„Sieci”: Kulisy władzy – IV RP kontra III RP

opublikowano: 3 października 2017
„Sieci”: Kulisy władzy – IV RP kontra III RP lupa lupa
fot. Fratria/"Sieci"

Dalsze losy Polski zależą dziś od jednego człowieka: od prezydenta Andrzeja Dudy.

Możliwe, ale trudne będzie wygranie przez PiS wyborów parlamentarnych po „rozwodzie” z Andrzejem Dudą, tak jak reelekcja obecnego prezydenta – pisze w najnowszym numerze tygodnika „Sieci” Stanisław Janecki. – Dalsze losy Polski zależą dziś od jednego człowieka: od prezydenta Andrzeja Dudy. Nie od jego doradców, nie od jego partnerów w PiS, ale od niego samego – przekonuje redaktor naczelny „Sieci”, Jacek Karnowski.

W okładkowych artykułach tygodnika Stanisław Janecki i Jacek Karnowski starają się odpowiedzieć na pytanie, w jakim punkcie znajduje się obecnie polska polityka. Czy faktycznie można mówić o konflikcie w obozie rządzącym, a jeżeli tak, do czego może nas on doprowadzić. Znamienna jest obserwacja redaktora naczelnego „Sieci”, który pisze:

W środę 27 września, czyli dwa dni po ogłoszeniu propozycji prezydenta w sprawie sądownictwa, tabloid „Fakt” w mocnych słowach łajał… PO. Ton zdecydowany: „Platformo! Czy leci z wami pilot?!” – tak brzmiał tytuł artykułu, a w podtytule precyzowano: „Najpierw zlekceważyli prezydenta Dudę, a teraz próbują się tłumaczyć!”. Zarzuty wobec partii Schetyny są oczywiście słuszne, ale eksponowanie ich przez niemiecko-szwajcarski dziennik, zwykle jednoznacznie sprzyjający III RP, pokazuje, że jesteśmy świadkami poważnej korekty politycznej i medialnej.

Co dla obozu rządzącego oznacza ta zmiana?

Musimy wiedzieć, czy prezydent jest z nami, czy możliwe są kolejne zmiany, czy też na razie więcej nie zdołamy w Polsce naprawić” – mówił tydzień temu w wywiadzie dla „Sieci” prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Kolejne wydarzenia pokazują słuszność tej diagnozy. Przedstawione przez prezydenta własne projekty zmian w sądownictwie okazały się nieco mniej broniące stanu obecnego, niż Andrzej Duda zapowiadał politykom w trakcie konsultacji, ale z punktu widzenia uczciwej diagnozy patologii systemu wymiaru sprawiedliwości nadal nie do przyjęcia. Brak pewności, że Krajowa Rada Sądownictwa będzie elementem dynamicznie wprowadzającym zmiany w praktyce sądownictwa, brak szybkiego nowego otwarcia w Sądzie Najwyższym – oto ich istota – zauważa redaktor naczelny „Sieci”.

Janecki rozszerza to zagadnienie, stawiając dość mocne hipotezy, co może dziać się w najbliższej perspektywie z prezydenckimi ustawami.

Po wpłynięciu do Sejmu projektów prezydenckich ustaw ich oceny ze strony polityków Prawa i Sprawiedliwości były przychylne. Podkreślano, że uda się uzyskać efekt zadowalający i PiS, i głowę państwa. Co nie oznacza, że faktycznie nie będzie problemów. Są możliwe trzy scenariusze. Pierwszy – posłowie PiS wprowadzą niewielkie poprawki, w miarę szybko przegłosują ustawy, a prezydent je podpisze. Może się tak zdarzyć nie dlatego, że PiS będzie zadowolone, ale żeby zamknąć ten rozdział ze względu na niemożność wypracowania innego rozwiązania i chęć uniknięcia otwartej wojny we własnym obozie. Wtedy rząd i PiS musiałyby znaleźć jakieś protezy zastępujące to, czego w ustawach zabrakło. Drugi scenariusz – wielotygodniowe procedowanie w Sejmie, a w tym czasie szukanie porozumienia z prezydentem. Takie porozumienie zapewne uwzględniałoby to, co się w tym czasie zdarzy na ulicy i za granicą (będzie jeszcze o tym mowa), i byłoby związane z większymi ustępstwami głowy państwa. Trzeci wariant – to scenariusz konfrontacyjny, czyli wprowadzenie daleko idących zmian w ustawach i ponowne weta, a być może tylko zawetowanie jednej z tak poprawionych ustaw i podpisanie drugiej. To osłabiałoby konfrontację i dawało czas na szukanie kompromisu. W twardym wariancie (ponowne podwójne weto) mogłoby dojść do zaognienia relacji prezydenta z PiS i rządem, co mogłoby skutkować wetami kolejnych ustaw i jakąś formą odcięcia się partii rządzącej od głowy państwa. Włącznie z zawieszeniem decyzji, czy Duda będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich w 2020 r – typuje publicysta.

Obaj dziennikarze nie ukrywają zaniepokojenia zaistniałą sytuacją. Jacek Karnowski dostrzega nawet zbieżność obecnych realiów z tymi, z jakimi mieliśmy do czynienia przed 2005 rokiem, czyli przed wywróceniem politycznego stolika, jakim była afera Rywina.

Najbardziej niepokoi ton, jaki przyjął Andrzej Duda w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi Gazecie Prawnej”. Całkowicie porzuca optykę radykalnej zmiany obiecywanej w2015 r., stawia się tam w roli arbitra (w domyśle – między III a IV RP), opisuje siebie jako polityka zawsze „umiarkowanego”, co jest dziwną próbą reinterpretacji własnej historii. No i ta nieznośna, pachnąca tuskizmem maniera stawiania się pośrodku, niezależnie od tego, co naprawdę jest na skrzydłach. Przecież to były lider PO przez siedem lat oszukiwał Polaków zmianami, obiecując determinację, ale nie rewolucję. Te frazy, że „mówimy »nie« lewicy i mówimy »nie« prawicy”, znane są Polakom do bólu. I wiemy, że do niczego nie prowadzą. To wszystko wymusza postawienie tego pytania: czy Andrzej Duda zaciąga obozowi patriotycznemu hamulec w próbie złamania postkomunistycznych sitw i patologii? Czy obóz dobrej zmiany, za sprawą prezydenta, doszedł do granicy zasadniczych zmian w państwie? Co leży u podstaw prezydenckiej korekty? Bo przecież trzeba podkreślić: to Andrzej Duda i tylko Andrzej Duda przesunął się w swoim opisie rzeczywistości, Jarosław Kaczyński oraz jego obóz stoją tam, gdzie stali – docieka Karnowski.

Bardzo ciekawa jest także diagnoza Stanisława Janeckiego:

Jest znamienne, że czołowi politycy PiS twierdzą, jakoby prezydent Duda niweczył historyczną szansę pełnego odzyskania przez Polskę niepodległości i podmiotowości oraz wyniesienia naszego kraju na poziom regionalnego mocarstwa (przy zachowaniu stosownych proporcji i unikaniu megalomanii). A z drugiej strony to urzędnicy i doradcy Andrzeja Dudy uważają, że tych wszystkich celów nie da się osiągnąć bez „wielkiego” prezydenta na wielki jubileusz i następne lata. I politycy PiS mają mieć z tym problem, gdyż uważają, że to próba przyćmiewania prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego dokonań. PiS nie chce wojny z prezydentem, ale dopuszcza coś w rodzaju „rozwiązania umowy za porozumieniem stron”. Taki wariant nie wyklucza odnowienia umowy w kluczowym momencie kalendarza wyborczego – podsumowuje komentator polityczny.

Obie analizy publicystów tygodnika w najnowszym numerze „Sieci”, dostępnym w sprzedaży od 2 października, także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła