„Sieci”: Spiskiem w prawicę

opublikowano: 21 lutego 2021
„Sieci”: Spiskiem w prawicę

W najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci” Marek Pyza i Marcin Wikło relacjonują i analizują niezwykle ciekawy artykuł „Tajna historia kampanii cieni, która uratowała wybory 2020 r.” w tygodniku „Time”, z którego wynika, że zmiana władzy w Waszyngtonie (przedstawiana jako „obrona demokracji”) była możliwa dzięki „nieformalnemu sojuszowi między lewicowymi aktywistami a tytanami biznesu”. I pytają - czy podobne mechanizmy socjotechniki nowych mediów również w Polsce mogą osiągnąć swój cel?

W artykule dziennikarzy tygodnika „Sieci” czytamy, iż z publikacji „Time” dowiadujemy się, że zmiana władzy w Waszyngtonie (przedstawiana jako „obrona demokracji”) była możliwa dzięki „nieformalnemu sojuszowi między lewicowymi aktywistami a tytanami biznesu”. Całość koordynował Michael Podhorzer, dyrektor polityczny AFL-CIO, największej amerykańskiej federacji związków zawodowych. „Time” określa go jako człowieka, który „od prawie ćwierć wieku gromadzi wszelkie dane i opracowuje taktyki, które mają pomóc faworyzowanym przez niego kandydatom wygrać wybory”. I tym razem – podobnie jak w 2012 r. – mu się udało. […] Kluczową rolę w tajnej organizacji odegrali giganci internetowi, zwani Big Tech (m.in. Google, Facebook) i właściciele innych platform społecznościowych. Zaczęło się od kolacji w domu szefa FB Marka Zuckerberga, na którą zaproszono dziewięciu ważnych działaczy praw obywatelskich. Naciski na koncerny internetowe koordynowała Vanita Gupta, szefowa Konferencji Liderów zrzeszającej amerykańskie organizacje zajmujące się prawami człowieka i obywatelskimi. Odniosła wielki sukces, jakim była złożona przez właścicieli społecznościówek obietnica zastosowania w odpowiednim momencie cenzury i blokowania treści, które mogły zagrozić ich celowi – odsunięciu od władzy Trumpa.

Dziennikarze zwracają uwagę także rolę mediów, które w takim spisku mają kluczową role.

Każdy niepokój społeczny działa na niekorzyść obozu sprawującego władzę. Dlatego amerykańska lewica i liberałowie tak wspierali ruch Black Lives Matter i machali ręką na krwawe zamieszki, do których doprowadziła rasowa histeria. Dlatego polska lewica i liberałowie trzymają kciuki za panią Lempart, nawet jeśli się z nią nie zgadzają. Dlatego też grające w tej orkiestrze media z taką emfazą relacjonują wszystkie protesty Strajku Kobiet, udając ślepotę na łamanie prawa: agresję, niszczenie mienia, wezwania do fizycznych ataków na kościoły, biura poselskie, policję czy polityków.

Tygodnik „Sieci” publikuje również obszerny artykuł autorstwa byłego członka podkomisji smoleńskiej Glenna Jorgensena pt. „Badanie tragedii smoleńskiej – co się dzieje?”.

Na publiczne zabranie głosu decyduję się po latach prób naprawy sytuacji poza zasięgiem mediów, odkąd wyraźnie widzę, że sprawa ważna dla Polski, której poświęciłem – podobnie jak inni zaangażowani w badanie – osiem lat życia, zmierza w złym kierunku – pisze Glenn Jorgensen. Redakcja w całości publikuje jego tekst, który jest z pewnością cennym głosem w debacie nad tak ważną dla wszystkich Polaków sprawą.

Na bolesną prawdę nigdy nie jest dobry czas: wybory, kolejne niepokoje społeczne, troska, by nie osłabiać rządzących, dla których trudno dostrzec lepszą alternatywę w Polsce – wszystko to nie sprzyja ujawnianiu kłopotów. Jednak jest coraz mniej czasu, a problem narasta. Wsparcie organów państwa w badaniu i śledztwie, a może przede wszystkim w działaniach naprawczych, które muszą być podjęte po opublikowaniu raportu, jest skutecznie stopowane przez przewlekanie i blokowanie prac – czytamy w artykule byłego członka podkomisji smoleńskiej.

Jacek Karnowski rozmawia z szefem polskiej dyplomacji prof. Zbigniewem Rauem („Niemcy są szczególnie wyczuleni na jakąkolwiek krytykę”) m.in. na temat planowanych przez Sejm zmian legislacyjnych dotyczących służby zagranicznej. Dowiadujemy się, że w projekcie zakłada się inne podejście do mianowania przedstawicieli naszego kraju w placówkach dyplomatycznych.

Chodzi o to, żeby te osoby mogły wykorzystywać swoje doświadczenia czy to z biznesu, czy z instytucji międzynarodowych, analitycznych, czy ze świata nauki. Chodzi o ludzi, którzy będą dawali gwarancję, że są w stanie wykonać określone zadanie, a jednocześnie będą się cieszyli zaufaniem politycznym. Pomagać im będą zarówno zawodowi dyplomaci zatrudnieni w konkretnych ambasadach czy konsulatach, jak i centrala w Warszawie.

Polityk poświęca sporo miejsca relacjom z innymi państwami europejskimi. Opisuje, że dużym szacunkiem w kwestiach wschodnich darzą nas Hiszpanie, a w rozmowach z Paryżem możemy liczyć na nową dynamikę. Odnosi się także do działań naszych zachodnich sąsiadów.

Nominacje ambasadorskie Niemiec w Polsce są rzeczywiście przemyślane, to nie są decyzje przypadkowe. Są pewne problemy, np. z naszej perspektywy traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy mógłby być dużo lepiej realizowany. Z drugiej strony widać pewną troskę o to, by wyjść naprzeciw polskiej wrażliwości. Nowy ambasador pan Arndt Freytag von Loringhoven wykonał kilka znaczących, ważnych dla nas gestów, upamiętniając ofiary niemieckich zbrodni w Polsce. Z kolei w deklaracji Bundestagu w sprawie stosunków polsko-niemieckich przywołano krzywdy nie tylko wynikające z paktu Hitler–Stalin czy Ribbentrop–Mołotow, lecz również rozbiory i germanizację. To jest duży krok naprzód – stwierdza prof. Zbigniew Rau.

Stanisław Janecki w artykule „Reset Zjednoczonej Prawicy” stosując motoryzacyjne porównania opisuje sytuację w obozie rządzącym. Jego zdaniem dotychczas borykał się on z pewnymi wyzwaniami. Wiosną 2020 r., w związku z wyborami prezydenckimi planowanymi na 10 maja, ZP zaczęła hamować, ale nie silnikiem, tylko na luzie, bezsensownie zużywając paliwo. Wtedy Porozumienie Jarosława Gowina zablokowało wybory w formie korespondencyjnej. I wszystko, co się działo po 10 maja, było hamowaniem na luzie. Obejmuje to przesunięte wybory prezydenckie (ostatecznie 28 czerwca i 12 lipca), piątkę dla zwierząt (projekt zaprezentowano 8 września, wywołał on sprzeciw Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry), sprawę aborcji (po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r., które weszło w życie 27 stycznia 2021 r.), planowane zmiany składki zdrowotnej czy najnowszy projekt ratyfikacji unijnego funduszu odbudowy (obiekcje zgłasza Solidarna Polska). Politycznie Zjednoczona Prawica jedzie na jałowym biegu.

Zdaniem Janeckiego wewnętrzne konflikty nie pozwalają w pełni wyeksponować wybitnych osiągnięć rządu, w tym dobrym wyników gospodarczych mimo trwającej pandemii. Jak czytamy, obserwujemy teraz reset w Zjednoczonej Prawicy, którego dokonuje kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego ma powstać wspólny pakiet minimum, który zagwarantuje, że obóz rządzący nie będzie prowadził wewnętrznych wojen o niemożliwe do przeforsowania projekty, bo nie stać go na takie wojny. Ma zostać ustanowiona agenda do wyborów samorządowych w 2023 r., której sygnatariusze muszą bezwzględnie przestrzegać i sami we własnych szeregach dbać o lojalność i współpracę. […] Żeby ustalenia dyscyplinujące i scalające poszczególne elementy Zjednoczonej Prawicy nie wisiały w próżni, powinien zostać przyjęty wspólny kodeks etyczny – zauważa publicysta.

W artykule „Kto się boi plakatów z nienarodzonym dzieckiem?” Dorota Łosiewicz przybliża ideę kampanii społecznej Fundacji Nasze Dzieci – Edukacja, Zdrowie, Wiara, która […] dosłownie zalała Polskę plakatami. Wizerunek nienarodzonego dziecka w macicy w kształcie serca pojawił się na billboardach małych, średnich i dużych. Na słupach reklamowych i przystankach. Fundacja rozpowszechniła ok. 1,5 tys. plakatów, które pojawiły się w 11 miastach. Początkowo nie towarzyszyły im żadne hasła. Można było sądzić, że mamy do czynienia wyłącznie z akcją antyaborcyjną. Na plakatach stopniowo zaczęły się ukazywać jednak także hasła, np. „Jestem, ufam”. Wieszano również nowe plakaty ze zdjęciem USG twarzy nienarodzonego dziecka i podpisem „Mam 5 miesięcy”. Aż wreszcie na billboardach pojawiły się duże napisy „Hospicja perinatalne”. Okazało się więc, że oprócz promocji życia mamy do czynienia z bardzo kosztowną i potrzebną promocją idei hospicjów perinatalnych, czyli miejsc, w których szerokie wsparcie mogą otrzymać rodzice spodziewający się narodzin dzieci z wadami letalnymi.

Łosiewicz zwraca uwagę, że ta potrzebna i pożyteczna akcja wywołała powszechne oburzenie lewicy, feministek i uczestniczek tzw. „strajku kobiet”. Podobnie niezrozumiała jest agresja i furia uczestników demonstracji popierających aborcję, głównie młodych mężczyzn, w reakcji na wspomniane plakaty. Wszyscy chyba pamiętamy, z jaką złością niszczono w centrum Warszawy nośniki z wizerunkiem nienarodzonego dziecka. – Ten plakat powinien generalnie wzbudzać pozytywne emocje, ponieważ jest ciepły, metaforyczny (mam na myśli macicę w kształcie serca) i pokazuje rzeczywistość, która po prostu istnieje – tłumaczy dr Sabina Zalewska, psycholog rodziny, pedagog, terapeuta z warszawskiej Poradni Dewajtis. – A skąd te agresywne uliczne reakcje? One wynikają ze sprzeciwu wobec idei, którą plakat ze sobą niesie, przecież nie z powodu widoku dziecka w łonie matki. Ten widok jest po prostu piękny. Możliwe też, że te reakcje związane są z jakąś traumą, u niektórych ludzi tak rozładowywana jest frustracja – dodaje dr Zalewska.

W materiale „Gdzie trafi Nawalny?” Marek Budzisz przytacza relacje rosyjskich mediów, które informują o obecnym miejscu przetrzymywania słynnego opozycjonisty.

Umieszczono go w specjalnej placówce dla więźniów wysokiej rangi. Nawalny znajduje się obecnie w specjalnym więzieniu dla najważniejszych więźniów w Rosji. Przetrzymywanych jest tam ok. 100 aresztantów, a warunki jak na Rosję są dobre. Osadzeni są trzymani w trzyosobowych, niedawno wyremontowanych celach, mają do dyspozycji telewizor, lodówkę i czajnik elektryczny, mogą zamawiać sobie jedzenie w zewnętrznych restauracjach, a nawet na pewnych warunkach korzystać z poczty elektronicznej. W tym areszcie przebywają więźniowie specjalni – miliarderzy, byli gubernatorzy aresztowani za łapówkarstwo, osądzani w najgłośniejszych w Rosji sprawach, tacy jak kryminalna sława, autorytet świata przestępczego, „wor w zakonie” o ksywie Japończyk czy skazany za łapówkarstwo były pułkownik FSB Dmitrij Zacharczenko, u którego podczas rewizji znaleziono w gotówce 8,5 mld rubli (115 mln dol.), 2 mln euro i 120 mln dol., nie licząc samochodów, złota ani innych drobiazgów (wiadomo też, że posiadał kilkadziesiąt nieruchomości).

W tygodniku także ciekawe komentarze dotyczące bieżących wydarzeń pióra Krzysztofa Feusette, Doroty Łosiewicz, Bronisława Wildsteina, Jerzego Jachowicza, Andrzeja Rafała Potockiego, Marty Kaczyńskiej-Zielińskiej, Macieja Pawlickiego, Aliny Czerniakowskiej, Jana Pospieszalskiego czy Katarzyny Zybertowicz.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Sieci”, w sprzedaży od 22 lutego br., także w formie e-wydania – polecamy tę formę lektury, wystarczy kliknąć: http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła