„Sieci”: Polityczny taniec na tragedii

opublikowano: 26 października 2017
„Sieci”: Polityczny taniec na tragedii
Fratria/"Sieci"

Redaktor naczelna portalu wPolityce.pl opisuje tragedię, jaka rozegrała się w Warszawie 19 października.

Rozpacz patrioty” czy histeryczna desperacja przeciwników PiS? Kto kreuje społeczny amok i jak daleko potrafi się posunąć? – pyta w najnowszym numerze tygodnika „Sieci” Marzena Nykiel.

Redaktor naczelna portalu wPolityce.pl opisuje tragedię, jaka rozegrała się w Warszawie 19 października i próbuje wyjaśnić jej przyczyny.

19 października. Popołudnie. Centrum Warszawy. Na placu Defilad przed Pałacem Kultury i Nauki 54-letni mężczyzna oblewa się łatwopalną substancją i podpala. Wokół porozrzucane ulotki. Świadkowie twierdzą, że wcześniej odczytywał przez megafon swój polityczny manifest, oskarżając Prawo i Sprawiedliwość. Z głośników słychać piosenkę „Wolność kocham i rozumiem”. Przechodnie biegną na ratunek, pracownik parkingu gasi płomień, wezwana zostaje pomoc. Kilka minut później informacja o tragicznym wydarzeniu zalewa internet. Warszawscy radni lewicy są na miejscu niemal natychmiast. Publikują na portalach społecznościowych pożegnalny list mężczyzny. „Chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach” – czytamy. Mimo że ma rozległe poparzenia, żyje. Z informacji, do których docieramy, wynika, że przebywający w szpitalu 54-letni Piotr S. jest mieszkańcem Niepołomic. Od kilku lat leczy się na depresję. Był poszukiwany przez rodzinę, która obawiała się, że może popełnić samobójstwo. Jego polityczny manifest żyje już jednak własnym życiem – wyjaśnia Nykiel.

Dziennikarka pokazuje cały proces kreowania mężczyzny na bohatera, który zaczął się zaraz po samym wydarzeniu.

Przed chwilą pod PKiN jakiś człowiek dokonał samopodpalenia. Właśnie wychodziliśmy z Pauliną Piechną-Więckiewicz z pałacu, kiedy to zrobił. Żył, kiedy zabierała go karetka. Ten człowiek protestował w obronie wolności. Zostawił list oraz nagranie z prośbą, aby go nie ratować oraz to nagrywać i upowszechniać. Oczywiście akcji ratunkowej nie nagrałem, natomiast publikuję zgodnie z jego wolą część listu, jaki pozostawił” – napisał na Facebooku radny SLD Tomasz Sybilski. Towarzysząca mu radna lewicy Paulina Piechna-Więckiewicz również nagłaśnia sprawę. „To list, który napisał Pan, który się podpalił dzisiaj pod PKiN, w nagraniu prosił, żeby go rozpowszechniać, tak też z @TomaszSybilski czynimy” – oświadczyła na Twitterze. List wydrukowany w kilkudziesięciu egzemplarzach jednoznacznie wskazuje na intencję działań 54-latka. „Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa – pisze, podkreślając, że czuje bezsilność wobec braku skuteczności dotychczasowych apeli pod adresem obecnych władz – przytacza publicystka.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Sieci”, dostępnym w sprzedaży od 23 października, także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła