Sieroty III RP

opublikowano: 17 października 2013
Sieroty III RP lupa lupa
sxc.hu

Exodus wciąż trwa. Z roku na rok Polskę opuszczają kolejne dziesiątki tysięcy ludzi. Poza granicami kraju żyje, mieszka i pracuje ponad dwa miliony Polaków. Nikt dokładnie nie wie ilu z nich pozostawiło w kraju dzieci.

Dobrze jeśli są one pod opieką dziadków, cioć, wujów czy kogoś z rodziny, nieźle jeśli zajmuje się nimi ktoś znajomy kogo darzą zaufaniem, gorzej gdy zostają same, porzucone, zdane na los lub państwo. Historie tych euro-sierot, maluchów, starszaków czy nastolatków poruszają nasze serca i napawają nas smutkiem. Ale nie o nich chcę dzisiaj pisać.
Mówiąc o sierotach w tym tekście myślę o starych, zapomnianych, samotnych ludziach - o rodzicach tych, którzy wyjechali, często w pogoni za lepszym życiem, z konieczności „za chlebem” lub szukając perspektyw niemożliwych do odnalezienia tu na miejscu, w kraju.
Znam ich wielu, spotykam w sklepie, w parku, w kościele. Chętnie przyglądają się moim dzieciom, chętnie nawiązują kontakt i opowiadają, opowiadają, opowiadają…
O wnukach, które widzieli raz czy dwa, o braku możliwości rozmowy z nimi ze względu na nieznajomość języka, o trudnych z powodu złego stanu zdrowia podróżach tam i ciężkich powrotach tu do pustego domu.
I chociaż w każdej z tych historii zmieniają się imiona, miejsca i życiowe sytuacje schemat pozostaje ten sam. Pewnego dnia dorosłe już dzieci chcąc przerwać wegetację w kraju pakują manatki i wyjeżdżają po to lepsze życie gdzieś tam daleko, gdzie dolecieć można tylko samolotem. Początkowo kontaktują się często, bo przecież jeszcze przed wyjazdem starają się wyposażyć rodziców – w zależności od zasobności portfela – w komórkę lub komputer. Przesyłają wiadomości, rozmawiają na skype. Z czasem rozmowy są coraz rzadsze, bo …praca, zabieganie, nowe problemy, a czasem nowi, atrakcyjniejsi znajomi.
A nawet jeśli kontakty są częste to te parę minut wieczorem nie daje starym rodzicom poczucia więzi, miłości i bezpieczeństwa.
Dobrze jeśli jest praca, jeśli są we dwoje i jeśli jeszcze mają siłę i zdrowie. Ale czas pędzi nieubłaganie naprzód i po cichu nadchodzi samotna starość. Trudno dostać się do lekarza, trudno zrobić i przynieść zakupy, trudno posprzątać mieszkanie – ale najtrudniejsza jest samotność i gorzkie uczucie pozostawienia samemu sobie, bez troski, bez zainteresowania, bez czułości. Starzy, samotni rodzice zawsze usprawiedliwiają swoje dzieci mówiąc:
oni musieli wyjechać, tu nie mieli przyszłości, zrobili to dla dobra naszych wnuków, by im się żyło lepiej niż nam.
I to wszystko pewnie prawda, a jednak w ich oczach widać smutek kiedy patrzą na moje rozrabiające maluchy czy tych szczęśliwców, którzy spacerują z wnukami po parku.
Wie Pani, starszą wnuczkę wychowałam do siedmiu lat, do ich wyjazdu, a młodszej nigdy nie widziałam, tylko na zdjęciach, a już idzie do Komunii. Ale podróż jest dla mnie za ciężka, a dla nich na cztery osoby za droga. Mówili,że może przylecą na Boże Narodzenie–usłyszałam w pewnej rozmowie.
Nie chcę o nikim wydawać sądu, bo ja sama nie musiałam wyjechać w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Dobrze wiem, że bywają sytuacje w których wybór nie jest prosty, ale proszę pamiętajcie o swoich rodzicach, bądźcie na tyle blisko na ile to możliwe i kochajcie ich tak jak oni was.

Dagmara Kamińska

wSumie.pl



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła