Czytasz i klikasz - bądź blisko Polski gdziekolwiek jesteś!
Edycja I
Edycja II

Sztuka planowania wydatków

opublikowano: 4 maja 2015
Sztuka planowania wydatków

Remont mieszkania, wymiana starej lodówki na nową, wakacyjny wyjazd, dodatkowe zajęcia dla dziecka w szkole językowej. Skąd na to wszystko wziąć - głowi się wielu Polaków. Często wybierają najprostszą metodę: zapożyczają się. I często nie wychodzą z tych pożyczek i kredytów przez wiele lat. Choć w wielu przypadkach nie musieliby po nie sięgać, gdyby dobrze kontrolowali i planowali wydatki.

Na tle innych krajów europejskich gospodarstwa domowe w Polsce charakteryzują się dużo niższą skłonnością do oszczędzania. Według danych Eurostatu Polacy odkładają tylko 4,8 proc. swoich zarobków, podczas gdy Czesi — 10,6 proc., Słowacy — 8,2 proc., Węgrzy — 7,4 proc., Portugalczycy — 12 proc., nie wspominając już o Francuzach (15,2 proc.), Niemcach (16,4 proc.) i Szwajcarach (23,1 proc.). Ponad połowa Polaków w ogóle nie oszczędza. Tłumacząc to najczęściej — jak wynika z badań — zbyt niskimi dochodami, koniecznością sfinansowania jednorazowych, dużych wydatków (typu zakup nowego telewizora) lub niespodziewanymi płatnościami. Rzeczywistość jest jednak także taka, że wielu z nas po prostu za słabo kontroluje swoje wydatki i ich nie planuje.

W licznych przypadkach to właśnie dlatego wydajemy całe bieżące dochody. Bez kontrolowania i planowania wydatków nawet tym, którzy nieźle zarabiają, często nie dopina się domowy budżet, miesiąc w miesiąc mają niemal w całości wykorzystany debet czy limit na karcie kredytowej, a przy każdym większym wydatku muszą zaciągać dług. Mimo że najczęściej o takich większych zakupach wiemy z wystarczającym wyprzedzeniem.


NA CO ZA DUŻO WYDAJEMY?

Naukę oszczędzania zacząć możemy od tego, żeby przez miesiąc codziennie spisywać, a po miesiącu szczegółowo przeanalizować nasze wydatki. Nawet te najdrobniejsze. Bo wtedy poznamy lepiej swoje zakupowe nawyki, zorientujemy się, czy możemy coś zaoszczędzić, na co wydajemy za dużo, z jakich wydatków moglibyśmy zrezygnować, a jakie ograniczyć. Często bowiem nie zdajemy sobie sprawy, ile w skali miesiąca wydajemy np. na paliwo do auta. Nie wspominając już o drobniejszych, ale częstych wydatkach.

Warto też przeanalizować nasze comiesięczne rachunki: za wodę, ścieki, prąd, gaz, ogrzewanie, komórkę, Internet itd. Jeśli któreś z nich wydają się nam zbyt wysokie lub są znacząco wyższe niż np. rok wcześniej, to  te rachunki można by zmniejszyć. Np. zamiast codziennej kąpieli w wannie brać prysznic, zmienić na tańsze usługi telefoniczne czy prosić dostawcę prądu o montaż tzw. dwutaryfowego licznika: z dużą niższą stawką za energię zużywaną poza godzinami szczytu. Choć i w tym przypadku powinniśmy sprawdzić, dokładnie policzyć, czy to się rzeczywiście opłaci, z ostrożnością i dystansem podchodzić do ofert firm obiecujących nam tańsze usługi. To bowiem, co na pierwszy rzut oka tańsze, wcale takie nie musi być. Może np. się okazać, że biorąc tańszy pakiet telefoniczny, zaczynamy płacić wyższe rachunki. Dlatego że ów pakiet nie uwzględnia naszych specyficznych potrzeb, tego, w jaki sposób korzystamy z telefonu.


TWORZENIE DOMOWEGO BUDŻETU

Kolejny krok to planowanie swoich comiesięcznych wydatków, tworzenie czegoś w rodzaju domowego budżetu. Możemy to zrobić np. tak:

1. Na początku danego miesiąca spisujemy planowane wydatki i dochody, potem zestawiamy je ze sobą. Powinniśmy w tym celu określić nasze wydatki stałe, to, ile z grubsza wydajemy na życie, czyli na bieżące potrzeby (do tego bardzo przydaje się wcześniejsze spisywanie wszystkich poniesionych wydatków): jedzenie, dojazd do pracy, rachunki, raty kredytu itd. To, używając terminologii budżetowej, tzw. wydatki sztywne, czyli takie, które musimy ponieść, których nie możemy odłożyć.

2. Zestawiając to wszystko ze spodziewanymi dochodami, dowiadujemy się, ile możemy w danym miesiącu przeznaczyć na inne rzeczy.

3. Trzeba przy tym uwzględnić także tzw. wydatki nieregularne. Czyli takie, które ponosimy raz lub kilka razy w roku czy nawet rzadziej. To np. zakup ubrań, prezenty urodzinowe i świąteczne, ubezpieczenie auta, domu czy mieszkania, wymiana opon, wyjazdy urlopowe, kolonie i obozy dzieci, kwartalne raty podatku od nieruchomości.

4. Gdy policzymy ich łączny roczny koszt i podzielimy przez 12 miesięcy, dowiemy się, ile średnio będziemy musieli każdego miesiąca na ten cel odłożyć (dobrze jest potraktować tę kwotę jako nasz kolejny wydatek stały i nie naruszać odłożonych w związku z nim funduszy). Warto zwrócić uwagę, że w ten sposób właśnie oszczędzamy część dochodów miesięcznych. Nazywamy to tzw. wygładzaniem konsumpcji, bowiem żeby sfinansować ww. nieregularne wydatki nie będziemy musieli nagle, doraźnie i niespodziewanie ograniczać stałych, potrzebnych nam zakupów czy usług. Planując budżet na cały rok, rezygnujemy z wydawania części dochodu na bieżącą konsumpcję po to, żeby sfinansować przyszłe, nieregularne i często spore wydatki.

Warto też być przygotowanym na niespodziewany spadek dochodów lub wydatki nieprzewidziane — typu nagła naprawa auta czy choroba i związany z nią zakup leków — warto odłożyć na nie pewną rezerwę. Czyli stworzyć coś w rodzaju funduszu awaryjnego, nawet niewielkiego (rzędu 1 tys. zł), który uruchamiamy tylko w nagłej potrzebie — są to tzw. oszczędności przezornościowe.

1. Jeśli po zaplanowaniu bieżących — stałych, jednorazowych i nieregularnych — wydatków na dany miesiąc okaże się, że coś nam zostanie, to wskazane jest, byśmy zaplanowali, na co tę nadwyżkę wydać. Bo inaczej istnieje spore ryzyko, że te pieniądze po prostu nam się rozejdą, wydamy je w nieplanowy sposób, na przypadkowe, nie zawsze niezbędne rzeczy. No bo skoro możemy sobie pozwolić na to, żeby kupić w danym miesiącu coś, czego wcześniej nie planowaliśmy, to dlaczego tego nie zrobić?

2. Dopiero po zsumowaniu miesięcznych stałych, jednorazowych i nieregularnych kosztów oraz zgromadzeniu funduszu awaryjnego powinniśmy planować w naszym domowym budżecie jakieś inne większe wydatki, typu wymiana starej lodówki na nową, zakup komputera czy remont mieszkania. Tego rodzaju wydatki najlepiej finansować ze zgromadzonych oszczędności.

Analogicznie trzeba postępować, planując wydatki na kolejny kwartał i półrocze. Warto jednak planować nasze domowe finanse także na dłuższe okresy, m.in. dlatego że na część poważniejszych wydatków wielu z nas będzie musiało odkładać więcej niż pół roku. Warto, bo wtedy nawet przy niewielkich dochodach, tworząc plany oszczędzania i oszczędzając co miesiąc małe kwoty, mamy realne możliwości, by osiągnąć cele, które — zanim zdecydujemy się na takie długofalowe podejście do naszych wydatków — są poza naszym zasięgiem bez zaciągnięcia długu. Za przykład niech posłuży pralka. Żeby kupić pralkę, trzeba wydać przeciętnie 1 000—1 200 zł. To sporo i niejednemu z nas trudno będzie tyle wygospodarować z tego, co zostanie po odjęciu od pensji bieżących wydatków i odłożeniu części dochodów na wydatki nieregularne. Jeśli jednak będziemy odkładać na ten cel po 80—90 zł miesięcznie, to za rok będziemy mieć prawie całą potrzebną sumę na zakup nowej pralki.


WAKACJE I EDUKACJA DZIECI

Gdy będziemy się trzymać wyżej opisanych zasad, nie będziemy mieć większych trudności, żeby wygospodarować pieniądze na wakacyjny wyjazd czy na edukację naszych dzieci, z którą wiążą się spore wydatki już od pierwszych lat. Po prostu trzeba planować te wydatki z dużym wyprzedzeniem, określić, ile musi nam każdego miesiąca na ten cel zostawać, i dopasowywać do tego resztę ponoszonych przez nas wydatków. O tym, dokąd pojechać na kolejny urlop, myślimy zwykle długo przed wakacjami. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby równocześnie spróbować policzyć, ile ten wyjazd będzie kosztować i ile każdego miesiąca trzeba będzie na to odłożyć. Dzięki takiemu podejściu wakacyjny wyjazd nie będzie rujnował naszego domowego budżetu lub nie będziemy musieli sięgać po pożyczkę konsumpcyjną, żeby się wybrać w wymarzoną podróż lub na wczasy.

To samo dotyczy edukacji naszych dzieci, która jest kosztowna na każdym etapie, nawet jeśli dziecko uczęszcza do szkoły publicznej czy studiuje na uczelni, która nie pobiera czesnego za studia. Bo dochodzą koszty podręczników, dodatkowych zajęć, dojazdów do szkoły, szkolnych wycieczek, internatu czy akademika itd. Dlatego o związanych z tym wydatkach warto pomyśleć kilka lat do przodu, oszacować, ile będą z grubsza wynosić i ile powinniśmy z myślą o tym miesięcznie odkładać. Wtedy nie przeżyjemy nieprzyjemnego zaskoczenia, gdy nasze dzieci pójdą do szkoły i nagle nasze miesięczne wydatki powiększą się o kilkaset złotych.

Przy długookresowych, lecz także przy krótkookresowych planach inwestycyjnych ważną rolę odgrywa inwestowanie uzyskiwanych nadwyżek dochodów w aktywa finansowe (depozyty, lokaty, fundusze inwestycyjne, obligacje etc.), tak aby chronić oszczędności przed utratą ich realnej wartości z tytułu inflacji oraz by pomnażać wartość oszczędności.


KIEDY POŻYCZKA LUB KREDYT?

Zanim zdecydujemy się na pożyczkę lub kredyt, powinniśmy uwzględnić, że taka usługa zawsze kosztuje. To znaczy, że od pożyczonej kwoty będziemy musieli płacić odsetki. Odsetki, które łącznie mogą wynieść nawet więcej, niż pożyczyliśmy. W firmach pożyczkowych, parabankach udzielających tzw. chwilówek odsetki w połączeniu z innymi opłatami ponoszonymi przez pożyczkodawcę mogą w skali roku być nawet kilkakrotnie większe od kwoty, którą pożyczyliśmy. Dlatego najlepiej unikać pożyczek zwanych chwilówkami, bo mogą one doprowadzić nas do sytuacji, w której, by spłacić raty takiej pożyczki, będziemy musieli zaciągać kolejną, coraz bardziej rujnując swój domowy budżet. Czyli wpadniemy w spiralę zadłużenia.

Dlatego każdą decyzję o pożyczce czy kredycie, nawet niewielkiej wysokości, trzeba dobrze przemyśleć. Powinniśmy najpierw zapytać o wysokość miesięcznej raty, zobaczyć, jak to wpłynie na nasz domowy budżet i czy najzwyczajniej w świecie będzie nas stać na spłatę rat. Trzeba też — jeśli oprocentowanie kredytu jest zmienne — przyjąć, że stopy procentowe mogą prędzej czy później wzrosnąć, a wtedy pójdzie w górę oprocentowanie naszego kredytu, co oznaczać będzie większe raty.

Są sytuacje, w których po prostu musimy sięgnąć po pożyczkę lub kredyt. Nawet wtedy, gdy solidnie i długofalowo planujemy swoje wydatki, umiemy oszczędzać, odkładać z myślą o naszych przyszłych potrzebach. Jakie to sytuacje? Np. takie, gdy mamy stare auto, które zepsuje się tak, że nie opłaca się już go naprawiać. A bez samochodu nie możemy się obejść i jednocześnie nie mamy takiej ilości wolnej gotówki, żeby kupić kolejne auto. Pożyczkę można też rozważać np. wtedy, gdy planowany wydatek jest swego rodzaju inwestycją, która w przyszłości nam się zwróci. Do takich pożyczek należy m.in. tzw. kredyt studencki.

Biorąc kredyt czy pożyczkę w banku, zawsze powinniśmy się przyjrzeć, jakie dany bank proponuje nam oprocentowanie, jaką ma marżę kredytową (w innym banku może być ona niższa) i różne opłaty. Np. opłatę (prowizję) za udzielenie kredytu czy jego ubezpieczenie. Ważne jest też to, jakie konto bank proponuje nam w związku z obsługą kredytu. Ile kosztuje prowadzenie tego konta (niektóre banki oferują to bezpłatnie). I czy może się zdarzyć, że takie opłaty zostaną wprowadzone w okresie, w którym będziemy korzystać z kredytu?

Czy nie towarzyszą mu jakieś dodatkowe opłaty, np. za kartę debetową? Jeśli tak, to jak wysokie? Warto też sprawdzić, czy np. są banki, w których te opłaty mogą być niższe lub w ogóle ich nie ma. Innymi słowy trzeba gruntownie porównać oferty różnych banków, co bardzo ułatwiają internetowe porównywarki usług banków. Z kolei jeśli bank oferuje nam przy okazji dodatkowe produkty finansowe (typu: ubezpieczenie na życie, karta kredytowa czy osławione polisolokaty), to powinniśmy podchodzić do nich bardzo ostrożnie i z dużym namysłem. Bo każdy z tych produktów oznacza dla nas dodatkowe stałe wydatki. Powinniśmy je zestawić z naszym domowym budżetem i zastanowić się, czy rzeczywiście stać nas na te produkty.

Szczególnie ostrożnym należy być w przypadku instytucji, które nie podlegają nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego, parabanków i tzw. firm pożyczkowych, z których korzystają setki tysięcy Polaków. W jednej z nich, działającej w Polsce, dodatkowe, comiesięczne opłaty związane ze spłatą pożyczki (za jej ubezpieczenie i za tzw. obsługę domową polegającą na tym, że pracownik firmy przychodzi do naszego domu po odbiór rat pożyczkowych) są znacząco wyższe niż same odsetki od pożyczki. Ale owa firma, reklamując swoje produkty i przedstawiając je klientom, mówi jedynie o kosztach odsetek. Jednocześnie rzadko który jej klient pyta przed podpisaniem umowy, czy to rzeczywiście jedyne koszty. Dowiadując się o dodatkowych opłatach dopiero wtedy, gdy przychodzi do płacenia za nie, jest już za późno, żeby się wycofać.

Jeśli mamy wątpliwości związane z pożyczką lub chcemy policzyć jej całkowity koszt, warto odwiedzić stronę www.zanim-podpiszesz.pl, gdzie znajdziemy wiele pożytecznych informacji o domowych finansach.

Jacek Krzemiński

 

PROJEKT REALIZOWANY ZE ŚRODKÓW NARODOWEGO BANKU POLSKIEGO W RAMACH PROGRAMU EDUKACJI EKONOMICZNEJ.


Chcielibyśmy poznać Państwa opinie na temat artykułu o planowaniu wydatków. Zachęcamy do wypełnienia ankiety oraz do udziału w konkursie.

Warunkiem uczestnictwa w konkursie będzie wypełnienie ankiety oraz przesłanie odpowiedzi na pytanie konkursowe. Najciekawsze propozycje zostaną nagrodzone.

 
 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła