"Sieci": Czego totalna opozycja nie wie o wyborcy PiS

opublikowano: 2 lipca 2019
"Sieci": Czego totalna opozycja nie wie o wyborcy PiS lupa lupa

Totalna opozycja wciąż nie rozumie, dlaczego przegrała znowu wybory. Wylewa więc kolejne żale pod różnymi adresami: telewizji publicznej, Wiosny Biedronia, Sekielskiego i jego filmu, a nawet Tuska, który „źle się kojarzy”. Problem polega jednak na tym, że opozycja i liberalne elity jej kibicujące wciąż nie rozumieją wyborców PiS, ani nawet nie próbują tego zrobić – pisze Dorota Łosiewicz na łamach nowego wydania tygodnika „Sieci”.

Niechęć przedstawicieli opozycji oraz jej sympatyków wobec działań obecnego rządu nie dziwi. Szok i zażenowanie budzą jednakże komentarze kierowane pod adresem wyborców PiS, które nasiliły się zwłaszcza po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wobec „pisowskich głupków” z niebywałą agresją wyrażane są obelgi, lekceważenie i pogarda. Zdaniem warszawskich elit na PiS głosują ludzie ciemni i niewykształceni.

Faktycznie z badania Ipsosu wynika, że wśród badanych osób, które zakończyły edukację na szkole podstawowej lub gimnazjum, aż 70 proc. zagłosowało na PiS. Spośród wyborców mogących się pochwalić wykształceniem zawodowym 65 proc. wybrało partię Jarosława Kaczyńskiego. Wraz ze wzrostem wykształcenia spada poparcie dla PiS. W grupie legitymującej się wykształceniem średnim lub pomaturalnym na PiS głosowało już ok. 43 proc. Polaków, a spośród osób z wykształceniem wyższym 27 proc. Czy jednak mniej wykształcony znaczy głupszy? I dlaczego mieszkaniec wsi miałby mieć mniej do powiedzenia niż mieszkaniec większych miast? Kto uważnie śledziłby sondy, będące nieodłączną częścią programu „W tyle wizji” (TVP Info), który mam przyjemność współprowadzić, zrozumiałby, jak trzeźwy, zdrowy i logiczny osąd sytuacji mają osoby, którymi tak pogardzają liberalne elity. Właściwie pracą domową piarowców partii opozycyjnych powinno być uważne wsłuchiwanie się w to, co mają do powiedzenia tzw. zwykli Polacy. A do powiedzenia mają bardzo wiele i zwykle mówią bardzo rozsądnie, choć nie powołują się na dialektykę Hegla ani rozważania Kartezjusza. Reporterzy „W tyle wizji” często rozmawiają z mieszkańcami wsi, rolnikami oraz klientami i sprzedawcami polskich targowisk. Obejrzenie jednej z takich sond mogłoby totalnej opozycji powiedzieć o Polakach więcej niż sto spotkań z podstawionymi przez lokalne struktury wyborcami własnych partii. Wyraźnie widać, że kalumnie, które rzucają przedstawiciele i akolici „totalsów”, działają na tzw. zwykłych Polaków jak płachta na byka – podkreśla publicystka tygodnika „Sieci”.

Drugi argument wysuwany przez bezkrytycznych fanów Unii Europejskiej zasadniczo budzi uśmiech, gdyż w państwach UE na politykę prorodzinną przeznacza się niezwykle duże nakłady finansowe.

Nim wprowadzono program Rodzina 500+, Polska znajdowała się w ogonie państw wspierających dzietność i rodziny. Dużo i głośno mówiło się o tym, że Polki wolą rodzić na Wyspach Brytyjskich z powodu wysokiego socjalu, jaki otrzymują z tego tytułu. W ciągu trzech lat Polska z jednego z europejskich maruderów w dziedzinie nakładów na politykę rodzinną stała się prymusem. Nakłady w tej dziedzinie w Polsce, do chwili rozszerzenia 500+ na pierwsze dziecko, wynosiły ponad 3 proc. PKB, co usytuowało nasz kraj w europejskiej czołówce. Skąd więc taka niechęć liberalnych elit do wspierania rodzin? Można sobie to tłumaczyć tylko tym, że skoro program wprowadził rząd PiS, to z założenia musi on być zły. Albo może elitom nie podoba się to, że korzystają z niego pisowskie rodziny, czyli te wielodzietne (choć od 1 lipca program będzie przecież poszerzony na każde dziecko) – podsumowuje Łosiewicz.

Korzyści płynące z programu 500+ da się bardzo łatwo wyliczyć. Pokazują one jednoznacznie, że dla zmniejszenia poziomu ubóstwa i poprawienia sytuacji materialnej wielu rodzin warto było podjąć to wyzwanie. Jak pisze publicystka tygodnika „Sieci”:

Rządowym wsparciem objęto dotychczas ponad 3,7 mln dzieci. Po rozszerzeniu programu na pierwsze dziecko (bez kryterium dochodowego) będzie to 6,8 mln dzieci. Dotąd głównymi beneficjentami programu były rodziny z dwójką dzieci, wielodzietni oraz mieszkający na wsi. Nie ma wątpliwości, że rządowy program wpłynął na obniżenie nierówności dochodowych. Z szacunków resortu rodziny wynika, że dzięki 500+ wskaźnik zagrożenia ubóstwem relatywnym spadł o prawie 4 pkt proc. Program obniżył liczbę dzieci zagrożonych ubóstwem relatywnym nawet o połowę, a zagrożenie ubóstwem wśród dzieci do 17. Roku życia z 22,3 proc. w 2014 r. spadło do poziomu 10,5 proc. w 2017 r. Bank Światowy opublikował ekspertyzę, w której oszacowano wpływ programu na miarę ubóstwa skrajnego. Według wyliczeń ubóstwo skrajne w Polsce w efekcie wprowadzenia świadczenia obniżyło się z 8,9 do 5,9 proc. „O zmniejszeniu poziomu ubóstwa rodzice piszą w listach, e-mailach, obserwuję to także naocznie. Rodziny wielodzietne odzyskują godność. Wychodzą z długów, zaczynają lepiej odżywiać dzieci, mogą im kupić buty, podstawowe ubrania. Nie muszą już tylko liczyć na odzież po kimś. To przywróciło poczucie godności i własnej wartości. A to ważne, żeby dzieci przestały się wstydzić swojego statusu materialnego” – mówiła Joanna Puzyna-Krupska.

Więcej w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 1 lipca br., także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html. Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła