W nowym „Sieci”: Państwo słupów

opublikowano: 23 maja 2019
W nowym „Sieci”: Państwo słupów

Marek Pyza i Marcin Wikło opisują kulisy jednej z największych afer w Polsce.

Komisja śledcza ds. Amber Gold wykonała zadanie, prezentując 700-stronicowy raport końcowy. To lektura przytłaczająca. Okazuje się bowiem, że w każdej ważnej instytucji wysokie stanowiska zajmowali ludzie, którzy w sposób mniej lub bardziej zamierzony umożliwili gangsterom kradzież oszczędności kilkunastu tysięcy Polaków - piszą dziennikarze tygodnika "Sieci".

W artykule czytamy o narracji, którą narzuca opozycja względem komisji. Według niej to miało być tylko polowanie na Donalda Tuska. Przez ponad trzy lata nic tego nie potwierdzało. Gdy w projekcie raportu końcowego znalazł się wniosek do prokuratury o ściganie byłego premiera, usłyszeliśmy: o proszę, tak długo szukali, szukali i nic na niego nie znaleźli. Redaktorzy widzą tę sprawę zupełnie inaczej. Ani nie jest prawdą to, że komisja śledcza była wymierzona w szefa Rady Europejskiej, ani to, że „nic na niego nie ma”. Przez większą część swojego urzędowania osobiście nadzorował on służby specjalne. Ich bezczynność albo raczej torpedowanie tej sprawy obciąża go jako zwierzchnika. Tyle, że w tej sprawie prezes Rady Ministrów nie podejmował decyzji, które bezpośrednio dotyczyłyby Amber Gold, więc formalnie jest czysty. Kilka resortów podległych Tuskowi nie wypełniły swoich obowiązków, lecz – jak mówi się w języku prawników – sprawa „nie nadaje się na zarzuty” dla ich szefów (co innego wobec urzędników niższego szczebla (…).

Pyza i Wikło zgadzają się z Małgorzatą Wasserman, że policja, prokuratura i służby powinny skorzystać z ustaleń komisji i wykorzystać swoje uprawnienia operacyjne. Potrzeba odpowiedzi na pytania: kto wyciągnął Marcina P. z więzienia, kto był mózgiem tej operacji, kto chciał prać brudne miliony, a kolejne ukraść Polakom, kto chciał wejść na rynek lotniczy i zachwiać PLL LOT. Dziennikarze wątpią by Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przyczyniła się do wyjaśnienia sprawy do końca. Części dokumentów ABW nie przekazała komisji, części nie zechciała odtajnić, inne były mocno wybrakowane.

Dziennikarze przypomnieli o ujawnionej przez nich notatce szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka z 24 maja 2012 roku, w której informowano, że Amber Gold to „piramida finansowa”. Ta szokująca wiedza przekazana najważniejszym osobom w państwie powinna spowodować trzęsienie ziemi i natychmiastową reakcję. Powinna. (…) Sławomir Nowak przez dwa tygodnie nie interesował się notatką, a to on w ciągu kilku godzin mógł zamknąć OLT Express. Małżeństwo P. w momencie kiedy zaczęli być podsłuchiwani przez służby są zaskakująco bardzo ostrożni, mówią półsłówkami.

Według raportu komisji, Marcin P. był tylko słupem. Wydaje się oczywiste, że stały za nim jakieś „grube misie”. Mówi się w tym kontekście o pomorskich grupach mafijnych. Fakt jest taki, że ktoś Marcina P. z więzienia wyciągnął i właśnie wtedy bursztynowy biznes zaczął się kręcić. Warto przypomnieć, że pretekstem do przerwy w odbywaniu kary przez P. miała być słaba sytuacja materialna pozostających na wolności jego bezrobotnych żony i teściowej. Trudno uwierzyć, że niezawisły sąd mógł być aż tak łaskawy wobec człowieka z kilkoma wyrokami. Samo nasuwa się pytanie o to, kto i jakich wpływów musiał w tym przypadku użyć. Zdaniem dziennikarzy wszystkie zaniedbania w sprawie afery Amber Gold pokazują, że ówczesne państwo było z dykty„grube misie” z niego zakpiły.

Więcej na temat raportu komisji badającej aferę Amber Gold w „Sieci”, dostępnym w sprzedaży od 20 maja, także w formie e-wydania na https://www.wsieciprawdy.pl/aktualne-wydanie-sieci.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła