Teatrzyk „Przegniły Batonik”

opublikowano: 22 grudnia 2013
Teatrzyk „Przegniły Batonik” lupa lupa

Występują:
Grzegorz Schetyna – prawie jak Makbet
Donald Tusk – prawie jak Banko
Rafał Grupiński – prawie jak Lady Makbet
Wiedźmy
William Szekspir – gościnnie


Scena I
Wrzosowisko. Trzy wiedźmy mieszają w kotle. Mgła. Noc. Straszno. Wchodzi roześmiany w charakterystyczny sposób Schetyna. Staje w pobliżu wiedźm. Wiedźmy obrzucają go niechętnym wzrokiem, nie przerywając mieszania. Pauza pięć minut.
Schetyna (zniecierpliwiony): No?!
Wiedźma I: Eeee tam.
Schetyna: Jam jest Grzegorz „Zniszczę cię” Schetyna. Przepowiadajcie!
Wiedźma II: Albo tam, panie, jest co przepowiadać?
Schetyna (poirytowany): No jak nie, jak tak. Kres Tuska nadchodzi. No, wiecie: „Cześć ci, o wicepremierze!”, „cześć ci, o przewodniczący PO!”, „cześć ci, o nowy premierze!”. No?
Wiedźma III: Cześć, cześć… Przepowiedni nie będzie, skończyły nam się szczurze ogony, bez nich wywar nie wychodzi i nie ma proroctwa. Do widzenia.

Scena II – cztery lata później
Przedpokój gabinetu Tuska w Kancelarii Premiera. Schetyna stoi przy oknie, nerwowo tupiąc nogą. Na brzeżku krzesła siedzi zgarbiony Grupiński.
Grupiński: Grzesiu, czyżbyś osiągnąć pragnął to, co, jak wiesz dobrze, ozdobą życia jest; a równocześnie za tchórza siebie miał i mógł przyzwolić, by „Nie śmiem” sługą zostało „Tak, pragnę”, jak ów kot biedny w przysłowiu?
Schetyna (odwraca się od okna, ma załzawione oczy): Daj pokój. Śmiem czynić wszystko, co uczyni człowiek. Kto może więcej, nie jest nim.

Scena III
Gabinet Tuska. Tusk obok biurka, od niechcenia podbija piłkę nogą. Ciche pukanie.
Tusk (nie przestając bawić się piłką): Wlazł!
Wchodzi Schetyna z reklamówką w ręku. Staje przy drzwiach.
Schetyna: Dońciu…
Tusk (nie patrząc na niego, ale na piłkę): Dla ciebie: panie premierze.
Schetyna (cichutko): Panie premierze, bo ja bym chciał… Bo… Czy ja bym mógł może jednak do zarządu?
Tusk (twardo): Nie. Coś jeszcze?
Schetyna: A może bym chociaż czasem mógł tu przyjść do pana? Nie za często, tak raz na miesiąc…
Tusk (przestaje podbijać, spogląda na Schetynę): A po kiego grzyba?
Schetyna: Nie, nie żeby rozmawiać, ja bym tu biureczko przetarł, buciki panu premierowi wypastował, paprotkę podlał. Ja tu całe oprzyrządowanie mam! (pokazuje w reklamówce ściereczki, środki czystości, gąbki, szczotki) Nikt jak ja nie sprzątnie, nawet Graś! Będzie tu panu premierowi wszystko błyszczeć! I przeszkadzał nie będę. Tylko żebym mógł tak raz na jakiś czas…
Tusk (zastanawia się): No… Właściwie… To możesz zacząć już teraz, od kibla. Tam jest stara szczoteczka do zębów. I tą szczoteczką. Tylko błyszczeć się ma! Jak psu jajca! No.
Kurtyna
Przed kurtynę wychodzi William Szekspir.
Szekspir (wzburzony): Ja stanowczo protestuję przeciwko wykorzystywaniu moich pomysłów w taki sposób! „Makbet” to jest sztuka o żądzy władzy i o tym, że dla władzy się zabija, a nie o jakichś, za przeproszeniem, wypierdkach i mięczakach! Żeby mi to ostatni raz było!

Łukasz Warzecha



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła