"Sieci": Nieczyste sumienie

opublikowano: 14 lutego 2018
"Sieci": Nieczyste sumienie

Historia to jest to, w co ludzie wierzą, a wierzą w to, co im przekazują media: z prawdą historyczną ma to niewiele wspólnego” – ten cytat z monachijskiego dziennika „Süddeutsche Zeitung” świetnie obrazuje, dlaczego walka przeciwko używaniu określenia „polskie obozy zagłady” jest słuszna – pisze Aleksandra Rybińska na łamach najnowszego wydania tygodnika „Sieci”.

Autorka stara się wytłumaczyć, gdzie i w jakich okolicznościach powstał termin „polskie obozy śmierci” oraz dlaczego Niemcy usilnie próbują znaleźć dziś współwinnych Holocaustu.

Skąd wziął się termin „polskie obozy”, dokładnie nie wiadomo. Po raz pierwszy miał zostać użyty przez Jana Karskiego, który próbował zawiadomić Zachód o zbrodniach Niemców. W 1944 r. Karski opublikował artykuł pod tytułem „Polish Death Camps” w amerykańskim piśmie „Collier’s”. Chodziło mu oczywiście o geograficzne położenie obozów, a nie o to, że są polskie. Tuż po wojnie o „polskich obozach” pisała w swojej książce „Medaliony” także Zofia Nałkowska. Znalazło się ono jako określenie geograficzne również we wspomnieniach węgierskiego Żyda Eugene’a Weinstocka pod tytułem „Za ostatnią ścieżką”. Trudno tym autorom jednak zarzucić fałszowanie historii, zarówno bowiem Nałkowska, jak i Weinstock sprawców zbrodni wojennych nazywają jednoznacznie „Niemcami”, a nie jak dziś stało się to powszechne „nazistami”. Wówczas, gdy pamięć o niemieckich zbrodniach była wciąż żywa, „polskie obozy” rzeczywiście mogły stanowić rodzaj skrótu myślowego.

Dziś natomiast „polskie obozy”, łączone z rzekomym antysemityzmem Polaków, mają stworzyć wrażenie współpracy polskiego narodu z III Rzeszą w eksterminacji Żydów. Jest to zabieg prosty i niesłychanie skuteczny: wina poprzez asocjację. Obozy były w Polsce. Polacy byli antysemitami. Wnioski nasuwają się same.

Na łączeniu Polski z zagładą Żydów wizerunkowo wydają się korzystać najbardziej Niemcy, dlatego pojawiła się teza, że „polskie obozy” to wynalazek zachodnioniemieckiej służby wywiadowczej, która pod koniec lat 40. XX w. do swoich szeregów wcieliła setki dawnych pracowników Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (SD), SS, Gestapo, Abwehry, Tajnej Policji Polowej, a także oficerów Wehrmachtu. Późniejszy Bundesnachrichtendienst (BND) nazywał się wówczas jeszcze Organisation Gehlen, a kierował nią niemiecki generał brygady Reinhard Gehlen, w czasie wojny jeden z najważniejszych oficerów Hitlera na froncie wschodnim.

Jak twierdzi m.in. Leszek Pietrzak na łamach „Do Rzeczy”, to Gehlen, Benzinger i Co. mieli się posłużyć semantyczną manipulacją i wprowadzić do medialnego obiegu termin „polskie obozy koncentracyjne” oraz zmienić Niemców w „nazistów”, by zdjąć odium Holokaustu z Bundesrepubliki. Problem w tym, że dowodów na to nie ma.

Więcej w nowym numerze tygodnika „Sieci”, dostępnym w sprzedaży od 12 lutego, także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła