Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!

"Sieci": Wojna na Ukrainie. Pierwsze wnioski

opublikowano: 13 czerwca 2022
"Sieci": Wojna na Ukrainie. Pierwsze wnioski lupa lupa
PAP/EPA/Fratria

Marek Budzisz analizuje na łamach tygodnika „Sieci” jakie wnioski może wyciągnąć Polska z trwającego na terenie Ukrainy konfliktu zbrojnego.

Wojnę wygrywa nie sama armia, ale siły zbrojne, które mają poparcie narodu i mogą liczyć na silne przywództwo polityczne. Marek Budzisz analizuje na łamach tygodnika „Sieci” jakie wnioski może wyciągnąć Polska z trwającego na terenie Ukrainy konfliktu zbrojnego.

Autor zauważa, że Ukraina nie do końca była przygotowana na starcie z Rosją. Podaje, że kluczowe dla losów wojny okazało się zachowanie samego przywódcy Ukrainy.

Wydaje się, że takim czynnikiem mogła być postawa samego Zełenskiego, który odrzucił propozycję ewakuacji, mówiąc, że „potrzebuje wsparcia, a nie podwózki”.

Według Budzisza istotną kwestią pozostaje wyszkolenie armii i jej morale. Prof. Eliot Cohen, wykładowca studiów strategicznych na Uniwersytecie Johna Hopkinsa, jest wręcz zdania, że „siły zbrojne są lustrem społeczeństwa”. Nie można mieć sprawnej armii w źle funkcjonującym państwie, nadzieje, że będzie ona oazą nowoczesności i patriotyzmu w morzu bylejakości, mogą okazać się płonne. A to oznacza, że jeśli chcemy być dobrze przygotowani na ewentualność konfliktu, musimy zacząć myśleć o tym, jak są zmotywowani oficerowie w naszych siłach zbrojnych, jak są oni szkoleni i jakie postawy mogą zaszczepić młodym ludziom, którzy trafiają do armii – czytamy.

W swojej publikacji dziennikarz przybliża także przyczyny porażki Rosjan w pierwszej fazie starcia. Eksperci brytyjskiego think tanku strategicznego RUSI są zdania, że Rosjanie źle zaplanowali pierwszą fazę wojny, ponieważ zbytnio uwierzyli we własną „doktrynę Gierasimowa” – skuteczność połączenia działań asymetrycznych (propaganda, zastraszenie, dywersja, operacje psychologiczne) z wejściem ograniczonego kontyngentu wojskowego. Jeśliby te założenia zagrały, to w istocie wojna mogłaby toczyć się krótko i rozstrzygnąć szybko. Ale przecież w wojsku nie stawia się wszystkiego na jedną kartę, nie zakłada najlepszego scenariusza. Gdzie odwody strategiczne, gdzie wojska drugiego i trzeciego rzutu, gdzie zdolność do modyfikacji przyjętych założeń i planów taktyczno-operacyjnych? Czegoś tu zabrakło, co skłania do stawiania kolejnej tezy, według której rosyjscy generałowie, zapewne z zaciśniętymi zębami, musieli w myśl zasady „ruki po szwam” przyjąć do realizacji plan, który nie mógł się powieść.

Prawdziwie potężnym orężem podczas wojny jest odpowiednie gromadzenie informacji. Musimy szybciej i dokładniej wiedzieć, co robi przeciwnik, jak zmieniają się warunki działania, w tym atmosferyczne, i umieć z wyprzedzeniem reagować. Ta wiedza w połączeniu ze zdolnościami precyzyjnego rażenia powoduje, iż wcale nie liczniejsza i bardziej zasobna strona konfliktu, ale szybciej i sprawniej działająca ma większe szanse na współczesnym polu walki, na którym jak przed wiekami liczy się siła, ale użyta tam, gdzie przeciwnik jest słaby.

Więcej w nowym wydaniu tygodnika „Sieci”.

Artykuły z bieżącego wydania dostępne online od 13 czerwca br. w ramach subskrypcji Sieci Przyjaciół: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/wydanie-biezace.

Zapraszamy też do oglądania audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła