"Sieci": Turbulencje podniebnego giganta

opublikowano: 6 stycznia 2020
"Sieci": Turbulencje podniebnego giganta lupa lupa

"Rynek samolotów pasażerskich jest podzielony między Boeinga i Airbusa. Pogoń za zyskiem wepchnęła jednak amerykańskiego giganta w poważne kłopoty. Dotychczasowe ustalenia w sprawie dwóch katastrof najnowszego samolotu Boeing 737 MAX dowodzą, że maszynę wprowadzano do produkcji w ogromnym pośpiechu. Afera, która poważnie nadszarpnęła kondycję finansową i reputację koncernu, ma jednak dobre strony. Po takiej nauczce nie wypuści już na rynek samolotu, który nie przejdzie najostrzejszych testów" - pisze w nowym "Sieci" Konrad Kołodziejski.

- Na płycie lubelskiego lotniska w Świdniku od wielu miesięcy stoi w kącie kilka samolotów. Nigdzie nie latają, ich silniki i kabiny są szczelnie osłonięte pokrowcami. Co pewien czas pojawiają się w nich technicy kontrolujący sprawność systemów. To jedyny moment, gdy odstawione maszyny na chwilę ożywają - pisze Kołodziejski.

- Unieruchomione samoloty to najnowszy model Boeinga, typ 737 MAX. Część wyprodukowano niecałe dwa lata temu, inne są jeszcze młodsze. Wszystkie należą do LOT, jeden egzemplarz nosi biało-czerwone oznakowanie z okazji stulecia niepodległości. Nasze linie były bardzo dumne, gdy weszły do wąskiego grona pierwszych użytkowników najnowszego modelu Boeinga. Jednak radość trwała krótko. Po dwóch katastrofach – najpierw w Indonezji, a potem w Etiopii – wszystkie samoloty tego typu, w tym również polskie, zostały w marcu uziemione. Kiedy znów wzbiją się w powietrze? Najnowsze informacje mówią, że najwcześniej wiosną przyszłego roku. Wszystko zależy od tego, czy samoloty przejdą pomyślnie ponowny proces certyfikacyjny dopuszczający je do lotów - zaznacza.

- Boeing 737 MAX miał być wielkim hitem na rynku samolotów wąskokadłubowych. Najnowsza, czwarta już generacja produkowanego od półwiecza popularnego odrzutowca została wyposażona w oszczędne silniki i wyrafinowane systemy elektroniczne. Nowe silniki były jednak znacznie większe od stosowanych w poprzednich modelach, co zmieniło właściwości aerodynamiczne maszyny. Samolot miał tendencję do zadzierania nosa przy starcie, co groziło przeciągnięciem samolotu (czyli utratą jego siły nośnej prowadzącą do upadku na ziemię), dlatego został opracowany specjalny system stabilizacji mający zapobiec temu niebezpiecznemu zjawisku - pisze.

- System o nazwie MCAS pobierał dane o parametrach lotu ze specjalnych czujników na kadłubie. Na ich podstawie automatycznie i bez wiedzy pilotów korygował stery wysokości samolotu, opuszczając w ten sposób nos maszyny. Jak się jednak okazało, MCAS otrzymywał niewłaściwe dane z czujników i załączał się w zupełnie nieprzewidzianych momentach. Nieprawidłowe działanie tego systemu doprowadziło w końcu do dwóch katastrof, w których łącznie zginęło 346 osób. Pierwszą, do której doszło w październiku 2018 r. w Indonezji, zignorowano, zrzucając winę na rzekomo niedoświadczonych pilotów. Jednak drugiej, która wydarzyła się 10 marca 2019 r., a więc zaledwie pół roku później, nie dało się już zlekceważyć. Tuż po starcie z lotniska w Addis Abebie samolot linii Ethiopian Airlines wymknął się spod kontroli pilotów. Zamiast nabierać wysokości, ciągle opuszczał dziób i ostatecznie runął na ziemię. Było już jasne, że wina nie leży po stronie załogi, lecz jest rezultatem błędów konstrukcyjnych. Wkrótce potem wszystkie samoloty Boeing 737 MAX zostały uziemione. Od tej pory rozpoczęło się pasmo kłopotów Boeinga. W trakcie dochodzenia zaczęły wychodzić na jaw szokujące informacje - przypomina.

Więcej na temat działań Instytutu Pamięci Narodowej w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 30 grudnia br., także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła