"Sieci": Codziennie nowa wojna

opublikowano: 9 maja 2019
"Sieci": Codziennie nowa wojna lupa lupa

Od jesieni 2015 r. i zwycięskich dla PiS wyborów odbywa się w Polsce masowa produkcja pretekstów do tego, by zaatakować rząd. Każdy powód jest dobry. I każdy będzie dobry, bo mówimy o procesie, który trwa i ma trwać – piszą na łamach nowego numeru „Sieci” Marek Pyza i Marcin Wikło.

Pyza i Wikło piszą o trwającej od początku kadencji PiS, nieprzerwanej fali krytyki polskiego rządu przez opozycję i jej zwolenników. - Pretekstów było wiele, większych i całkiem drobnych. „Przejęcie” telewizji publicznej czy „zamach” na Trybunał Konstytucyjny, ale też np. fake news o nieprzyjęciu sierot z Aleppo czy „brutalne morderstwo” na wiewiórce - wyliczają Pyza i Wikło. - Tak właściwie co dnia. Jeden pretekst upada, za chwilę pojawia się kolejny. Za każdym razem ma nam się wydawać, że w kraju dzieje się naprawdę źle, a władza jest arogancka, nie słucha ludzi i nie panuje nad nastrojami społecznymi – czytamy w tygodniku „Sieci”.

Marek Pyza i Marcin Wikło podkreślają, że - sposobów na rozhuśtanie nastrojów i walkę z rządem na ulicy szukano przy każdej okazji. (…) Niemal każde z tych wydarzeń miało te same punkty wspólne – organizacyjną aktywność opozycji ulicznej z KOD lub ruchów bliźniaczych, pełne zaangażowanie polityków opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej, uruchomienie tych samych celebrytów, propagandę tych samych mediów, od lat walczących z konserwatywnym obozem. Każdy pretekst był dobry, by próbować wywołać wrażenie rozgoryczenia narodu obozem, który „przez przypadek” znalazł się u władzy. Choć przecież dostał ją w wyniku demokratycznych wyborów – czytamy.

Dziennikarze zauważają, że protesty te często ośmieszane są poprzez postawę ich uczestników. Jako przykład podają okupację sejmu, kiedy […] Joanna Mucha raczyła nas filmami z własnych występów wokalnych (trudno mówić o śpiewie), wydawało się, że określenie „błazenada” będzie zbyt delikatne.

Pyza i Wikło nawiązują w tym kontekście również do przerwanego niedawno strajku nauczycieli. - Niedawny protest nauczycieli pokazał, że powiedzenie o uczeniu się na błędach ma się świetnie tylko w teorii. W praktyce okazało się, że nawet najbardziej słuszna sprawa może zostać strywializowana i ośmieszona. Widok pedagoga przebranego za krowę lub świnię i muczącego lub chrumkającego nie dodaje mu powagi ani nie budzi sympatii, a tym bardziej nie buduje zrozumienia dla postulatów – powtórzmy, jak najbardziej słusznych – podniesienia pensji. Pamięć ludzka zaś jest bardzo wybiórcza i bezlitosna. Posłowie, o których wspomnieliśmy, już wiedzą, że mimo wielu innych, często chwalebnych aktywności zostaną zapamiętani jako sejmowi klauni. Nauczyciele właśnie wracają do klas… Jak słusznie zauważył Tomasz Rożek w „Rzeczpospolitej”, nauczyciele przegrali ten strajk z powodu oczywistego, wręcz ostentacyjnego upolitycznienia. Sławomir Broniarz, stały uczestnik wieców opozycji, karnie wpisał się w scenariusz nakreślony przez Kramka i prowadził spór dla samego sporu. Ze sprzecznych komunikatów ZNP można była zapamiętać jedynie przekaz, że belfrom nie zależy na zmianach systemowych, tylko na kasie, a żądania są maksymalnie wygórowane, by rząd nie miał nawet cienia szansy ich spełnić. Konflikt miał więc trwać – w pierwotnym założeniu – do jesiennych wyborów – czytamy na łamach tygodnika.

Codziennie nowa woja” - cały tekst w nowym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 6 maja br., także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła