Skwieciński w nowym „Sieci”: Zejście z bagnetów

opublikowano: 31 stycznia 2018
Skwieciński w nowym „Sieci”: Zejście z bagnetów
Flickr/PiS; Fratria/'Sieci'

Publicysta opisuje nową strategię prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego.

Wbrew całości elit można rządzić, ale jest to sytuacja odbierana jako tymczasowa. Lepiej zneutralizować ich większość, tak aby władzy nie kochała, ale też nie odczuwała do niej nienawiści. Może się to stać możliwe, bo obóz rządzący ewoluuje i wrażliwość radykałów określa jego postawę w coraz mniejszym stopniu – na łamach nowego wydania „Sieci” pisze Piotr Skwieciński.

Publicysta opisuje strategię prezesa Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego, który po okresie rewolucyjnych zmian przyjął bardziej kompromisową postawę.

Tego, co stało się bowiem ostatnio w Polsce, nie sposób określić inaczej niż jako zastopowanie rewolucji przez jej przywódcę. Przez przywódcę, który zdecydował, że zatrzymujemy się na etapie głębokiej reformy. I nie idziemy dalej. Czy jest to decyzja permanentna, czy czasowa, a jeśli to drugie, to kiedy nastąpi jej zmiana – to rzecz inna. Ale nie sposób udawać, jakoby teraz jej nie było. I jakoby nie zmieniła rzeczywistości – pisze Skwieciński.

Krok po kroku publicysta „Sieci” opisuje ewolucję swoich spostrzeżeń na temat poczynań i decyzji prezesa Kaczyńskiego:

Za każdym razem okazywało się, że nic się nie zmieniało, rewolucyjny szturm we wszystkich możliwych kierunkach trwał. W końcu zapowiedzi, że „jeszcze tylko…” przestano brać poważnie. Przestałem je brać poważnie również ja. Czy raczej – nie brałem ich poważnie od początku. Czyli od momentu, kiedy bezpośrednio po wyborach 2015 r. okazało się (i wcześniej było to bardzo prawdopodobne, ale przecież nie pewne), że Centralny Ośrodek Dyspozycji Politycznej, pomimo koncyliacyjnych nastrojów panujących wtedy również w większości środowisk III RP, zdecydował się prowadzić politykę nie negocjacyjną, tylko – właśnie – rewolucyjną. Uznałem wtedy, że jest to decyzja strategiczna. A w każdym razie tak integralnie związana z osobowością Kaczyńskiego, taką, jaka wynurzyła się z pożarów trawiących Polskę politycznych wojen, że niemożliwa do zmiany nawet przez niego samego. Że po prostu on sam samemu sobie na to nie pozwoli, choćby i doszedł intelektem do wniosku, że tak będzie korzystniej. Jak widać, myliłem się. Choć ta konstatacja oznacza zarazem, że miałem rację wcześniej. Wcześniej, kiedy napisałem, że jeśli dobrze się przyjrzeć Kaczyńskiemu, to trzeba dojść do wniosku, że są w nim jedynie dwa czynniki trwałe – wiara w silne państwo narodowe i dążenie do stworzenia takiego państwa oraz konserwatyzm obyczajowy i przekonanie, iż jest to postawa nie tylko najlepsza w sensie wyboru między dobrem a złem, lecz również najkorzystniejsza dla będącej nosicielem tej postawy wspólnoty – czytamy.

Publicysta tłumaczy, jaki cel miał Kaczyński w odwróceniu dotychczasowej strategii:

(…) zmiana była wyczekiwana przez wielu ludzi obozu, coraz gorzej znoszących sytuację wszechogarniającej wojny i pytających – niechby tylko samych siebie – o to, czy istnieje jakiś postulowany punkt dojścia, jakiś ostateczny cel kampanii, po którym pojawi się coś w rodzaju spokoju i normalności. Myślę, że Kaczyński dobrze wyczuwał te narastające podskórnie nastroje i że stały się one jedną z przyczyn podjętej przez niego decyzji, by czy to ogłosić jednostronne zawieszenie broni, czy to – przynajmniej – dać wojsku chwilę wytchnienia – tłumaczy. - Przez dłuższą chwilę nieznającym formacji IV RP mogło się wydawać, że tacy ludzie i tworzone przez nich środowiska stanowią w tym obozie większość czy przynajmniej większość jego rdzenia. Dziś po serii dymisji polityków symbolizujących w oczach ludzi, o których mowa, Dobro walczące ze Złem, widać, że było to wrażenie nieprawdziwe. Bo oni są wprawdzie hałaśliwi, ale nieliczni, a przez to słabi. Gdyby było inaczej, potrafiliby rozpętać szeroką kampanię może nie buntu (na to nie pozwoliłby wciąż obecny „w kościach” prawicy strach przed katastrofalnymi skutkami zniszczenia jedności), ale manifestacji niezadowolenia. Tak się nie stało, co obnażyło rzeczywiste proporcje między rozmaitymi, obecnymi w obozie wrażliwościami – kontynuuje.

Dlaczego według Kaczyńskiego manewr był potrzebny?

To pytanie o tyle zawisa w próżni, że – jak napisałem wyżej – nigdy nie był on rewolucjonistą. Przypomnijmy sobie o tym. A kiedy przyzwyczaimy się na powrót do tej myśli, to stanie się dla nas zrozumiałe, że dla kogoś, kto ze swej natury rewolucjonistą nie jest, zakończenie (czy przynajmniej zawieszenie na czas dłuższy) rewolucji wydaje się czymś – właśnie – naturalnym. A nie decyzją nienaturalną, niezrozumiałą, o której przyczyny trzeba byłoby pytać. To powód, rzekłbym, systemowy. A przyczyna druga – przy całej swojej niechęci wobec establishmentu III RP Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że permanentny konflikt z niemal całością elit jest, niezależnie od odniesionych w wojnie z nimi sukcesów, czymś bardzo niebezpiecznym – czytamy w artykule.

Więcej w nowym numerze tygodnika „Sieci”, dostępnym w sprzedaży od 29 stycznia, także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji www.wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła