"Sieci": Trzy kryzysy i Notre Dame

opublikowano: 23 kwietnia 2019
"Sieci": Trzy kryzysy i Notre Dame lupa lupa

W symbolicznych odczytaniach płonąca katedra stawała się enigmatyczną alegorią „płonącej Europy”, „płonącego Kościoła”, a w końcu także „płonącej Francji” pisze Jan Rokita w najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci”.

W spokojny wielkoponiedziałkowy wieczór cała Europa na kilka godzin wstrzymała oddech. Miliony osób śledziły na ekranach odbiorników telewizyjnych jak ogień trawi jedną z najbardziej znanych katedr na świecie. Zastępy strażaków do późnych godzin nocnych walczyły o ocalenie Notre Dame, a paryżanie z różańcami w dłoniach tłumnie wylegli na ulice.

Tymczasem obraz płonącej katedry, i to u progu Wielkiego Tygodnia, nabierał nie tylko w mojej wyobraźni coraz większego znaczenia symbolicznego. Symbol to – jak wiadomo – rzecz dość tajemnicza. Coś, co w metaforyczny, „poetycki” sposób przenosi naszą wyobraźnię z jednego zjawiska na całkiem inne, zazwyczaj bez jakiegoś ścisłego związku logicznego pomiędzy nimi. Na zdrowy rozum ogień buchający z wnętrza Notre Dame nie miał przecież żadnego logicznego powiązania ani z falą wstrząsów społecznych, jaka ogarnęła Francję za prezydentury Macrona, ani z rosnącą falą ataków na religię i trwającym za pontyfikatu Franciszka upadkiem w masach autorytetu Kościoła rzymskiego. Podobnie jak nie sposób wymyślić żadnej logicznej więzi pomiędzy palącą się katedrą a politycznymi perturbacjami Unii Europejskiej, w której trwa właśnie zaostrzona wojna ideologiczna i rozpoczyna się proces konfliktowej wymiany elit. To wszystko są niby racjonalne oczywistości – pisze Rokita.

W mediach słychać różne głosy – jedni nadają wydarzeniu wymiar symboliczny, inni nawołują do porzucenia takiego dyskursu.

(…) oczywistością jest (…) doniosłość paryskiej katedry dla zachodniego chrześcijaństwa. Przez to, że władcy Francji rościli sobie przez wieki pretensje do roli „reges christanissimi” (czyli „królów arcychrześcijańskich”), ale także przez powracające we Francji fale antykatolickiej rewolty, paryska katedra zyskała przez wieki status drugiej co do ważności po papieskiej bazylice św. Piotra świątyni katolickiej Europy. To dlatego właśnie pożar Notre Dame wykroczył, jeśli idzie o jego publiczne znaczenie, daleko ponad miarę wszystkich, nawet tych najbardziej tragicznych pożarów, które zdarzyły się w Europie po II wojnie światowej. W poniedziałkowy wieczór na oczach świata płonęło bowiem jednocześnie kluczowe sanktuarium katolickie i ikona popkultury. Doprawdy trudno o melanż o silniejszej symbolicznej wymowie. Dlatego właśnie tak powszechna stała się potrzeba symbolicznej interpretacji całego zdarzenia. Jednak to, co symboliczne, zawsze jest bardzo chwiejne. Pożar Notre Dame niemal u każdego wzbudził, choć po trosze, ów „metafizyczny dreszcz”, ale już racjonalizacje owego „dreszczu” z natury rzeczy musiały powędrować w całkiem odmiennych kierunkach. To charakterystyczne, że temu swoistemu klimatowi niezwykłości i tajemnicy uległy nawet lewicowe media. „The Guardian” pisał w tytule o „siłach piekielnych, które zdewastowały katedrę”, a korespondent paryski „Gazety Wyborczej” donosił z emfazą o panującej w mieście „atmosferze konfrontacji z metafizyczną siłą, która w ciągu dwóch godzin zamieniła symbol Paryża w zgliszcza”. Dla ludzi wierzących (także dla mnie) najmocniej narzucająca się symbolika „płonącego krzyża” Notre Dame, na tle zapadającego w Paryżu wieczoru – to znak wzywający do osobistego religijnego nawrócenia – podsumowuje publicysta.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 23 kwietnia br., także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła