, zadośćuczynienia i stanięcia w prawdzie nie jest jeszcze, z polskiej perspektywy, sprawą zamkniętą – cytują autorzy wypowiedź wiceministra Szymona Szynkowskiego vel Sęka.

W artykule przytoczono też nieoficjalne komentarze. Kandydatura von Loringhovena wzbudzała początkowo pewną konsternację, może nawet oburzenie. Nasuwały się pytania, czy Berlin odważyłby się zaproponować kogoś takiego na placówkę np. w Izraelu. Czy tylko nas tak testują? – słyszymy od ważnej osoby, z którą konsultowano decyzję dotyczącą ambasadora. Pojawiły się więc podszepty, by kandydaturę utrącić. – Proszę jednak pamiętać, że dziś Niemcy nie są naszym wrogiem, a nieudzielenie agrément poza sytuacjami zakrawającymi o wojnę w zasadzie w dyplomacji się nie zdarza. Osoby, które tego się domagały, chyba nie znają mocy tego gestu – słyszymy.

Marek Pyza i Marcin Wikło przytaczają przykłady symbolicznych czynów ze strony nowego ambasadora. Czytamy, że przy jego odpowiedniej postawie, istnieje szansa, że arystokrata mógłby stać się swoistym przekaźnikiem polskiej historii dla świata Zachodu i przypominać o zbrodniach niemieckich na Polakach. Von Loringhoven odwiedził już Instytut Pileckiego i Muzeum Powstania Warszawskiego. Prawdziwym zyskiem dla Warszawy i gestem, który należałoby podkreślić, byłaby wizyta np. w Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej - czytamy. – To jest ten rodzaj naszej narracji, która w świecie ciągle nie wybrzmiewa i bywa często zakłamywana. Może zabrzmi to paradoksalnie, ale chodzi o to, by Niemcy w kwestiach uświadamiania prawdy historycznej byli naszym sojusznikiem, byśmy w takich sprawach nie byli osamotnieni – zacytowano jednego z czołowych polityków PiS.

Autorzy zauważają także, że część polskich dziennikarzy na przekór polskiej racji stanu, starała się jeszcze przed akceptacją kandydatury ambasadora, ocieplać jego wizerunek i oczerniać długi proces oczekiwania na zgodę. Utrudniało to pracę polskim politykom. Krótko mówiąc, gdy nasza dyplomacja prowadziła misterną grę z Niemcami, kilka dużych polskich redakcji stanęło po stronie interesów rządu w Berlinie, a nie w Warszawie. 

Więcej na temat przyszłości von Loringhovenaw nowym numerze „Sieci” dostępnym w sprzedaży od7 września br., także w formie e-wydania na https://www.wsieciprawdy.pl/aktualne-wydanie-sieci.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl  i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła