Sześć zagadek po zeznaniach pana prezydenta

opublikowano: 22 grudnia 2014
Sześć zagadek po zeznaniach pana prezydenta lupa lupa
fot. PAP/ Jakub Kamiński

Przyszli z kamerami i je… wyłączyli. Tzn. włączone były, ale dla picu. Światło ustawione, łączność sprawdzona, dźwięk – żyleta, kadr jak należy, wozy transmisyjne obok pałacu z antenami wycelowanymi w satelity, agregaty prądotwórcze na pełnej mocy. Pierwszy obywatel gotowy do zeznań, możemy zacząć udawać, że to zrelacjonujemy.

Bo przecież na poważnie nie wolno! Jak można pokazać tłuszczy, że prezydent, który łączy a nie dzieli, wije się jak kontuzjowana enerdowska gimnastyczka wokół czerwonej wstęgi z gwiazdą?

To, że Bronisław Komorowski miał nagły atak choroby Alzheimera w czasie zeznawania pod przysięgą wiedzą wszyscy, którzy zajrzeli do jakichkolwiek środków przekazu innych od „polskojęzycznych”. Niestety, jak to w post-PRL-u, ta większość stanowi mniejszość. Bo te środki nie są jeszcze tak popularne jak pozakładane przez ludzi starych służb bądź przez nich kontrolowane.

Nie postawiono więc – jak należało – głośno i dobitnie pytań ws. afery marszałkowej, które po przesłuchaniu prezydenta natychmiast nasuwają się niczym zmarszczka na czoło Tomasza Nałęcza.

1) Jak jest możliwe, by Bronisław Komorowski nie pamiętał, czy czytał aneks do raportu z likwidacji WSI? Tak twierdził w czwartek. Dokument dotyczący ponoć wielu bliskich mu ludzi, a przede wszystkim jego samego! Od lat jeden z najtajniejszych w Polsce, który przeszedł już do legendy! Przecież gdyby im to powiedziano, to nie uwierzyłyby nawetdzieci, z którymi następnego dnia po zeznaniach prezydent w asyście kwiatu żurnalistyki zdobił bombki.

2) Dlaczego o próbie przehandlowania mu owego mega-tajnego dokumentu nie poinformował oficjalnie służb specjalnych? Opowieści o tym, że ustnie przekazał sprawę Pawłowi Grasiowi (ciekawe, przy którym śmietniku) to przestrzeganie procedur podobne do pilnowania bezpieczeństwa lotów przez Tomasza Arabskiego.

3) Czy spotykał się z pułkownikami sam czy z kimś? Bo Paweł Graś i Krzysztof Bondaryk i Tobiasz twierdzą w zeznaniach co innego niż pan prezydent? I w jakiej kolejności gościł w swoim biurze byłych oficerów WSI? To ważna kwestia, o którejszerzej w obszernej relacji z rozprawy. W 2008 r. mówił w prokuraturze, że pierwszy przyszedł L., w 2009 – że Tobiasz. A w ubiegłym tygodniu stwierdził, że… podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania. Jak go nie lubić?

4) Dlaczego w ogóle podjął rozmowy i odbywał kolejne spotkania z ludźmi WSI płk. L. i płk. Tobiaszem (który przed blisko trzema laty zatańczył się na śmierć) zamiast od razu formalnie przekazać sprawę odpowiednim służbom? Czy dlatego, że jednak był szalenie zainteresowany treścią aneksu?

5) Dlaczego dziś twierdzi, że nie był zainteresowany treścią aneksu, skoro w prokuraturze zeznał: „Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją . Umówiliśmy się, że on odezwie się, gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów.”

6) Dlaczego Komorowski nie zechciał odpowiedzieć na pytanie, kiedy zapoznał się z aneksem, zasłaniając się tajemnicą państwową? Wojciech Sumliński twierdzi, że stało się to tuż po katastrofie smoleńskiej. CZYTAJ WIĘCEJ: Sumliński: „Komorowski buszował po pałacu prezydenckim już 10 kwietnia. Wtedy czytał aneks do raportu WSI

To kwestie podstawowe, jest jeszcze wiele innych nieścisłości w prezydenckich zeznaniach i zadziwiających luk w pamięci pierwszego obywatela. Pozwalam sobie je podsumować, bo sprawa ma szalenie istotny wymiar, tak polityczny, jak i medialny. Bo, jak trafnie zauważył Stanisław Janecki:

18 grudnia 2014 r. to czarny czwartek polskich mediów i klęska demokracji w wersji IIIRP

Portal Tomasza Lisa tłumaczy kolegów z telewizji informacyjnych, którzy udawali, że wydarzenie w Pałacu Prezydenckim warte jest ledwie jakiejś drobnej wzmianki:

Każda z trzech stacji informacyjnych relacjonowała wyjaśnienia świadka Komorowskiego. Nie w takim stopniu, jak oczekiwała tego prawica, ale w takim, na jaki zasługiwało to wydarzenie. Bo Komorowski nie powiedział nic szokującego, nie był oskarżonym, ale świadkiem. A załamywanie rąk nad stanem mediów to nic innego, jak kolejny przejaw walki z konkurencją i uderzania w Bronisława Komorowskiego. Wszak za pół roku wybory.

O to, to! Za pół roku wybory. Dlatego już żadne wydarzenie mogące jakkolwiek zaszkodzić Bronisławowi Komorowskiemu nie będzie miało w medialnym mętnym nurcie należytej rangi. Dlatego powyższych sześć pytań i cała masa innych nie będzie telewizyjnych reporterów (a tak naprawdę ich wydawców oraz ich przełożonych) interesować bardziej od np. kulinarnych aspektów wieczornych posiedzeń Sejmu. I dlatego będą z coraz większą butą spluwać pod nogi tym, którzy ośmielą się wspominać o jakichś standardach. Nie cofną się przed niczym. Dowód tego dała wczoraj MO:

Ludzie, ile można to pokazywać!? Jak pan sobie kupi telewizję, to pan będzie pokazywał i transmitował to, co pan chce. Nikt nas nie będzie zmuszał do tego, co mamy transmitować.


Marek Pyza



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła