Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!

"Sieci": Wyjście z labiryntu

opublikowano: 22 kwietnia 2022
"Sieci": Wyjście z labiryntu

Czy do listy zbrodni Władimira Putina uda się w powszechnej świadomości dopisać śmierć polskiego prezydenta? Po 12 latach od katastrofy smoleńskiej w końcu zyskujemy dokument, który opisuje ją całościowo i jest poparty licznymi dowodami – piszą na łamach tygodnika „Sieci” Marek Pyza i Marcin Wikło.

Opublikowany raport końcowy podkomisji MON jednoznacznie stwierdza, że do tragedii smoleńskiej doszło „na skutek nieuprawnionej ingerencji ze strony rosyjskiej”. Zanim polski samolot rozbił się na ziemi, eksplodowały w nim co najmniej dwa ładunki wybuchowe. W 300-stronicowym dokumencie szczegółowo opisano katastrofę, okoliczności na tle wydarzeń ją poprzedzających oraz kontekst polityczny ówczesnej konkurencji między ośrodkiem prezydenckim i rządowym.

Od strony technicznej ta historia, według zespołu Antoniego Macierewicza, zaczyna się pół roku wcześniej: „kluczowe znaczenie miało przekazanie Tu-154M do remontu w Samarze w zakładzie Aviakor będącym wówczas własnością Olega Deripaski, rosyjskiego oligarchy, przyjaciela ówczesnego premiera FR W.W. Putina”. W dokumencie czytamy także, że „decyzja ta została wymuszona przez służby specjalne FR, które od początku kontrolowały cały proces remontu”, a polskie firmy zostały wyeliminowane na mocy rosyjskiego embarga dla firm współpracujących wówczas z Gruzją, z którą Federacja Rosyjska była w stanie wojny. […] Warsztaty w Samarze – to tam miały zostać zainstalowane w tupolewie ładunki wybuchowe. Tak wskazano we wnioskach raportu. Mowa jest o co najmniej dwóch eksplozjach, kluczowa była ta w skrzydle […]. Wybuch potwierdzają liczne ekspertyzy fizykochemiczne, wykonane w polskich i zagranicznych laboratoriach na zlecenie zarówno podkomisji, jak i Prokuratury Krajowej. Pracownie znalazły na próbkach ślady trotylu, pentrytu i heksogenu. Moment wybuchu (ok. 100 m przed „brzozą Bodina”) został zarejestrowany na podstawie odczytu jednego z rejestratorów, dźwięk nagrał się również na pocztę głosową telefonu żony posła Leszka Deptuły, który próbował połączyć się tuż przed tragedią – czytamy w artykule.

Zadanie, jakie stoi teraz przed naszym krajem, to pociągnąć do odpowiedzialności winowajców tej zbrodni. Jedną z instytucji, która może mieć możliwość wyegzekwowania sprawiedliwości, to Międzynarodowy Trybunał Karny, znajdujący się w Hadze i sądzący osoby fizyczne.

W tym przypadku istnieją jednak dwa problemy. Po pierwsze, państwo polskie musiałoby dysponować mocnymi dowodami w sprawie konkretnych ludzi odpowiedzialnych za tę tragedię. A zebranie takowych może się okazać po prostu niewykonalne. Jeśli rząd Donalda Tuska nie zadbał nawet o osłonę kontrwywiadowczą remontowanych w Samarze samolotów i pozostawił je bez jakiegokolwiek nadzoru w rękach rosyjskich, trudno będzie ustalić, kto personalnie miał dostęp do maszyn wożących polskich VIP-ów, a co dopiero złapać go za rękę. Do tego potrzebne byłyby np. zeznania kogoś w rodzaju rosyjskich świadków koronnych, bo o posiadających wartość dowodową dokumentach w takiej sytuacji z oczywistych względów nie ma co marzyć. Po drugie, w 2016 r. dekretem Putina Rosja zerwała stosunki z MTK, a więc wyłączyła się spod jurysdykcji tej instytucji – piszą Pyza i Wikło.

Choć dzięki pracy komisji, o tragedii smoleńskiej wiemy o wiele więcej niż przed laty, śledztwo w dalszym ciągu trwa, a na ostateczne wnioski przyjdzie nam poczekać jeszcze wiele miesięcy.

Więcej w nowym numerze tygodnika „Sieci”. Artykuły z bieżącego wydania dostępne są online w ramach subskrypcji Sieci Przyjaciół:https://wpolityce.pl/tygodniksieci/wydanie-16-2022.

Zapraszamy też do oglądania audycji telewizji wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła