"Sieci": Na „Legiony” marsz

opublikowano: 3 października 2019
"Sieci": Na „Legiony” marsz
materiały prasowe

"Wyzwaniem jest skutecznie opowiadać o ważnych sprawach wielu widzom".

Mieliśmy świadomość, że widzowie znają współczesne zachodnie kino wojenne: „Szeregowca Ryana”, „Grę o tron” czy „Przełęcz ocalonych”. Jeśli więc damy im paździerz, to po prostu nasz film odrzucą – Michał Karnowski rozmawia na łamach tygodnika „Sieci” z Maciejem Pawlickim, producentem filmu „Legiony”.

Maciej Pawlicki przypomina, że czytelnicy tygodnika »Sieci« pierwsi dowiedzieli się o naszym planie nakręcenia »Legionów«, wiedzą zatem, jaki cel nam przyświecał: opowiedzieć w atrakcyjny sposób o garstce chłopców i dziewcząt, którzy rzucili wyzwanie trzem imperiom. I – sądząc po reakcji widzów – to się udało. Opowiada także o współpracy z innymi twórcami filmu: Nasze twórcze spory dotyczyły tego, jak skutecznie osiągnąć cel, tzn. zrobić film nie tylko dla widowni – z całym dla niej szacunkiem – zakochanej w polskiej historii, która mocno utożsamia się z legionistami, ich walką o niepodległość, która chce filmu wyrazistego w patosie. Dla mnie ważne było, aby był to film także dla tych, którzy niewiele o historii wiedzą, niekoniecznie się nią do tej pory interesowali, a chcą zobaczyć w kinie porywającą, emocjonującą historię […]. Wyzwaniem jest skutecznie opowiadać o ważnych sprawach wielu widzom.

Producent podkreśla, że to obraz pokazujący nie tyle, że Polacy nie chcą wolności, ile raczej, że nie wierzą, że ona jest możliwa, na wyciągnięcie ręki, nie mają w sobie tej siły wielkiego marzenia, którą miał Piłsudski, Strzelcy i Drużyniacy. To się przełamuje, legioniści pozyskują serca Polaków, ale przejść musieli przez ten gorzki czas niezrozumienia […]. Ilu ludzi tworzyło polską kulturę w czasie zaborów? Ilu wybierało świadomie trudną ścieżkę polskości? Naprawdę nie tak wielu. W sumie kilkudziesięciu twórców opowiedziało nam Polskę, przechowało ją w głowach i sercach pokoleń i tych młodych w 1914 r. chłopaków, których rodzice, dziadkowie i pradziadkowie żyli w zniewolonym kraju.

Pawlicki wskazuje także, co miał na celu zabieg zastosowany pod koniec filmu, kiedy bohaterowie opowieści płynnie przechodzą w postaci z archiwalnych zdjęć: Chodziło o trzy sprawy. Po pierwsze, by pokazać, że oni byli tacy sami jak my […]. Po drugie chodziło o to, by pokazać, iż wiele z archiwalnych zdjęć było inspiracją dla scen zawartych w filmie. A po trzecie, żeby – w ostatnich kadrach – pokazać, iż ich wysiłek był nie tylko piękny, lecz i skuteczny. Przynieśli wolność i niepodległość Polakom. Pawlicki zaznaczył, że płomień ducha polskiego trzeba rozniecać stale, pokusa marazmu czy uległości jest zawsze duża. Ta walka toczy się o umysły i o serca. Nie przypadkiem tak straszna praca jest wykonywana, by zawstydzić Polaków, wmówić im, że nasza historia jest nic niewarta, że dziedziczymy tylko małość, głupotę i klęski. Mam nadzieję, że nasz film jest opowieścią o prawdziwej Polsce i małą cegiełką w walce o to, by Polacy wciskaną im pedagogikę wstydu odrzucili. Zapowiedział również pracę nad kolejnymi podobnymi projektami: Mam ich w głowie wiele. Dla tej publiczności, która na »Legionach« płacze.

Więcej w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 30 września br., także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła